Nawigacja

Видання IPN укр

Historia z IPN

Kamil Dworaczek: Rekordzista z Solidarności

Od wielkich sukcesów sportowych przez alkoholizm i ciężką chorobę aż do odnalezienia samego siebie w działalności opozycyjnej – tak w kilku słowach można by streścić biografię Marka Petrusewicza. Ta pełna wzlotów i upadków historia to przykład zmagania się z przeciwnościami losu w ponurej peerelowskiej rzeczywistości.

Marek Petrusewicz (Fot. PAP/ CAF/ Stanisław Dąbrowiecki; za: Pamięć.pl 12/2014)

„Pracuje 24 godziny na dobę, jest niespożyty. Uczestniczy w pracach wielu sekcji. Ofiarny i oddany całym sercem idei związku. Z poświęceniem jeździ po terenie, gasząc strajki, które wybuchają w zakładach pracy. [...] nie może spokojnie usiedzieć w jednym miejscu. Podczas wieców wspaniale kieruje tłumem, doskonale przemawia. Ma wszelkie cechy dobrego mówcy i trybuna ludowego. Z zapałem pomaga ludziom, umie z nimi rozmawiać. [...] A spraw, które trzeba załatwić, jest sporo.”

– tak zaangażowanie w Solidarność Marka Petrusewicza – pierwszego polskiego rekordzisty świata w pływaniu stylem klasycznym – opisywał Piotr Bednarz, jeden z liderów dolnośląskiej Solidarności (cyt. za: Wojciech Wiesner, Jaki był Marek Petrusewicz).

Pływak zaangażował się w działalność niezależnych od władzy związków zawodowych od chwili ich powstania w 1980 roku. Chciał w ten sposób jawnie przeciwstawić się systemowi komunistycznemu. Od jesieni działał w Międzyzakładowym Komitecie Założycielskim we Wrocławiu.

Latem 1981 roku wszedł do Prezydium Zarządu Regionu Dolny Śląsk NSZZ „Solidarność”, gdzie był odpowiedzialny za Dział Warunków Pracy, Bytu i Ochrony Zdrowia, miał więc zadanie bardzo trudne. Solidarność była na pewno ważnym etapem w jego życiu, nadawała mu sens, pozwalała zepchnąć osobiste problemy i trudności na dalszy plan, dawała w końcu nadzieję na polepszenie losu nie tylko własnego, ale i milionów Polaków.

Rekord za rekordem

Petrusewicz miał w Solidarności mocną pozycję – dzięki własnej pracy, ale też dlatego, że był znany jako wybitny sportowiec. Jego pływacka kariera rozpoczęła się w dość nietypowy sposób – od wagarów.

„Wstyd się przyznawać, ale od czasu do czasu chodziliśmy z kolegami na wagary. Ponieważ nie zawsze było tak ciepło, że można było te wagary spędzać na dworze, więc wynaleźliśmy sobie basen.”

– wspominał Petrusewicz. W 1948 roku jego oraz kilku kolegów zauważyli trenerzy i zaproponowali wstąpienie do sekcji pływackiej.

Sukcesy przyszły bardzo szybko, już w 1950 roku na koncie młodych zawodników były rekordy okręgu dolnośląskiego, a niebawem powołanie do kadry narodowej. Było to zarazem apogeum stalinizmu w obozie państw socjalistycznych. Sportowcy uczestniczyli w różnych zawodach i mitingach z okazji urodzin Bolesława Bieruta czy rocznicy rewolucji październikowej.

Już wtedy w Marku Petrusewiczu budziła się natura buntownika: krytykował i wyśmiewał ówczesne rytuały. Polityka powoli więc wkraczała w życie młodego pływaka. Sportowcy musieli też – podobnie jak inne grupy zawodowe – podejmować zobowiązania i wypełniać je zgodnie z założonym planem. Trener Petrusewicza wspominał przed laty w wypowiedzi dla Polskiego Radia:

„Na 1 maja zwykle jakieś zobowiązania były i w Okręgowym Związku Pływackim sekretarz powiada: »No, panowie, zobowiązania!«. Ponieważ mnie zdopingowali, to mówię: »Dobrze panowie, żeby nie mieli pretensji«. Powiedziałem: »rekord świata na 100 metrów, Marek będzie bił sam jeden! Sam!«. Źle zrobiłem, trzeba było poczekać z pół roku z tym rekordem. Mogłem go przytrzymać, bo on wtedy jeszcze nie dorósł”.

W rezultacie 18 października 1953 roku pływak stanął na słupku startowym basenu Miejskich Zakładów Kąpielowych przy ul. Teatralnej we Wrocławiu. Nie wszyscy kibice zmieścili się w środku, część z nich musiała zadowolić się oczekiwaniem na wynik przed budynkiem. Doping był ogłuszający i „wiercący w uszach jak świdrem”, jak pisał dziennikarz „Słowa Polskiego”. Petrusewicz płynął samotnie, by inni pływacy nie wzburzali wody, a tym samym nie utrudniali pobicia rekordu. Najsilniejszą stroną młodego sportowca było pływanie pod wodą, co jeszcze wtedy dopuszczano w stylu klasycznym. To umożliwiło Petrusewiczowi uzyskanie czasu 1:10,9 i pobicie rekordu na 100 m. Tym samym został pierwszym Polakiem, któremu udało się osiągnąć taki sukces w pływaniu. Dodatkowym smaczkiem było to, że rekord został odebrany Rosjaninowi...

Po tym sukcesie Petrusewicz postanowił pójść za ciosem i zaatakować kolejny rekord, tym razem na dystansie dwukrotnie dłuższym. Udało się częściowo – wyrównał dotychczasowy rekord (2:37,4). W maju 1954 roku poprawił jeszcze swój rekord na 100 m, ustanawiając czas 1:09,8. To był szczyt jego kariery.

►Czytaj całość na portalu przystanekhistoria.pl

do góry