Manifestacja podczas obchodów Święta 3 Maja w Szczecinku w 1946 r. Fot. AIPN

Kamil Dworaczek: Maj 1946 – zapomniany „polski miesiąc”

Maj 1946 roku to bez wątpienia jeden z zapomnianych „polskich miesięcy”. Z reguły początek historii masowych protestów przeciw władzy ludowej datuje się na czerwiec 1956 roku i związane z nim demonstracje w Poznaniu.

03.05.2026

Wydarzenia o 10 lat wcześniejsze w żaden sposób jednak nie ustępowały ani skalą, ani charakterem późniejszym buntom z lat 1956-1989. Geneza tych wydarzeń związana była z obchodami rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja.

Sprawa komunistycznego rozumu

Komuniści nie mieli jasnej wizji obchodów tego święta, co trafnie ujął Roman Werfel:

„Dla nas 1 Maja to sprawa serca, a 3 Maja – rozumu”.

Niemal do ostatniej chwili w wielu miastach planowano tradycyjne pochody trzeciomajowe. Dopiero na przełomie kwietnia i maja wprowadzono zakaz ich organizowania. Komuniści przestraszyli się, że zbyt hucznie obchodzony 3 Maj może przyćmić 1 Maja, który był w zasadzie świętem obowiązkowym. Prawdopodobnie pojawiły się też sygnały świadczące o tym, że pochody mogą zamienić się w manifestację poparcia dla PSL, czego w przededniu referendum zaplanowanego na czerwiec, władze wolały raczej uniknąć.

Niezależnie od tego, w wielu miastach, pochody i tak się odbyły. Ich inicjatorami niejednokrotnie byli ludzie młodzi, negatywnie nastawieni do porządków wprowadzanych przez rząd zdominowany przez komunistów. Ci też nie zamierzali ustępować, traktowali pochody jako nielegalne manifestacje i skierowali do ich tłumienia siły policyjne. Wpłynęło to niewątpliwie na eskalację wydarzeń. Nawet jeśli w zamiarze organizatorów nie było przekształcenia Święta 3 Maja w antyrządowe demonstracje, to na pewno działania władz się do tego przyczyniły.

Krakowska konfrontacja

Najgwałtowniejszy przebieg miały wydarzenia w Krakowie. Obchody rozpoczęły się od uroczystej mszy w Kościele Mariackim. Jeszcze przed rozpoczęciem nabożeństwa nastąpiły pierwsze interwencje funkcjonariuszy UB, którzy zatrzymywali studentów udających się do świątyni. Po mszy został uformowany pochód, który udał się pod gmach PPR. Tam padły też pierwsze strzały, od których ranny został jeden z uczestników pochodu. Do opanowania sytuacji użyto głównie funkcjonariuszy UB i żołnierzy, w tym konny oddział KBW. W końcu siłom tym udało się opanować sytuację w mieście. Obyło się bez ofiar śmiertelnych. Nie wiadomo też, jakie byłyby dalsze losy manifestacji, gdyby akceptację uzyskał pomysł ówczesnego szefa WUBP mjr. Frey-Bieleckiego, który proponował zorganizowanie robotniczej kontrmanifestacji, który to scenariusz zrealizowano poniekąd w marcu 1968.

We Włocławku i w Łodzi

Demonstracje i starcia z siłami porządkowymi miały miejsce tego dnia w kilkudziesięciu miejscowościach na terenie całego kraju. Najtragiczniejszy przebieg miały te we Włocławku i Łodzi. W pierwszej z tych miejscowości najpierw UB wypuściło aresztowanego manifestanta na żądanie tłumu zgromadzonego pod PUBP. W nocy 3/4 maja nastąpiły jednak dalsze zatrzymania, które były powodem kolejnych demonstracji 4 maja z udziałem przede wszystkim młodzieży szkolnej. Wieczorem jedna z grup udała się ponownie pod siedzibę PUBP, skąd w stronę ludności padły strzały. Ranne zostały cztery osoby, piątą ofiarą (śmiertelną) był funkcjonariusz UB, który prawdopodobnie sam się postrzelił.

W Łodzi siły policyjne wspomagane przez robotników uniemożliwiły pochodowi przejście ulicą Piotrkowską. W stronę jego uczestników padły strzały, w wyniku czego jedna osoba została zabita, a dwie kolejne ranne.

W manifestacjach odbywających się w różnych częściach kraju można było zauważyć znaczący udział młodzieży szkolnej i studenckiej, ta grupa była też najaktywniejsza. Okrzyki wznoszone przez manifestujących z reguły wyrażały one sympatię dla PSL i jej lidera – Stanisława Mikołajczyka, znalazły się w nich też akcenty antyrządowe i antysowieckie.

Czytaj więcej na portalu przystanekhistoria.pl

do góry