Zabrakło im sekund, żeby zlikwidować Hansa Franka

To miała być ostatnia podróż znienawidzonego „władcy" okupowanych ziem polskich. 29 stycznia 1944 roku Hans Frank wsiadł do pociągu, mającego zawieźć go do Lwowa na raut z okazji czwartej rocznicy utworzenia z okupowanych ziem polskich Generalnego Gubernatorstwa.

Gubernator nie wiedział, że nieco ponad 20 kilometrów za Krakowem czeka na niego zasadzka. Żołnierze Kedywu AK oczekiwali, aż pociąg z oficjelem i jego obstawą znajdzie się w ich zasięgu, by we właściwym momencie wysadzić cały skład.

Wszystko było gotowe – minerzy z AK założyli na szynach ładunek, który miał zabić Hansa Franka. Po godzinie 23 usłyszeli nadciągający pociąg specjalny. Siedemnaście minut później nocną ciszę przerwała eksplozja. Ta była spóźniona o około sekundę – wybuch rozerwał szyny tuż za wagonem, którym podróżował wraz ze swoją świtą niemiecki namiestnik. Żadnemu z pasażerów nic się nie stało, a chwilę później z wagonów wyskoczyli Niemcy i ostrzelali las.

Realizujące akcję oddziały „Błyskawica" i „Grom" zdążyły wycofać się, nie doznając żadnych strat, a niedoszła ofiara – gubernator Frank – wrócił do Krakowa, by tam przesiąść się do samolotu i dotrzeć na lwowski raut.

Za nieudaną próbę likwidacji człowieka nr 1 na okupowanych ziemiach polskich, Niemcy zamordowali 100 osób. Sam gubernator został powieszony w 1946 roku za popełnione zbrodnie wojenne.

Polecamy:

do góry