Nawigacja

Aktualności

Tomasz Łabuszewski: Czerwona mapa Warszawy

Hekatomba Powstania, zniszczenie blisko 70% zabudowy lewobrzeżnej części stolicy, śmierć podczas wojny kilkuset tysięcy jej mieszkańców sprawiły, iż po 1945 r. warszawiakom trudno było sobie wyobrazić kolejne wielkie nieszczęścia, które mogły ich jeszcze dotknąć. Czas pokazał, że bardzo się mylili.

  • Czerwona mapa Warszawy
    Czerwona mapa Warszawy

Życie w zniszczonej stolicy odradzało się niezwykle dynamicznie, jednak równie dynamicznie rozrastał się inny, mroczny świat, który co chwila upominał się o nowe ofiary, znikające z domów, z pracy, z ulic na kilka miesięcy, lat, a czasem na całe życie. Świat ten pozostawiał rodziny „zaginionych” w panicznym strachu o los swój i ich bliskich. Wszystko to działo się równolegle – tuż obok siebie, w tych samych dzielnicach, domach, w tym samym czasie, dzieliło społeczność Warszawy na dwie jakże odmienne zbiorowości patrzące na to samo miasto z zupełnie innej perspektywy.

Szczególne pole działania

Pierwsze sygnały świadczące o szczególnym miejscu Warszawy w działaniach sowieckiego i polskiego komunistycznego aparatu bezpieczeństwa mieszkańcy Pragi otrzymali już późną jesienią 1944 r. Okazało się, że zarówno Sowieci, jak i polscy komuniści zaczęli postrzegać prawobrzeżną część stolicy przede wszystkim jako źródło kłopotów. Naocznymi świadkami wiarołomstwa dowództwa Armii Czerwonej, które nie udzieliło w lecie 1944 r. pomocy powstańcom warszawskim, byli właśnie mieszkańcy Pragi, stąd też ich stosunek do nowych władz oceniany był jako „mocno niepewny”. Z tego też powodu zdecydowano właśnie tu ulokować centra działań represyjnych obejmujących swoim zasięgiem cały region opanowany do tego momentu przez Armię Czerwoną. Zachowane budynki mieszkalne, które mogły stanowić schronienie dla uciekinierów z powstańczej Warszawy, paradoksalnie stały się teraz swoistym przekleństwem dla rodowitych prażan.

Nowi lokatorzy…

Życie w zniszczonej stolicy odradzało się niezwykle dynamicznie, jednak równie dynamicznie rozrastał się inny, mroczny świat, który co chwila upominał się o nowe ofiary, znikające z domów, z pracy, z ulic na kilka miesięcy, lat, a czasem na całe życie.

Do ocalałych z pożogi wojennej kamienic przy ul. Jagiellońskiej 1, 9, 17, 28 i 34 oraz liceum im. Władysława IV (nr 38); Strzeleckiej 8, 10a, 46; 11 Listopada 66, 68; Szwedzkiej 3; Wileńskiej 2/4; Targowej 27 i 74; Otwockiej 3; Kawęczyńskiej 12 i 41; Sierakowskiego 7 zaczęli wprowadzać się nowi lokatorzy – najpierw z NKWD, sowieckiego kontrwywiadu wojskowego (Smiersz), Wojennych Trybunałów Armii Czerwonej, a następnie z UB, MO, KBW. Pod ich „rządami” spokojne dotąd budynki zmieniały się nie do poznania. Mieszkania adaptowano na pokoje przesłuchań, piwnice wykorzystywane dotąd jako składy na węgiel lub podręczne spiżarnie, stawały się aresztami, miejscami tortur i kaźni, a ciche dotąd podwórka wypełniały się najpierw ciągłymi krzykami katowanych ludzi, później zaś bezimiennymi mogiłami nie policzonych do dzisiaj ofiar. Okoliczni mieszkańcy usiłowali obok normalnie żyć, obchodząc te miejsca z daleka, starając się nie słyszeć i nie widzieć dramatów, od których dzieliły ich tylko żelazne kraty piwnicznych okienek.

 Cały tekst na portalu IPN przystanekhistoria.pl 

do góry