Instytut Pamięci Narodowej

https://ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/244352,Spotkanie-Dam-i-Kawalerow-Krzyza-Wolnosci-i-Solidarnosci-w-Radomiu.html
24.06.2026, 05:22
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)
Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności. Radom, 23 czerwca 2026 roku. Fot. Dominik Borek (IPN)

Spotkanie Dam i Kawalerów Krzyża Wolności i Solidarności w Radomiu

Zbliża się 50. rocznica protestów, których sercem był Radom. Czerwiec '76 zapisał się w dziejach jako odważne wystąpienie tysięcy robotników. W Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu spotkali się bohaterowie tamtych wydarzeń odznaczeni Krzyżem Wolności i Solidarności. W uroczystości wziął udział zastępca prezesa IPN dr hab. Karol Polejowski.

 

– W historii powojennych zmagań o wolność, godność i chleb szczególnie miejsce zajmuje bunt robotników w czerwcu 1976 roku. Władze partyjno-państwowe, z właściwą sobie niewrażliwością i butą, zapowiedziały wtedy olbrzymie podwyżki urzędowych cen żywności. W odpowiedzi do strajków i innych akcji protestacyjnych przystąpiło blisko 80 tysięcy osób w ponad 90-ciu zakładach pracy na terenie 24 województw. Demonstrowano w wielu ośrodkach przemysłowych, ale największy rozgłos zyskały wystąpienia pracownicze w Radomiu, Płocku i w podwarszawskim Ursusie 

– zaznaczył Prezydent RP Karol Nawrocki w liście skierowanym do uczestników wydarzenia. List odczytała doradca prezydenta Adrianna Garnik.

Podczas uroczystości zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr hab. Karol Polejowski w imieniu Prezydenta RP wręczył byłym działaczom opozycji antykomunistycznej Krzyże Wolności i Solidarności.

Wyróżnieni odznaczeniem zostali:

  • Korneliusz Marek Dubicki,
  • Krzysztof Jezierski,
  • Krzysztof Andrzej Sapuła,

oraz pośmiertnie:

  • Marian Grajewski.

– Są z nami dzisiaj młodzi ludzie, którzy w tej wolnej Polsce, którą wam zawdzięczają, już się urodzili. Dla Was wolna Polska jest czymś naturalnym, oczywistym. Budzicie się w wolnej Polsce. Uczycie się w niej i z Polską wiążecie swoje plany i marzenia. Bo tylko w wolnej Polsce te marzenia, plany i ambicje możecie realizować. Ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie ci, którzy tu w Radomiu, 50 lat temu, zerwali się do walki o wolność i niepodległość

– mówił dr hab. Karol Polejowski.

Uroczystość zakończył koncert „W hołdzie Solidarności – Drogi do wolności” zespołu Lombard.

Wydarzenie zostało zorganizowane 23 czerwca 2026 roku w związku z 50. Rocznicą Radomskiego Czerwca’76 oraz stanowi część obchodów 45. rocznicy rejestracji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Logo Prezydent.pl

***

Krzyż Wolności i Solidarności został ustanowiony przez Sejm 5 sierpnia 2010 r. Po raz pierwszy przyznano go w czerwcu 2011 r. przy okazji obchodów 35. rocznicy protestów społecznych w Radomiu. Krzyż nadawany jest przez Prezydenta RP, na wniosek Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, działaczom opozycji wobec dyktatury komunistycznej, za działalność na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości i suwerenności lub respektowanie praw człowieka w PRL. Źródłem uchwalenia Krzyża Wolności i Solidarności jest Krzyż Niepodległości z II RP. 

***

Radom’76 we wspomnieniach Mirosława Chojeckiego (1949–2025)

„Po raz pierwszy w życiu widziałem tak potraktowane miasto” – stwierdzał Mirosław Chojecki działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, członek KOR i organizator ekipy obserwatorów procesów radomskich, współprowadzący spis represjonowanych, szef tzw. ekipy radomskiej organizującej pomoc dla represjonowanych, zwolniony z pracy.

Po marcu 1968 r. zostałem przyjęty na drugi rok studiów na uniwersytecie. Tam wówczas jakoś się zbliżyłem z Piotrem Bachurzewskim. Był pasierbem Władysława Bartoszewskiego, a Władysław Bartoszewski, no to wiadomo, wielka postać polskiej opozycji. I pewnego razu, gdy byłem u Bartoszewskich na kolacji w związku z przyjaźnią z Piotrem, pan Władysław powiedział: „Bo wiesz, trzeba walczyć o niepodległość tego kraju”. Wtedy coś do mnie dotarło. […]

W początkach lat 70. życie towarzyskie było dla mnie bardzo istotne. Wtedy poznałem moją żonę, Magdę Bocheńską. Była córką Jacka Bocheńskiego, dość wybitnego pisarza, także związanego mocno z opozycją. Czyli, jakby to powiedzieć, byłem „na musiku”. To znaczy, nie bardzo miałem wybór: po pierwsze, rodzice z Armii Krajowej, z Kedywu; po drugie, żona z ojcem Jackiem Bocheńskim; po trzecie, najbliższy kolega z uniwersytetu – pasierb Władysława Bartoszewskiego. Nie szło inaczej, musiałem się wdać poważnie w działalność opozycyjną. […]

Funkcjonowała wówczas opozycja kanapowa, tzn. siadywaliśmy na kanapie i rozważaliśmy, co będzie z tym naszym krajem. I nic się w rzeczywistości nie działo, poza tym że rozważaliśmy, myśleliśmy, dyskutowaliśmy, ale to nie wywoływało żadnych działań. Aż do momentu, kiedy Edward Gierek postanowił zmienić konstytucję.

Wprowadzono tam trzy istotne zmiany: pierwsza to dozgonna przyjaźń ze Związkiem Sowieckim wpisana do konstytucji; druga to uzależnienie praw obywateli od wypełniania przez nich obowiązków w stosunku do ludowego państwa; a trzecia to już nie pamiętam, co to było.

W każdym razie wysłanych zostało wiele listów, często zbiorowych, do władz komunistycznych z protestami. Myślę, że to było zwycięstwo tych podpisywaczy, bo zależność praw obywatelskich od wypełniania obowiązków wobec Ojczyzny została cofnięta. Ta trzecia sprawa także została cofnięta, pozostała chyba tylko przyjaźń ze Związkiem Sowieckim – dozgonna. […] Więc ten pomysł na zmianę konstytucji, myślę, że nie wypadł dobrze dla władzy.

Władze się cofnęły

24 czerwca [1976 r.] był „Bal u Prezydenta”, jak to nazwał Janusz Szpotański w jednym ze swoich poematów. Prezydentem był Jan Józef Lipski, u którego zwykle 24 czerwca odbywały się jego urodziny, a może nie urodziny, imieniny… Przysłuchiwałem się przez chwilę rozmowie dwóch wybitnych przedstawicieli opozycji, z których jeden uważał, że w najbliższym czasie nic się nie będzie działo w kraju, natomiast drugi uważał, że jednak się coś wydarzy. Trzeba wziąć pod uwagę, że to był dzień, w którym premier Jaroszewicz ogłosił podwyżkę cen żywności tak średnio o 50 proc., choć część produktów podrożała nawet o 100 proc.

Następnego dnia stałem na drabinie i malowałem klatkę schodową. I nagle doszło do mnie zza zamkniętych drzwi z jednego z telewizorów, że oto premier odwołuje podwyżkę. To było 25 [czerwca] wieczorową porą. Ja stałem na drabinie i malowałem tę klatkę, bo przecież z czegoś trzeba było żyć. Młody pracownik naukowy w Instytucie Badań Jądrowych no nie zarabiał krocie, a tu trzeba było utrzymać żonę i malutkie dziecko, więc trzeba było dorabiać i dorabiałem, malując mieszkania. A więc dotarło do mnie to, że władze się cofnęły.

Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że były jakieś protesty, że robotnicy Ursusa, Radomia, Płocka wyszli na ulice, że w Radomiu spalono Komitet Wojewódzki partii, no i w ogóle, że cokolwiek się działo. Nawet Radio Wolna Europa nie miało właściwie żadnych informacji. Dopiero z czasem, w kolejnych dniach, okazywało się, że tam, w tych różnych ośrodkach w Polsce, były protesty, że strajkowały tysiące osób. Dziś mówi się o tym, że to było ok. 80 tys. pracowników, którzy strajkowali tego 25 czerwca. No ale niewiele więcej było wiadomo.

Z pomocą wykluczonym

Rozpoczęły się procesy ursuskie. To znaczy w sądach w Warszawie, na Lesznie te procesy się odbywały. I tam wówczas robiliśmy to, co się robiło zawsze. To znaczy korytarzowanie. Przecież nie wpuszczali nas na salę rozpraw, można było tylko siedzieć na korytarzu czy stać na korytarzu, no i próbować jakoś dowiadywać się, co się dzieje w środku.

Chyba Grażyna Kuroniowa, a może to była Teresa Bogucka, nawiązała kontakt z żoną jednego z tych skazywanych robotników. W ten sposób został złapany pierwszy kontakt, adres, za tym poszły następne adresy. Tam wtedy na korytarzu zebrano – mnie tam nie było – pierwsze pieniądze i wręczono tym rodzinom, żonom robotników.

No, ale widać już było, że będzie potrzebna pomoc prawna, że potrzebna będzie pomoc finansowa, czyli że trzeba zabrać się do pracy. I ja tak gdzieś w lipcu, tuż po tych rozprawach, spotkałem na ulicy Piotra Naimskiego, albo może to on mnie spotkał. W każdym razie spotkaliśmy się, no i on powiedział mi, że podejmowane są różne akcje przez harcerzy z Czarnej Jedynki i czy może bym się w te działania chciał włączyć. Razem studiowaliśmy na uniwersytecie i stąd ta pewność z jego strony, że można ze mną otwarcie rozmawiać. Byłem pracownikiem Instytutu Badań Jądrowych. Bardzo często przeprowadzałem eksperymenty, które trwały dwa, trzy dni nawet. I potem mogłem sobie te dni odbierać. W związku z tym zaproponowałem, a może mnie zaproponowano, ażebym jeździł do Radomia, bo trzeba było na to przeznaczyć właściwie cały dzień. Wyjechać rano, przed południem i wieczorem wracać, czyli nie można było jednocześnie być zatrudnionym w takim systemie codziennym.

Doskonale pamiętam pierwszy wyjazd do Radomia. Nie wiem, kto mnie do tego namówił, ale właśnie ten pierwszy wyjazd pamiętam. To była wizyta u Józefa Szczepanika, który był najpierw zatrzymany i potem potwornie pobity. Dostał chyba miesiąc aresztu przez taki specjalny, obywatelski sąd, który nazywał się Kolegium ds. Wykroczeń. No i Józek dostał ten miesiąc. I pokazał mi najpierw swoje obite plecy, całe sine, mimo że to już był wrzesień, a od czerwca minął lipiec, sierpień i kawałek września, tak długo trzymały się te ślady po pobiciu.

Ale też co innego było ważne, to, w jakich warunkach on, żona i dzieci mieszkali. Był to jeden pokój, gdzie po ścianach właściwie ciekła woda. Jedyny kran był na korytarzu dla wszystkich mieszkań. Toaleta na podwórku. Latem jeszcze w porządku, ale zimą… No, nie radzę nikomu korzystać z toalety na dworze. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że w tych warunkach, bez mała dziewiętnastowiecznych, mogą żyć ludzie w Polsce. I że ten system, który miał być systemem życzliwym dla pracowników, życzliwym dla robotników, po pierwsze, był w stanie tak ich potraktować, a po drugie, że oni w takich warunkach żyli. To było moje największe zaskoczenie, właściwie szok.

Pojechaliśmy wtedy do Radomia z członkiem Klubu Inteligencji Katolickiej i obeszliśmy tam wszystkie kościoły, bo byliśmy przekonani, że na pewno księża będą coś wiedzieli o represjonowanych. Ale nic nie wiedzieli, nie uzyskaliśmy żadnych informacji. Mieliśmy wrócić do Warszawy z pustymi rękoma.

No, ale trzeba było się pożywić, zjeść jakiś obiad. I była tam w centrum miasta restauracja, która nazywała się „Europa”. W tej „Europie” jedyne, co można było dostać, to ziemniaki, jakiś kotlet mielony i wódkę. No bo jeśli chodzi nawet o herbatę, to nie było. Więc tak to wtedy było w PRL-u. No i tak siedzieliśmy nad tym kotletem mielonym i rozmawialiśmy o tym, jak to nie sposób dowiedzieć się o osobach represjonowanych, a przecież chcieliśmy im pomóc. I tu nagle jedna z kelnerek mówi:

„Ja znam jednego takiego, który był w wypadkach czerwcowych”.

I podała nam adres do tego Józefa Szczepanika. Jak się znalazło pierwszy kontakt, to ten pierwszy kontakt dawał następne. Oczywiście, w pewnym momencie ludzie zaczęli się obawiać, ale to nie było na początku. Na początku byli niepewni, z kim rozmawiają, kto to jest, kto do nich przychodzi. I trzeba było przekonywać, że nie mamy żadnych złych zamiarów.

Potem, gdy już powstał Komitet Obrony Robotników, gdy mówiliśmy, że jesteśmy studentami z Warszawy, z Komitetu Obrony Robotników, to wtedy już się dużo bardziej bali, bo ich odwiedzali funkcjonariusze służb wszelakich i mówili, że jak przyjdzie ktoś z KOR-u, to trzeba ich natychmiast zawiadomić. Więc początkowo szło ciężko, ale dawało się.

Jeździliśmy z pieniędzmi do rodzin, o których wiedzieliśmy, że jest im ciężko, a ponadto że ci ludzie zostali wyrzuceni z pracy. I trzeba mieć jasność – pracodawca był tylko jeden, było to państwo. A wówczas, jak cię wyrzucono z pracy z tzw. wilczym biletem, wilczym listem, to nie mogłeś znaleźć zajęcia nigdzie indziej. Czyli byłeś kompletnie pozbawiony jakichkolwiek możliwości przeżycia.

Zatem pomoc z naszej strony była dla tych ludzi bardzo istotna, bardzo ważna. No, a z drugiej strony – pomoc prawna, to znaczy to, że przyjeżdżali adwokaci, którzy bronili robotników w sprawach, w których groziły im często wieloletnie wyroki. […] I na te rozprawy także jeździliśmy, jako tzw. obserwatorzy. Tych obserwatorów było zwykle dwóch, trzech, a czasem nawet i więcej się zdarzało. I tego sędziowie bardzo nie lubili.

Gdy przyjechałem po raz pierwszy do Radomia, to zaskoczyło mnie, że było to miasto właściwie zmilitaryzowane. Po ulicach chodzili trójkami zomowcy – bez tarcz, ale w hełmach i z tymi swoimi długimi pałkami. No, spacerowali tak. Jasne było, że są wysyłani na ulice, aby wywrzeć odpowiednie wrażenie na mieszkańcach Radomia. I nie było widać innych spacerujących po mieście. Ludzie nie spacerowali, nawet nie chodzili, raczej przemykali z miejsca na miejsce, starając się jak najkrócej przebywać na ulicy. Więc to po raz pierwszy w życiu widziałem tak potraktowane miasto.

Opracował Artur Kłus, Biuro Edukacji Narodowej IPN

Pełne nagranie relacji Mirosława Chojeckiego
dostępne na portalu Opowiedziane Archiwum Historii Mówionej IPN od 25 czerwca 2026 r.

Tekst pochodzi z numeru 6/2026 „Biuletynu IPN”

Polecamy: