Nawigacja

Aktualności

Cztery wielkie bramy – opowieść o krakowskim getcie

Nikt nie wie, co będzie jutro. Jesteśmy sortowani, jesteśmy ciągle sortowani jak jakiś towar. Tak pisała o krakowskim getcie Roma Ligocka, autorka książki „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku”. Powstało ono w wyniku zarządzenia niemieckich władz okupacyjnych z 3 marca 1941 r. Wkrótce umieszczono w nim 17 tys. Żydów. Funkcjonowało niemal dokładnie dwa lata, a zdecydowana większość jego mieszkańców została zamordowana nie tylko w obozie zagłady w Bełżcu, obozach koncentracyjnych Auschwitz i Płaszów, ale także na ulicach Krakowa.

Nieszczęście europejskich Żydów i osób, które za nich uznano, rozpoczęło się od przejęcia władzy przez Adolfa Hitlera. Narodowi socjaliści, wybrani przez Niemców w demokratycznych wyborach, już w kwietniu 1933 r., w trzy miesiące po rozpoczęciu swych rządów, wprowadzili pierwsze antyżydowskie prawa. W ciągu kolejnych lat pojawiały się następne, a w listopadzie 1938 r. przeprowadzono szereg pogromów nazwanych „Nocą Kryształową”.

W końcu lat 30. Niemcy chcieli się ich „pozbyć” głównie poprzez zmuszenie do emigracji. Wybuch wojny, rozpoczęty najazdem na Polskę, spowodował, że los Żydów – i to nie tylko polskich – uległ znacznemu pogorszeniu. W zajmowanej Polsce mnożyły się mordy na Polakach i Żydach, niszczono synagogi i domy modlitwy. Po ustaniu działań zbrojnych wprowadzono liczne ograniczenia prawne dla osób uznanych za Żydów. Zostali oni zewidencjonowani, pozbawieni możliwości przebywania w niektórych częściach miast, nie mogli być posiadaczami przedsiębiorstw. Wkrótce rozpoczęto odseparowywanie ich od „aryjczyków”. Planowano stworzenie na Lubelszczyźnie specjalnego „rezerwatu” dla Żydów. Ostatecznie odstąpiono od tego pomysłu i zaczęto tworzyć getta – pierwsze z nich powstało na początku października 1939 r. w Piotrkowie Trybunalskim, a w połowie 1941 r. było ich już około 400. Do kolejnego etapu zagłady doszło po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 r. Na zajętych terenach mordowanie Żydów było codziennością, a wyspecjalizowały się w tym szczególnie niemieckie Einsatzgruppen. Wszystko wskazuje, że już wówczas podjęto decyzję o tym, iż wszyscy Żydzi mają zostać w przyszłości zamordowani. W październiku 1941 r. Hans Frank wydał przepisy, na mocy których Żydzi opuszczający bez pozwolenia getto oraz osoby im pomagające mieli być rozstrzeliwani. Na początku 1942 r., podczas narady w Wannsee pod Berlinem opracowano szczegółowy plan zagłady Żydów. W wyniku jego realizacji (oraz wcześniejszych zbrodni) zamordowano, głównie w obozach śmierci, prawie 6 milionów Żydów, z których aż połowa była obywatelami polskimi.

Staramy się przestać istnieć ...

Los krakowskich Żydów nie różnił się szczególnie od sytuacji, w jakiej znaleźli się ich bracia w innych większych miastach Generalnego Gubernatorstwa. Przed wojną w Krakowie mieszkało ich ponad 55 tys. – stanowili blisko czwartą część wszystkich mieszkańców, a w związku z wojennymi przemieszczeniami ludności, w tym z przymusowymi wysiedleniami z zachodnich ziem polskich wcielonych bezpośrednio do Rzeszy, ich liczba wzrosła w listopadzie 1939 r. do prawie 70 tys.

Od razu po wkroczeniu Niemców sklepy żydowskie musiały zostać oznaczone gwiazdą Dawida, a od 1 grudnia 1939 r. podobny znak musieli nosić wszyscy Żydzi powyżej 12 roku życia. Wkrótce rozwiązano szkoły żydowskie, wprowadzono obowiązek pracy, zakazano podróży środkami komunikacji zbiorowej oraz przebywania na ulicach miasta po godzinie 21.00. W związku z tym, że Kraków został obrany na stolicę Generalnego Gubernatorstwa (GG), a miasto miało stać się w jak największym stopniu niemieckim, jego „oczyszczanie” rozpoczęto od wysiedlenia Żydów. W kwietniu 1940 r. władze niemieckie zdecydowały, że może w nim pozostać tymczasowo jedynie 10 tys. Żydów. W rzeczywistości do początku 1941 r. usunięto około 60 proc. żydowskich mieszkańców, którzy jednak w większości swoje nowe miejsca zamieszkania znaleźli w okolicy. O pomoc w działaniach, które miały odwieść Niemców od wykonania tej akcji, krakowscy rabini poprosili m.in. ks. arcybiskupa Adama Stefana Sapiehę. Jego apel do władz GG w tej sprawie został nie tylko zignorowany, ale inspiratorów akcji aresztowano i wysłano do KL Auschwitz, skąd już nigdy nie wrócili. Jednocześnie Niemcy starali się zohydzić Żydów w oczach Polaków, rozpętując antysemicką propagandę. Na ulicach po­jawiły się plakaty z obelżywymi hasłami np. Żydzi – ferment rozkładu moralnego czy Psom i żydom wstęp wzbroniony.

Wkrótce niemieckie władze postanowiły założyć w Krakowie getto. W związku z tym, że większość Żydów już wcześniej zmuszono do opuszczenia miasta, było ono stosunkowo niewielkie (320 domów z prawie 3200 izbami; największe, warszawskie getto liczyło w szczytowym okresie 450 tys. mieszkańców) i zostało umieszczone na Podgórzu – za Wisłą, aby odseparować ich jak najdalej od dzielnic, w których mieszkali Niemcy. Zarządzenie w tej sprawie wydano 3 marca 1941 r. W ciągu dwóch tygodni znalazło się w nim 12 tys. osób, wkrótce ich liczba wzrosła do 17 tys., a w późniejszym czasie o kolejnych kilka tysięcy. Warunki w getcie były straszne. Tak wspominała to miejsce Roma Ligocka: Getto ma cztery wielkie bramy. Przez te bramy nie wolno nam przechodzić. [ ... ] Wszystko jest zakazane, a jednak nigdy nie możemy być pewni, czy nie robimy jeszcze czegoś bardziej zakaza­nego, i z którego kierunku dosięgnie nas kula. Staramy się upodob­nić do kamieni, do murów. Staramy się przestać istnieć.

Gdy Niemcy podjęli decyzję o nowym, najtragiczniejszym etapie zagłady, krakowskie getto zaczęło być opróżniane. W maju i czerwcu oraz w październiku 1942 r. wywieziono łącznie do obozu śmierci w Bełżcu około 14 tys. osób, a ponad tysiąc zamordowano podczas tych deportacji. W grudniu 1942 r. zmniejszono obszar getta, a w Płaszowie przystąpiono do rozbudowy obozu.

Zagłada ...

Wielu krakowskich Żydów, a szczególnie Polaków, którzy zostali uznani przez Niemców za Żydów, nie chciało udać się do getta. Ułatwieniem dla wielu z nich stało się to, że byli w dużym stopniu zasymilowani. W takiej sytuacji do przeżycia niekiedy mógł wystarczyć jedynie „dobry wygląd” i fałszywe dokumenty. Najtrudniejszy okres dla ukrywających się w Krakowie Żydów nastąpił na przełomie lat 1942–1943. Wówczas Niemcy zarządzili intensyfikację poszukiwań tych przebywających poza gettem. Szczególne niebezpieczeństwo zagrażało ze strony szmalcowników i denuncjatorów. Wobec braku dokumentów nie można stwierdzić, jak wielu ich było. Byli oni jednak ogromnym zagrożeniem nie tylko dla ukrywających się, ale i dla tych, którzy im pomagali. Z badań (m.in. publikacje Krystyny Samsonowskiej) wynika, że pomoc Żydom ze strony polskich krakowian była stosunkowo duża i pochodziła nie tylko od indywidualnych osób, ale także wielu środowisk politycznych, w tym szczególnie związanych z Polską Partią Socjalistyczną. Także wielu księży katolickich nie odmawiało wystawiania fałszywych metryk, a zakony przyjmowały pod swój dach nie tylko żydowskie dzieci, ale i dorosłych: np. siostry felicjanki ukrywały m.in. Marię Kiepurę, matkę słynnego śpiewaka. Wiosną 1943 r. rozpoczął w Krakowie działalność oddział Rady Pomocy Żydom „Żegota”. Pomagał on nie tylko w zdobywaniu fałszywych dokumentów i znajdowaniu schronienia w Krakowie oraz na prowincji, ale także zajmował się m.in. przerzutami na Węgry. Do końca 1944 r. stałą tylko opieką objęto ponad pół tysiąca Żydów.

Likwidacja krakowskiego getta nastąpiła 13 i 14 marca 1943 r. 2 tys. Żydów zamordowano na miejscu, głównie na Placu Zgody, który dzisiaj nosi nazwę Placu Bohaterów Getta. Zachowały się zdjęcia, na których widoczne są liczne ludzkie zwłoki na podgórskich ulicach. Krew płynie strumieniami po bruku. Wszędzie leżą rozwalone paczki, walizki, torby, oprawione w aksamit książki. Wrzaski i krzyki zlewają się w jeden przerażający dźwięk. Patrzę w martwe oczy ludzi, którzy leżą obok mnie. Są jak ze szkła. Szeroko otwarte. Zgasłe – zapamiętała Ro­ma Ligocka – dziewczynka w czerwonym płaszczyku. Pozostałe trzy tysiące wywieziono do KL Auschwitz lub zapędzono do obozu płaszowskiego.

W obozie pracy w Płaszowie, przekształconym w styczniu 1944 r. w obóz koncentracyjny, znaleźli się tylko ci Żydzi, którzy mogli być wykorzystywani do niewolniczej pracy. Ciężkie warunki pobytu w obozie oraz wyczerpująca praca powodowały, że śmiertelność była bardzo wysoka. Szefem obozu był Amon Leopold Goeth, szaleniec, który nie tylko nadzorował wyniszczanie więźniów, ale niekiedy oso­biście ich rozstrzeliwał, często bez najmniejszego pretekstu. W związku ze zbliżaniem się frontu obóz został w praktyce zlikwidowany w lecie 1944 r., a wielu więźniów przetransportowano do KL Auschwitz i tam zagazowano. Z obozu płaszowskiego przeżyło jedynie około tysiąca osób, którzy dzięki Oskarowi Schindlerowi zostali przewiezieni do obozów, gdzie udało się im doczekać końca wojny.

Mateusz Szpytma
Tekst z książki Od Września do Norymbergi, red. Filip Musiał, Jarosław Szarek, Kraków 2012

do góry