Jeśli dobrze pamiętam, 11 lub 12 stycznia 1991 roku doszła do nas informacja, iż sowieckie jednostki bojowe z garnizonu („Miasteczka Północnego”) wyjechały na Wilno i rozpoczęły działania. Zaczęli zajmować siłą strategiczne obiekty w mieście. Wyszedłem z parlamentu i razem z członkami Ligi Wolności Litwy – Andriušaitisem i Zubką, postanowiliśmy jechać do Domu Prasy. Niestety – spóźniliśmy się, gdyż Sowieci już go zajęli. Pojechaliśmy więc do niedalekich Wierszuliszek, nowej dzielnicy Wilna, gdzie znajdował się sztab Ochotników (litewskiej formacji paramilitarnej). Spotkaliśmy tam dużą grupę ludzi, która przygotowywała się do odparcia ewentualnego ataku Sowietów. Nadjechały duże czołgi i BTR-y. Utworzyliśmy żywy łańcuch i zastąpiliśmy im drogę. Widząc naszą determinację – przystanęły. Patrzyliśmy w zimne oczy dowódcy jednego z czołgów, powieka mu nawet nie drgnęła. Tak staliśmy naprzeciw siebie przez kilka minut, gdy nagle rozległy się strzały od strony budynku sztabu Ochotników. Z boku nadszedł sowiecki desant i szybkim szturmem zajął budynek. Strzelali ostrymi nabojami, ale raczej do góry, na postrach, na szczęście nikogo nie postrzelili. Porozbijali okna, poniszczyli sprzęt.
Piotr Hlebowicz, album „Wilno–Warszawa. Wspólna droga do wolności.”
Dzisiaj mamy 11 stycznia, jadę do Domu Prasy. Synowi nakazuję, by w żadnym wypadku nie wychodził z domu. Koło Domu Prasy tłum ludzi, stoją sowieckie czołgi z lufami skierowanymi w stronę budynku. Kobiety usiłują nawiązać rozmowę z żołnierzami, przekonać ich, aby sprzeciwili się rozkazom strzelania do ludzi, ale twarze żołnierzyków są pozbawione uczuć, a wzrok tępy i nieobecny. Uświadamiam sobie, że są gotowi na wszystko.
Zdarzenia potoczyły się tak szybko, że nie zdążyłam się opamiętać. Stałam w trzecim czy czwartym – ostatnim – rzędzie, przy samym wejściu do Domu Prasy. Jeden z czołgów oddał strzał. Straszliwy huk. Zauważyłam, iż dzieci, których było z siedmioro w pobliżu, z przerażenia rozpierzchły się na boki. Mimo dramatyzmu sytuacji ogarnął mnie głupi śmiech, gdy patrzyłam na uciekające dzieciaki. Dobrze, że się spłoszyły, ponieważ w następnym momencie rozpoczął się szturm na Dom Prasy.
Genutė Šakalienė, album „Wilno–Warszawa. Wspólna droga do wolności.”
Nie mogę nie opisać pewnej sytuacji, która była zarazem dramatyczna i komiczna: przed samą pacyfikacją siedziby Litewskiego Radia przy ulicy Konarskiego, Nijola stale przebywała na swoim stanowisku i przekazywała nam bieżące informacje o sytuacji w mieście. Łączyliśmy się z nią telefonicznie praktycznie co pół godziny. Gdy kolejny raz – mniej więcej o godzinie 3 lub 4 nad ranem zadzwoniliśmy do niej, po długim oczekiwaniu słuchawkę podniósł nieznajomy mężczyzna. Gdy zapytaliśmy, kim jest, po rosyjsku odpowiedział, iż sowieckim żołnierzem. Poinformował nas, iż zajęli właśnie cały budynek Litewskiego Radia. Na nasze pytanie, co stało się z dziewczyną, która urzędowała w tym gabinecie, odpowiedział, że nie mamy powodów do zmartwienia – nikt jej nie zgwałcił, nie uderzył nawet, po prostu opuściła gabinet i poszła do domu.
Tadeusz Markiewicz, album „Wilno–Warszawa. Wspólna droga do wolności”.






