Gubernator nie wiedział, że nieco ponad 20 kilometrów za Krakowem czeka na niego zasadzka. Żołnierze Kedywu AK oczekiwali, aż pociąg z oficjelem i jego obstawą znajdzie się w ich zasięgu, by we właściwym momencie wysadzić cały skład.
Wszystko było gotowe – minerzy z AK założyli na szynach ładunek, który miał zabić Hansa Franka. Po godzinie 23 usłyszeli nadciągający pociąg specjalny. Siedemnaście minut później nocną ciszę przerwała eksplozja. Ta była spóźniona o około sekundę – wybuch rozerwał szyny tuż za wagonem, którym podróżował wraz ze swoją świtą niemiecki namiestnik. Żadnemu z pasażerów nic się nie stało, a chwilę później z wagonów wyskoczyli Niemcy i ostrzelali las.
Realizujące akcję oddziały „Błyskawica" i „Grom" zdążyły wycofać się, nie doznając żadnych strat, a niedoszła ofiara – gubernator Frank – wrócił do Krakowa, by tam przesiąść się do samolotu i dotrzeć na lwowski raut.
Za nieudaną próbę likwidacji człowieka nr 1 na okupowanych ziemiach polskich, Niemcy zamordowali 100 osób. Sam gubernator został powieszony w 1946 roku za popełnione zbrodnie wojenne.
Polecamy: