W pierwszych dekadach XX wieku korzystano wyłącznie z fotografii czarno-białej. W celu ożywienia utrwalonych obrazów i nadania im kolorystyki wynaleziono technikę zwaną koloryzowaniem zdjęć. Polegała ona na ręcznym malowaniu nośnika odbitki pozytywowej fotografii (najczęściej płytki szklanej).
Potrzeba matką wynalazku
Praca wymagała dużych umiejętności i precyzji. Dobierana kolorystyka była już interpretacją artystyczną osoby kolorującej. Można zakładać, iż kolory na takich zdjęciach nie oddają rzeczywistych kolorów fotografowanego obiektu lub osoby, choć na pewno mogły być zbliżone (np. w przypadku flag, mundurów i innych elementów o ustalonej kolorystyce).
Dlatego najczęściej była wykorzystywana przez osoby prezentujące swe fotografie publicznie, np. w czasie odczytów i wykładów. Wykorzystywano ją także w publikacjach. Na pewno robiły one dużo większe wrażenie na odbiorcy niż zdjęcia czarno-białe.
Prezentowana technika zanikła w momencie wejścia do użytku fotografii kolorowej i jej coraz szerszego stosowania od przełomu lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku. Wówczas kolorowanie zdjęć było już zbędne.
Dzisiejsza perspektywa
Obecnie niekiedy trudno odróżnić zdjęcie kolorowe od kolorowanego, zwłaszcza, kiedy mamy do czynienia z wtórną reprodukcją.
O ile w przypadku niektórych obrazów od razu widać, że zostały pomalowane, to niektóre do złudzenia przypominają zdjęcia kolorowe. Może to prowadzić do pomyłek interpretacyjnych.
Kolorowanie dawnych zdjęć ponownie zaczęto stosować w dzisiejszych czasach dzięki coraz dokładniejszym i rozpowszechnionym narzędziom do graficznej obróbki obrazów.
Znajdujące się w zbiorach Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej kopie cyfrowe kolorowanych diapozytywów szklanych z kolekcji Juliena Bryana są świadectwem stosowanej niegdyś techniki. Oryginały przechowywane są w Narodowym Muzeum Stanów Zjednoczonych Pamięci Holokaustu (United States Holocaust Memorial Museum, USHMM) w Waszyngtonie.
