Bez wątpienia jest symbolem wielokulturowości Polski, zapewne jednym z ostatnich reprezentantów Polski Jagiellonów. Z urodzenia rosyjska arystokratka, z serca i przekonania polska patriotka. Wychowana w rosyjskiej rodzinie, dla Polaków jest jednym z wielkich bohaterów środowiska Żołnierzy Wyklętych.
Coraz bardziej Polka
Lidia Lwow urodziła się 14 listopada 1920 r. w Plosie, w obecnym obwodzie iwanowskim, nad Wołgą. Była córką Leona Lwowa, inżyniera agronoma, oraz Barbary z Tiuchanowów. Oboje skończyli studia w Moskwie. Oba rody, zarówno ze strony matki, jak i ojca, to wybitna rosyjska arystokracja. Jeden z pradziadków Lidii, książę Aleksiej Fiodorowicz Lwow, skomponował w 1833 r. muzykę do hymnu Rosji Boże, zachowaj Cara. Inny, dalszy krewny – książę Gieorgij Jewgien’jewicz Lwow stanął w 1917 r. na czele Rządu Tymczasowego. Była to więc rodzina mocno zakorzeniona w tradycji rosyjskiej państwowości. Lidii jednak przyszło żyć w czasach, kiedy Rosja, jakiej służyli jej przodkowie, przestała istnieć. Państwo carów bezpowrotnie przeszło w ręce bolszewików.
Trudno się zatem dziwić, że w 1921 r., tuż po narodzinach córki, rodzina Lwowów wyemigrowała do Polski, chroniąc się przed zbrodniczym systemem komunistycznym. Osiadła w Nowogródku, gdzie ojciec Lidii podjął pracę jako nauczyciel w gimnazjum rosyjskim, a następnie został wykładowcą szkoły rolniczej na przedmieściach. Wkrótce objął też stanowisko agronoma powiatowego w nowogródzkim starostwie. Funkcję tę pełnił do początku lat trzydziestych. Otrzymał wówczas nową posadę w jednym z majątków ziemskich na Wileńszczyźnie – w Kobylinku. Tam właśnie przeniosła się cała rodzina. Tam również urodził się młodszy brat Lidii – Borys.
Lidia początkowo uczęszczała do gimnazjum państwowego w Nowogródku, a po przeprowadzce do Kobylnika, położonego nad jeziorem Narocz, kontynuowała naukę w gimnazjum w Święcianach. W 1938 r. zdała tam maturę.
Tak wspominała po latach tamten czas utrwalania w sobie miłości do nowej Ojczyzny:
„W Nowogródku mieszkało wielu Rosjan, mama w ogóle nie znała jeszcze języka polskiego, ale uczyła się. [...] Rozmawialiśmy po rosyjsku, na zewnątrz po polsku. [...] Wychowywało mnie harcerstwo. W Nowogródku byłam zastępową. Razem z męską drużyną jeździliśmy na obozy. [...] Chodziliśmy z pochodniami, pielęgnowaliśmy mogiły, również Niemców, z pierwszej wojny światowej, zapalaliśmy świeczki. Na historii dowiadywałam się, jak carowie postępowali z Polską. Czułam się coraz bardziej Polką”.
Wtedy też poznała swoich przyszłych współtowarzyszy walki – Janinę Wasiłojć, przyszłą sanitariuszkę „Jachnę” w 5. Wileńskiej Brygadzie AK, czy Zdzisława Badochę „Żelaznego”, dowódcę szwadronu tej brygady.
Widać z życiorysu Lidii, że w II Rzeczypospolitej narodowość nie była obciążeniem, nie determinowała drogi życiowej. W tamtych czasach wartość człowieka objawiała się w jego wyborach. W tym przypadku – w wyborze zaangażowania w budowanie polskiej państwowości. Lidia Lwow-Eberle deklarowała po latach:
„W domu mówiliśmy po rosyjsku, byłam Rosjanką, ale taką, dla której Polska to była Ojczyzna. I nadal jest”.
W październiku 1938 r. rozpoczęła studia prawnicze na Wydziale Prawa Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Skończyła zaledwie pierwszy rok, gdy wybuchła wojna. Lidii Lwow nigdy już nie było dane zostać prawniczką.
Sowieckie zagrożenie
Zajęcie przez Sowietów polskich Kresów było dla rodziny Lwowów podwójnie tragiczne i niebezpieczne. Już drugi raz stracili swoją Ojczyznę, a jednocześnie oni – „biali” Rosjanie – jawili się nowej komunistycznej władzy jako szczególni wrogowie. Dość szybko Leon Lwow został aresztowany przez NKWD i pod fikcyjnymi zarzutami skazany i zesłany za Ural. Pracował tam przy wyrębie lasów i jako pomoc w miejscowym kołchozie, ale zsyłkę na szczęście przeżył.
Lidia w tym pierwszym okresie okupacji sowieckiej odbyła kilkumiesięczny kurs nauczycielski, korzystając ze swej świetnej znajomości języka rosyjskiego. Została mianowana nauczycielką w wiejskiej szkole w Plecieszach nad jeziorem Narocz, a niedługo później także w pobliskiej wsi Kupa. Jej matka z młodszym bratem Borysem w dalszym ciągu mieszkali w Kobylniku i początkowo byli na utrzymaniu dwudziestoletniej Lidii. Wkrótce jednak wyrzucono ich z mieszkania. Z pomocą w tych trudnych chwilach przyszedł leśniczy z Kobylnika, który przygarnął ich do swego domu i dał możliwość zarobkowania przy pracach leśnych. Z czasem Barbara Lwow podjęła pracę w miejscowej mleczarni. Rodzina bardzo obawiała się wywózek, które zaczęły się 10 lutego 1940 r. i objęły całe środowiska uznane przez władze okupacyjne za szczególnie niebezpieczne – to znaczy mocno związane z polską państwowością. Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca 1941 r. ocalił Lwowów.
-
Na tle gór stoją od lewej: Jan Zwijacz, Zofia Zwijacz (dziecko), Lidia Lwow „Ewa – Lala” (oznaczona nr 2), mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” (oznaczony nr 1), Maria Zwijacz (AIPN) -
Stoją od lewej: Wanda Minkiewicz „Danka” (oznaczona nr 1), Lidia Lwow „Ewa – Lalka” (nr 2), mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” (nr 3) (AIPN) -
Lidia Lwow ps. „Ewa – Lala” i mjr Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszka” pozują do zdjęcia w strojach góralskich (AIPN)
U boku „Łupaszki”
Lidia dalej uczyła w szkołach. Jednocześnie utrzymywała kontakt z miejscową polską siatką konspiracyjną. Te kontakty zwróciły uwagę niemieckich władz okupacyjnych, ale i sowieckich partyzantów. Zaczęły się inwigilacja, wypytywania sąsiadów, robiło się niebezpiecznie.
„Pewnego letniego dnia – zapamiętała Lidia Lwow – do mojego domu podjechali na bryczce ludzie w mundurach policji białoruskiej i zabrali mnie ze sobą. Nie zdawałam sobie sprawy, co się stało. Ale jak tylko odjechaliśmy od domu, to od razu przeszli z białoruskiego na polski. Powiedzieli, że mieli przyjechać, żeby zabrać mnie do oddziału”.
I tak 12 sierpnia 1943 r. wstąpiła do pierwszego oddziału partyzanckiego Okręgu Wileńskiego AK, dowodzonego przez ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Przyjęła pseudonim „Ewa”. Jednak już po dwóch tygodniach, 26 sierpnia 1943 r., oddział „Kmicica” został podstępnie rozbrojony i w większości wymordowany przez sowiecką brygadę partyzancką dowodzoną przez płk. Fiodora Markowa. Lidii Lwow udało się uciec i dołączyć wraz z innymi ocalałymi do rtm. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Został on wcześniej wyznaczony przez komendę Okręgu Wileńskiego do objęcia dowództwa nad oddziałem „Kmicica”, ale dotarł na miejsce tuż po masakrze polskich partyzantów. Na bazie rozbitków w krótkim czasie stworzył oddział nazwany wkrótce 5. Wileńską Brygadą AK. „Ewa” była w niej sanitariuszką.
Brała udział w większości walk 5. Wileńskiej Brygady, i to zarówno z Niemcami, jak i partyzantką sowiecką. W trakcie bitwy z niemiecką grupą pacyfikacyjną pod Worzianami 31 stycznia 1944 r. została ranna. Mimo to dwa dni później z poświęceniem pełniła funkcję sanitariuszki podczas kolejnej bitwy – pod Radziuszami, gdy oddział „Łupaszki” zaatakowały trzy brygady partyzantki sowieckiej.
Wiosną 1944 r. Lidię połączyło z komendantem uczucie. Od tego momentu stała się nierozłączną towarzyszką życia „Łupaszki” – aż do ich wspólnego aresztowania przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Niestety, z powodu przeciwności losu nie było im dane się pobrać.
23 lipca 1944 r., po rozwiązaniu 5. Brygady przez rtm. „Łupaszkę”, zdecydowała się zostać przy nim i walczyć dalej. Na początku sierpnia razem z Szendzielarzem w dziesięcioosobowej grupie przedostała się na Białostocczyznę. Przyjęła wówczas pseudonim „Lala”. Mimo trudnych warunków zimowych cały czas kontynuowała działalność niepodległościową, tym razem jako żołnierz Oddziału Partyzanckiego Okręgu Białostockiego AK/AKO. Znów z poświęceniem pełniła funkcję sanitariuszki. 11 listopada 1944 r. otrzymała awans do stopnia kaprala z cenzusem.
W kwietniu 1945 r. wyszła w pole z kadrowym oddziałem odtwarzanej 5. Brygady. W jej szeregach brała udział w walkach z NKWD, Urzędem Bezpieczeństwa, Milicją Obywatelską i „ludowym” Wojskiem Polskim. „Lala” służyła pomocą medyczną, ale też pełniła funkcję łączniczki. W uznaniu zasług 3 maja 1945 r. otrzymała awans do stopnia plutonowego z cenzusem, a 15 sierpnia tego samego roku – do stopnia podporucznika czasu wojny. W opinii dołączonej do wniosku mjr „Łupaszka” napisał wówczas:
„Całkowicie oddana sprawie, odważna, w dużej potyczce z Niemcami, pomimo że została ranna w rękę, niosła sanitarną pomoc, nadal posuwając się w pierwszej linii natarcia”.
Także w sierpniu 1945 r. nadano jej Brązowy Krzyż Zasługi z Mieczami.
Po rozwiązaniu 5. Brygady na Białostocczyźnie, w listopadzie 1945 r. przeniosła się z mjr. Szendzielarzem na Pomorze. Tu, w ramach eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK, w kwietniu 1946 r. 5. Brygada ponownie wyszła w pole. W jej szeregach nie mogło zabraknąć „Lali”. Uczestniczyła w wielu akcjach na Pomorzu, Warmii i Mazurach. W sierpniu 1946 r. wzięła udział w spektakularnym partyzanckim rajdzie od Borów Tucholskich, przez byłe Prusy Wschodnie, aż na Białostocczyznę. Tam razem z mjr. „Łupaszką” dołączyła do 6. Wileńskiej Brygady AK, dowodzonej przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”. Pozostali na Podlasiu aż do „amnestii” lutowo-kwietniowej 1947 r., uchwalonej przez nowy sejm, wybrany w sfałszowanych przez komunistów wyborach. Był to szczególnie trudny czas dla całego środowiska niepodległościowego, które przestało widzieć szanse na jakąkolwiek zmianę sytuacji w Polsce. Mimo sugestii i możliwości, mjr „Łupaszka” nie chciał wyjechać z kraju. Uważał, że musi dopilnować, aby wszyscy jego podkomendni mogli w miarę bezpiecznie opuścić oddziały partyzanckie. Razem z Lidią Lwow zaczęli ukrywać się w różnych konspiracyjnych kwaterach na południu Polski. W ramach ogólnopolskiej operacji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego o kryptonimie „X” (wymierzonej w całe środowisko wileńskie) 30 czerwca 1948 r. aresztowano ich w Osielcu.
Fragment tekstu z „Biuletynu IPN” nr 11/2020