„Na stacji w Siedlcach ofiarni kolejarze wyłuskali nas spod sterty brudnych chust i łachów. Siostra wspomina, że okrywała nas ubraniami tych osób, które już zamarzły. Wszyscy ruszyli na ratunek dzieciom. Ofiarność społeczeństwa była ogromna, kto mógł ratował dzieci, a przecież trudno było w czasie okupacji wyżywić nawet swoją rodzinę”
– pisze w książce „Wspomnienia z dzieciństwa i okresu powojennego. Gdyby mama żyła...” Janina Zielińska, która w momencie tragicznych wydarzeń miała pięć lat.
Mimo heroicznej postawy mieszkańców, nie udaje się uratować wszystkich wysiedleńców. 3 lutego 1943 roku weteran walk o niepodległość, burmistrz Siedlec Stanisław Zdanowski, organizuje godny pochówek 23 ofiarom okupacyjnego terroru.
Pogrzeb, w którym bierze udział 5 tys. osób, przeradza się w cichą manifestację przeciwko niemieckiemu barbarzyństwu. Mieszkańcy Siedlec i okolic w milczeniu, ze łzami w oczach podążają na pobliski cmentarz, niosąc trumny na własnych rękach.
Jedność i odwaga, jaką wykazują się Polacy, robi wrażenie nawet na niemieckich cywilach, którzy – jak napisał „Głos Polski” – „pojedynczo, zawstydzeni i przybici, szli za pogrzebem”.
Za organizację ceremonii, ale też „ponieważ nie dawał gwarancji, że swoje obowiązki służbowe będzie pełnił w bezwzględnym posłuszeństwie do administracji niemieckiej” burmistrz Zdanowski wkrótce zostaje aresztowany i trafia najpierw na Pawiak, a potem do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.
Michał Kowalski
Biuro Prezesa IPN



