Paweł Tomasik: „Proces, który pobił rekordy komunistycznego zakłamania”

18 czerwca 1949 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie rozpoczął się jeden z najgłośniejszych procesów pokazowych w powojennej Polsce. Przewód sądowy, który w lipcu 1949 r. zakończył się skazaniem Adama Doboszyńskiego na śmierć, oparty został o wymuszone zeznania oraz absurdalne – nawet jak na standardy komunistycznej propagandy – tezy.

Po dwunastodniowej rozprawie, Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie ogłosił wyrok w procesie publicysty, działacza politycznego, ideologa ruchu narodowego, inż. Adama Doboszyńskiego.

Sąd orzekł, iż od lutego 1933 r. do maja 1945 r. pełnił on funkcję agenta inspiracyjnego niemieckiego wywiadu, a w okresie od 9 maja 1945 r. do 3 lipca 1947 r. działał w interesie i na rzecz kół imperialistycznych, a w szczególności amerykańskiego wywiadu oraz związanych z nimi polskich faszystowskich ugrupowań emigracyjnych, i skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano 29 sierpnia 1949 r.

Zarzuty te nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Zostały sformułowane na podstawie wyjaśnień złożonych przez Doboszyńskiego w trakcie trwającego blisko dwa lata śledztwa. Podczas rozprawy wielokrotnie i konsekwentnie im zaprzeczał wyjaśniając, że do samooskarżenia zmuszono go torturami.

„Proces warstw skazanych na śmierć przez historię”

Był to jeden z najgłośniejszych procesów pokazowych w powojennej Polsce. Prokurator płk Stanisław Zarakowski w swej mowie oskarżycielskiej stwierdził, że był to:

„proces historyczny”, „pierwszy w dziejach Polski proces, który ujawnił część prawdy o ostatnich dziesięcioleciach naszych dziejów”, „proces warstw skazanych na śmierć przez historię”.

Kluczową rolę w realizacji „historiozoficznych” założeń procesu odegrały, wymuszone przez funkcjonariuszy MBP, „rewelacyjne” zeznania trzech świadków, niemających nic wspólnego z prowadzoną przez Doboszyńskiego działalnością (Tadeusza Nowińskiego, Stanisława Mierzeńskiego, Witolda Pajora), z których wynikało, że „wywiad hitlerowski inspirował najwyższe czynniki przedwrześniowej Polski”, dowództwo AK zaś „współpracowało z Niemcami na płaszczyźnie walki przeciwko PPR” oraz „uzgadniało wybuch Powstania Warszawskiego z Niemcami”.

Sięgając do kłamstw i oszczerstw, w procesie Adama Doboszyńskiego oskarżano ruch narodowy, sanację, Polskę niepodległą, Armię Krajową i polski wywiad. Nie brakowało rozmaitych insynuacji pod adresem Kościoła. Olbrzymi rozgłos procesowi nadała ówczesna propaganda, odsłaniając „bagno szpiegostwa i zdrady”, demaskując „zdradzieckie oblicze reakcji polskiej”, obrzucając wyzwiskami oskarżonego. Emigracyjny „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” określił omawiane wydarzenie mianem

„procesu, który pobił rekordy komunistycznego zakłamania”.

Polecamy:

do góry