Wyborcze „zwycięstwo” umożliwiło komunistom w praktyce niczym niekrępowane konstruowanie realiów ustrojowych. Czyniono to w majestacie prawa, co wiązało się z przygniatającą przewagą „blokowych” posłów na forum otwartego 4 lutego 1947 r. parlamentu. Już dzień później funkcję prezydenta państwa powierzono jedynemu kandydatowi zgłoszonemu na to stanowisko, czyli Bierutowi, a 6 lutego utworzono rząd, na czele którego stanął całkowicie uległy wobec komunistów i sowieckich „opiekunów” Józef Cyrankiewicz.
Był on zresztą typowym figurantem. W gabinecie tym o wiele więcej do powiedzenia miał odpowiadający za przemysł Hilary Minc, niezmiennie zawiadujący „bezpieczeństwem” Radkiewicz czy zaledwie podsekretarz stanu w Prezydium Rady Ministrów, Jakub Berman.
Ustrój przywieziony na czołgach
Powyborczy czas władze komunistyczne uznały wszakże za okres przejściowy. W czasie jego trwania realia ustrojowe określać miała uchwalona 19 lutego, przy sprzeciwie jedynie części posłów PSL, mała konstytucja. Zrywała ona w gruncie rzeczy z systemem, obowiązującym w międzywojennej Polsce po wejściu w życie konstytucji marcowej, stając się czytelną zapowiedzią upodabniania rozwiązań ustrojowych do tych, które obowiązywały w ZSRS.
Teoretycznie najwyższym organem ustawodawczym pozostawał sejm. Władzę wykonawczą reprezentował prezydent, rząd i nieznana do tej pory instytucja w postaci Rady Państwa. Zachowano też – z pozoru już tylko niezawisłe – sądy. W gruncie rzeczy podział kompetencji pomiędzy władzą ustawodawczą a wykonawczą nie był czytelny, przy czym ta ostatnia dysponowała w praktyce większymi możliwościami, a koordynująca poczynania rad narodowych Rada Państwa tworzyła w rzeczywistości odrębny, wymykający się społecznej kontroli, system sprawowania władzy. Władzy brutalnie łamiącej prawa i swobody obywatelskie (gwarantowane jedynie werbalną deklaracją sejmową) i zależnej od obcego centrum dyspozycyjnego.
