Początek lat 20. XX wieku to z jednej strony euforia związana z niedawnym odzyskaniem niepodległości, z drugiej zaś ciągłe starania o jej utrzymanie oraz jasne wytyczenie granic. Mogłoby się zdawać, że pośród tak ważnych dziejowych zobowiązań zabraknie czasu na sportowe współzawodnictwo. To jednak nieprawda. Polacy już w roku 1920, nie będąc jeszcze członkami FIFA, przymierzali się do pierwszego meczu piłkarskiej reprezentacji, a nawet planowali start na igrzyskach olimpijskich w Antwerpii.
Odparcie bolszewickiej nawały okazało się pilniejsze niż sportowe starcia z Austriakami, Czechosłowakami i Węgrami, a mecze zaplanowane na lipiec i sierpień trzeba było odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Do tak wyczekiwanego debiutu piłkarskiej reprezentacji Polski doszło wreszcie 18 grudnia 1921 roku. Przegraliśmy 0:1, ale wynik ten nad Wisłą przyjęto z umiarkowanym zadowoleniem. Nie tylko dlatego, że stawiająca pierwsze kroki kadra Biało-Czerwonych mierzyła się z rozgrywającą 80. mecz w swojej historii drużyną Węgier i to na jej terenie...
Po pierwsze – „Madziarzy" byli w doskonałej formie, co udowodnili w tym samym, 1921 roku, gromiąc Niemców 3:0.
Po drugie – do Budapesztu Polacy udali się pociągiem trzeciej klasy, w którym spędzili aż 36 godzin. W tę mało komfortową podróż udało się tylko 13 naszych piłkarzy. Mimo tego w polskiej ekipie nie zabrakło miejsca m.in. dla 4 działaczy, 2 dziennikarzy i mistrza kraju w...tenisie stołowym.
Po trzecie – w stolicy Węgier zabrakło naszego trenera. Józefa Szkolnikowskiego w ojczyźnie zatrzymały obowiązki wojskowe.
Polecamy: