Przykładem takiej akcji jest atak na więzienie w Tarnowie przeprowadzony nocą z 1 na 2 lipca 1945 r. Uwolniono wówczas – bez jednego wystrzału – 35 osób. W większości byli to żołnierze Armii Krajowej.
Więzienna konspiracja
Prawdopodobnie cała akcja nie mogłaby w ogóle dojść do skutku, gdyby nie udział jednej osoby: Antoniny Niemczur, która była strażniczką w tym więzieniu. Pochodziła z rodziny kolejarskiej, przed wojną zdążyła ukończyć szkołę powszechną.
Podczas okupacji niemieckiej pracowała w Warsztatach Kolejowych w Tarnowie. Prawdopodobnie w tym czasie została żołnierzem 1. batalionu 16. pp AK. W lutym 1945 r. – znowu prawdopodobnie – na polecenie przełożonych podjęła pracę jako strażniczka w tarnowskim więzieniu. Od początku pomagała więźniom przekazując grypsy i umożliwiając widzenia z bliskimi.
Latem 1945 r. nawiązał z nią kontakt por. Mieczysław Wałęga „Jur”, „Rojek”, wcześniej adiutant Inspektora Tarnowskiego AK, przekazując rozkaz udziału w akcji uwolnienia więźniów. W samym więzieniu działała w porozumieniu ze Zdzisławem Wojtanowskim „Pierogiem” i Bolesławem Pronobisem „Ikarem”.
Ucieczka i jej konsekwencje
W nocy z 1 na 2 lipca przedostała się na oddział męski, otworzyła celę, w której znajdował się Wojtanowski i przekazała mu dwa pistolety przemycone wcześniej na teren więzienia. Następnie razem otworzyli celę Pronobisa oraz kolejne – w sumie jedenaście. Grupa uwolnionych więźniów obezwładniła kilku strażników, zerwała kabel telefoniczny i zabrała 10 karabinów z dyżurki. Następnie trzydziestu pięciu więźniów wydostało się na wolność.
Antonina Niemczur przeprowadziła uwolnionych korytarzami więzienia. Podchodziła do kolejnych krat między oddziałami, prosząc pełniących służbę funkcjonariuszy o ich otwarcie, co ci czynili widząc znajomą strażniczkę.
Udział w akcji oznaczał dla niej koniec normalnego życia. Antonina Niemczur znalazła się w oddziale działającym w strukturach Narodowych Sił Zbrojnych. Po krótkim czasie – z nowymi dokumentami i pod nowym nazwiskiem – została odesłana z oddziału i ukrywała się na terenie powiatu tarnowskiego. Zaproponowano jej ucieczkę za granicę, na co jednak się nie zgodziła. Przed końcem 1945 roku wyjechała do Poznania, następnie przebywała w Warszawie.
W październiku 1948 r. została aresztowana, zaś w styczniu 1949 r. skazana przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie na 8 lat więzienia. Wyszła na wolność w 1955 roku.
Mimo tak strasznych przeżyć udało jej się rozpocząć życie od nowa. Podjęła pracę w tarnowskim szpitalu jako salowa. Wyszła za mąż za Zdzisława Bartika, który był pacjentem tej placówki.
Nie doczekała wolnej Polski. Zmarła 11 sierpnia 1989 r.
