Joanna Żelazko: „Państwo ma prawo żądać od swego funkcjonariusza kategorycznej i nie znającej żadnych odchyleń wierności”

Osoby działające w konspiracji miały świadomość podejmowanego ryzyka, a w przypadku aresztowania, nieuchronności kary. Najwyższe wyroki sądy orzekały zwykle w stosunku do kadry dowódczej, ale równie surowo traktowały funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa współpracujących z organizacjami konspiracyjnymi.

07.12.2024

„Wtyczkami” byli żołnierze konspiracji, celowo podejmujący służbę w UB lub funkcjonariusze, którzy decydowali się na zaangażowanie w szeregach podziemia niepodległościowego. Szczególną motywację do takiego ryzykownego dziania zyskał Czesław Stachura – pracownik archiwum Sekcji I Wydziału II WUBP w Łodzi. W chwili wstępowania do służby nie miał on kontaktów z „podziemiem” i gdyby nie „pułapka” zastawiona przez konspiratorów prawdopodobnie sam by takiej możliwości nie poszukiwał.

„Przypadkowe” spotkanie, niewinna prośba…

Członkowie Zrzeszenia WiN Okręgu Łódzkiego, którzy poszukiwali możliwości zdobywania informacji z terenu miejscowego WUBP, zdawali sobie sprawę, że dzięki Stachurze uzyskaliby dostęp do wielu dokumentów oraz istotnych informacji.

Pod koniec lutego 1946 r. na spotkaniu towarzyskim zorganizowanym przez Tadeusza Zdziechowskiego – kolegę Stachury, pojawiła się przyjaciółka jego narzeczonej Barbara Borowska. Obecność młodej, 24-letniej, kobiety nie była przypadkowa. Nowa znajoma nie mówiła zbyt wiele o sobie, Stachura dowiedział się jedynie, że podczas wojny była członkiem AK, ale nie dodała, że kontynuowała działalność konspiracyjną w szeregach WiN. On sam – siedem lat starszy – brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r., a później został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec. Trudne doświadczenia obojga z czasu okupacji pozwoliły nawiązać porozumienie. Borowska poprosiła go o pomoc w poszukiwaniu zaginionych w czasie wojny rodziców. Chciała, aby sprawdził, czy UB nie ma informacji na ich temat. Historia ta była zmyślona, a pozornie niewinna prośba miała na celu sprawdzenie, czy u Stachury przeważy obowiązek zachowania tajemnicy służbowej, czy chęć zaskarbienia sobie życzliwości nowo poznanej kobiety. Funkcjonariusz zgodził się pomóc i tak rozpoczęła się jego, początkowo nieświadoma, współpraca z WiN.

Pogłębiona znajomość, regularna współpraca

Młodzi ludzie widywali się regularnie. Ponieważ przy okazji spotkań Borowska prosiła Stachurę o sprawdzanie różnych informacji, zaczął on podejrzewać, że dziewczyna należy do konspiracji. W maju 1946 r. Stachura został przeniesiony na stanowisko referenta w swojej sekcji, stał się więc jeszcze cenniejszym „źródłem”. Dwa miesiące później, mimo olbrzymiego ryzyka, jakie się z tym wiązało, Borowska poprosiła, aby przyniósł jej akta śledztwa przeciwko kpt. Stanisławowi Sojczyńskiemu „Warszycowi”, dowódcy pierwszej komendy KWP – największej organizacji niepodległościowej w Łódzkiem. Ponieważ nie mógł tego zrobić bez wzbudzania podejrzeń, wyjął z nich omówienie sprawy i dokument ten dostarczył Borowskiej. W tym czasie nie tylko przestała ona ukrywać swoją przynależność do WiN, ale nawet przedstawiła Stachurę szefowi wywiadu łódzkiego WiN Zbigniewowi Zakrzewskiemu „Bryle”.

Od początku września 1946 r. współpraca zyskała na intensywności. Stachura – świadomy już tego, do kogo trafiają materiały – wynosił z WUBP akta dochodzeń prowadzonych przeciwko aresztowanym członkom organizacji niepodległościowych, wykazy aresztowanych, akt śledczych oraz podejrzanych, a także tajne instrukcje, dane operacyjne, dane z kartotek oraz wykazy informatorów wraz z opiniami o nich. Udostępnił około trzystu nazwisk informatorów i agentów współpracujących z łódzkim urzędem bezpieczeństwa. Spotykał się z Borowską dwa do trzech razy w tygodniu.

Za każdym razem przynosił bieżące meldunki z pracy UB i dane spisane z kart informacyjnych, które wpływały do jego wydziału. Udostępniał druki urzędowe, np. nakazy aresztowania, czy zwolnienia podejrzanego, na których były nazwiska oskarżycieli z podaniem ich adresów, a także kopie pism w sprawie zatrzymania, z pominięciem sankcji prokuratorskiej. Przekazywał nazwiska osób, które nie wytrzymały tortur w  czasie przesłuchań i ujawniły nazwiska współtowarzyszy albo inne istotne informacje. Dzięki temu, można było przenieść skrytki, a zdekonspirowani mieli szanse na zmianę miejsca pobytu.

Zauważone wycieki, zidentyfikowana „wtyczka”

Tak intensywna działalność nie mogła trwać długo. Wypływanie informacji było zauważalne, a ich rodzaj wskazywał, że źródłem musiała być osoba z wewnątrz.

Stachura został zauważony – chociaż początkowo nie zidentyfikowany – przez agenta UB o ps. Lech, kiedy poszedł do mieszkania Sabiny Krzyżanowskiej (członkini łódzkiego Okręgu WiN), aby uprzedzić ją, że jest w niebezpieczeństwie, ponieważ interesuje się nią WUBP. Jakiś czas później: „w związku z tym, że została ujawniona wtyczka w naszym urzędzie w osobie Stachury”, śledczy powiązali go z wizytą u Krzyżanowskiej.

Początkowo aresztowanie Stachury wyglądało, jakby było rezultatem śledztwa prowadzonego przez jego kolegów z urzędu połączonego z nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności. 16 listopada 1946 r. zwierzchnik zażądał od Stachury wykonania wyciągu z dokumentów, którymi powinien on dysponować. Jednak ten, kilka dni wcześniej, wyniósł te materiały z urzędu, aby udostępnić je członkom WiN. Ponieważ nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego ich nie ma, został zatrzymany. Podczas rewizji osobistej, znaleziono u niego tablice ewidencyjne spraw śledczych oraz wykazy aresztowanych we wrześniu i październiku tego roku, które próbował wynieść z budynku, co bezpośrednio wskazywało na jego winę, jako źródła „przecieków”. Został zatrzymany i umieszczony w areszcie WUBP przy ul. Anstadta.

Niefortunna przestroga, zdeterminowany agent

W rzeczywistości do wpadki całej łódzkiej organizacji WiN doprowadził jeden z konspiratorów. Miesiąc przed swoim aresztowaniem, Stachura poinformował Bronisławę Borowską, że w komendzie Obszaru Centralnego WiN znajduje się „wtyczka UB” o ps. Kapitan. Chcąc przeciwdziałać infiltracji organizacji, Bronisława i jej siostra Helena próbowały przekazać ostrzeżenie.

Czytaj całość na portalu przystanekhistoria.pl

 

 

do góry