Stało się tak, pomimo że Polska – należąca do koalicji antyhitlerowskiej i pierwsza ofiara napaści niemieckiej III Rzeszy – od początku była uznawana za członka ONZ. Co więcej, na sali obrad zabrakło też polskiej flagi.
Widząc to, Artur Rubinstein – wybitny polski pianista pochodzenia żydowskiego – wyraził oburzenie i ostentacyjnie zagrał Mazurka Dąbrowskiego.
Wcześniej, zgodnie z zasadami, zaczął od hymnu gospodarza, czyli Stanów Zjednoczonych. Po kilku taktach przerwał, wstał i powiedział:
– Tutaj, w tej sali, chcecie urządzić szczęśliwą przyszłość świata. Brakuje mi chorągwi Polski, za którą walczyliście. Ja tego nie mogę tolerować. Ja wam zagram hymn Polski. I proszę wstać.
Po odegraniu polskiego hymnu rozległ się huragan braw. Sowiecka delegacja, której przewodził Wiaczesław Mołotow, zmuszona do powstania w czasie hymnu niepodległej Polski, nie kryła wściekłości.
Artur Rubinstein zmarł 20 grudnia 1982 roku.