19 lipca 1980 r. rozpoczęły się XXII Letnie Igrzyska Olimpijskie w Moskwie. Chociaż zmagania te – po raz pierwszy rozgrywane w kraju za żelazną kurtyną – miały być zawodami przyjaźni, zostały one zbojkotowane przez większość państw zachodnich ze względu na wkroczenie wojsk sowieckich do Afganistanu w 1979 r. Łącznie w stolicy ZSRS zabrakło reprezentantów 63 reprezentacji (część nie przyjechała ze względów ekonomicznych), w tym Stanów Zjednoczonych, Kanady, Norwegii, Republiki Federalnej Niemiec.
Na celowniku bezpieki
Polska jako jeden z krajów tzw. demokracji ludowej wysłała swoich sportowców do Moskwy. Do stolicy Związku Sowieckiego wyjechało z kraju też wiele grup turystycznych. Sprawiło to, że okres igrzysk był dla polskich służb czasem niezwykle intensywnej pracy. Wystarczy tylko wspomnieć, że w działania operacyjne zaangażowano ponad 200 funkcjonariuszy oraz blisko 1000 tajnych współpracowników. „Operacyjną ochronę” realizowano w ramach sprawy obiektowej o kryptonimie „Moskwa 80”. Obawiano się przede wszystkim
„inspiracji obywateli PRL do podejmowania działalności antysocjalistycznej”.
Jak podano w meldunku operacyjnym z grudnia 1979 r.:
„[…] uzyskano szereg informacji świadczących o czynionych przygotowaniach przez różne ugrupowania reakcyjne działające na terenie państw kapitalistycznych, jak ośrodki dywersji ideologicznej i politycznej, służb specjalnych, organizacji antyradzieckich, do prowadzenia bojkotu lub zakłócania przebiegu imprez sportowych i towarzyszących w okresie trwania igrzysk”.
W związku z tym szczególnie bacznie przyglądano się osobom i grupom uważanym za antysystemowe. Przeprowadzono szereg operacji skierowanych zarówno wobec członków opozycji demokratycznej, jak i recydywistom, hippisom czy narkomanom.
„Operacyjnej ochronie” poddano oczywiście osoby udające się do Moskwy. Na potrzeby igrzysk utworzono specjalną grupę operacyjną, liczącą 20 osób, którą delegowano do stolicy ZSRS. Wcześniej wszyscy sportowcy zostali dokładnie sprawdzeni, a już na miejscu – w wiosce olimpijskiej – ulokowano razem z nimi dwóch funkcjonariuszy bezpieki. Byli oni wspierani przez tajnych współpracowników znajdujących się wśród działaczy czy samych sportowców.
Podobnie rzecz przedstawiała się w przypadku dziennikarzy relacjonujących zawody sportowe – najpierw zostali starannie wyselekcjonowani, a potem byli pilnowani przez funkcjonariuszy wspomaganych przez osobowe źródła informacji.