Do wsi z kierunku Osieka przybyły wówczas oddziały niemieckich żandarmów i kolumna samochodów wojskowych. Ich celem było mordowanie mieszkańców i zniszczenie miejscowości. W ten sposób tutejsza ludność miała zostać „ukarana” za udzielanie pomocy żołnierzom podziemia niepodległościowego. Dzień wcześniej w okolicach Strużek doszło do zasadzki przygotowane przez oddział „Jędrusiów”. Podczas wymiany ognia z rąk Polaków zginął komendant Stutzpunktu w Rytwianach oraz jeden z żandarmów.
Akcja represyjna powadzona była z dwóch kierunków od Osieka i Rytwian. Brutalnym mordom towarzyszył rabunek mienia oraz podpalanie domostw i budynków gospodarczych. Pojmanych na polach i drogach prowadzących do wsi Niemcy zabijali na miejscu bądź doprowadzali doprowadzali przed budynek urzędu gminy. Tam dokonywano pojedynczych i zbiorowych egzekucji.
Niemieccy żandarmi dopuścili się w Strużkach aktu bezprzykładnej zbrodni, której ofiarami były kobiety, dzieci i starcy. W dniu przypadającego wówczas święta Wniebowstąpienia Pańskiego w tej niewielkiej świętokrzyskiej wsi zamordowano 74 osoby – wśród nich 17 mężczyzn, 33 kobiety i 24 dzieci w wieku do 15 lat.
Zupełnie bezbronnymi ofiarami niemieckich żandarmów było troje dzieci poniżej jednego roku życia – niemająca jeszcze imienia dziewczynka z rodziny Dróżdżów (żyła zaledwie 6 dni), Mieczysław Woś (zamordowany w wieku około pięciu miesięcy) oraz Helena Bobek (zamordowana w wieku około sześciu miesięcy).
Opracował: Paweł Żołądek
