Nawigacja

Media o IPN

PRZEGLĄD MEDIÓW - 4 październik 2006 r.

KRÓTKO:

  • Henryk Szlajfer, dyrektor departamentu Ameryki MSZ, niedoszły ambasador Polski w USA podejrzewany o współpracę z SB, będzie mógł zajrzeć do akt IPN - zdecydował wczoraj Naczelny Sąd Administracyjny. Zarzut domniemanej współpracy Szlajfera z SB pojawił się w "Wiadomościach" TVP w czerwcu 2005 r., gdy kandydował na stanowisko ambasadora w USA. Szlajfer zaprzeczył, by miał być informatorem służb o pseudonimie "Albin". Z kandydowania na ambasadora się wycofał. Wystąpił o tzw. lustrację oraz zwrócił się do IPN o przyznanie statusu pokrzywdzonego (to pozwoliłoby mu na wgląd w akta). IPN odmówił, nie podając uzasadnienia. Dyplomata odwołał się do sądu administracyjnego i wygrał. - Sprawa powinna być rozstrzygnięta w formie decyzji, z zachowaniem całej procedury administracyjnej. Należy w niej przeprowadzić pełne postępowanie dowodowe, w którym zainteresowany będzie mógł zapoznać się ze wszystkimi dokumentami, złożyć wyjaśnienia i przedstawić własne dowody - uzasadniał swój werdykt sąd. Od tego wyroku odwołał się prezes IPN. Jego pełnomocnik przekonywał, że ustawa nie nakłada na prezesa takiego obowiązku. Nie przekonał jednak NSA. Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza 4.10.2006 r.
     
  • IPN nie zaprzeczył, ani nie potwierdził informacji wtorkowego "Życia Warszawy", że w przekazanym przez Instytut prokuraturze mikrofilmie teczki Jarosława Kaczyńskiego z lat 80. nie ma "lojalki", o której premier mówi, że została sfałszowana. Fałszerstwo - na wniosek J. Kaczyńskiego - bada Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Zdaniem gazety, brak "lojalki" w aktach z lat 80. to dowód, że fałszywa deklaracja lojalności powstała po 1989 r. Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk powiedział we wtorek PAP jedynie, że Instytut odpowiedział na pismo prokuratury z prośbą o przesłanie wszelkich dokumentów nt. premiera. Rzecznik prokuratury Maciej Kujawski wyjaśnił zaś PAP, że mikrofilm z IPN dopiero wpłynął i zostanie dopiero poddany oględzinom, dlatego nie może on już teraz odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie nie ma tam "lojalki". Śledztwo w sprawie domniemanego sfałszowania "lojalki", rzekomo podpisanej przez Kaczyńskiego w stanie wojennym, prokuratura wszczęła w czerwcu - z zawiadomienia lidera PiS. Kaczyński sugeruje, że fałszerstwa mógł się dopuścić płk Jan Lesiak w ramach inwigilacji prawicy przez Urząd Ochrony Państwa w latach 90. Tajny proces Lesiaka trwa przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Według stanowiska Ministerstwa Sprawiedliwości z czerwca, "istnieją dowody", że doszło do sfałszowania dokumentów J. Kaczyńskiego z teczki, założonej mu przez SB, a obecnie znajdującej się w IPN. Zdaniem resortu, nie budzi wątpliwości to, że "w ramach inwigilacji prawicy w latach 90. służby specjalne fałszowały dokumenty, m.in. w celu skompromitowania działaczy prawicy, a szczególnie braci Kaczyńskich". PAP 3.10.2006 r.
     
  • Metropolita gdański abp Tadeusz Gocłowski powołał we wtorek komisję do zbadania materiałów IPN, w których pojawiły się nazwiska gdańskich kapłanów. Jej powstanie związane jest m.in. z ujawnieniem przez ks. Henryka Jankowskiego nazwisk dziewięciu duchownych, którzy inwigilowali go podczas akcji "Zorza II". W skład komisji wchodzi sześć osób, w tym dwóch świeckich historyków. Przewodniczy jej biskup pomocniczy diecezji ks. Ryszard Kasyna, a jego zastępcą jest proboszcz Bazyliki Mariackiej ks. infułat Stanisław Bogdanowicz. "Jest dwóch świeckich historyków Adam Hlebowicz (dyrektor generalny gdańskiego Radia Plus - PAP) i Andrzej Drzycimski (b. rzecznik prezydenta Lecha Wałęsy - PAP)" - poinformował rzecznik metropolity ks. Bock. Według niego w pierwszym etapie prac, komisja zajmie się nazwiskami tych księży, które zostały przedstawione przez prałata Jankowskiego. Pytany, czy komisja wystąpi do prałata Jankowskiego o dokumenty dotyczące duchownych, rzecznik odparł, że "nie sądzi", by był on jakąkolwiek stroną w tej sprawie. Dopytywany, czy sprawę udostępnienia dokumentów konsultowano już z gdańskim IPN odparł, że ustawodawstwo przewiduje kontakt biskupa z Instytutem i na podstawie tego, dokumenty zostaną udostępnione w oparciu o odpowiednie wnioski archidiecezji. Dyrektor gdańskiego oddziału IPN Edmund Krasowski powiedział PAP, że członkowie komisji będą mogli zapoznać się z dokumentami w czytelni Instytutu. "Jeżeli komisja sformułuje program badawczo naukowy, nada temu konkretny zakres, to wtedy my, w miarę naszych możliwości, przeprowadzimy kwerendę w naszych archiwach dotyczącą tego konkretnie programu badawczego" - powiedział Krasowski. Prałat Jankowski odnosząc się do zapowiedzi powołania komisji przez arcybiskupa oświadczył w poniedziałek, że nigdy, nikogo, a w szczególności żadnego kapłana, nie oskarżał i nie oskarża o świadomą współpracę ze służbami bezpieczeństwa PRL. PAP, Rzeczpospolita, Nasz Dziennik, Dziennik 4.10.2006 r.
     
  • W siedzibie metropolity lubelskiego w środę odbędzie się spotkanie poświęcone ustaleniom zespołu, który bada inwigilację KUL-u przez SB. Jak dowiedziała się Gazeta Wyborcza, będzie na nim jeden z najbardziej znanych lubelskich duchownych ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel. W obecności dziennikarzy odniesie się do dokumentów znalezionych w jego teczce. Jako tajnego współpracownika SB (bez jego wiedzy) zarejestrowała go po raz pierwszy w 1971 r., a potem w marcu 1981 r. (również bez jego wiedzy, ostatnie notatki o próbach nakłonienia duchownego do rozmów pochodzą z 1984 r.). "Prowadził" go IV Wydział Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych (zajmował się inwigilacją kościoła). W IPN zachowała się "teczka pracy" i "teczka osobowa" księdza. Z dokumentów wynika, że po wprowadzeniu stanu wojennego duchowny zdecydowanie odmówił jakichkolwiek kontaktów z oficerami SB. W lutym 1982 r. oficer prowadzący wnioskował o rozwiązanie "współpracy" z powodu kategorycznej odmowy księdza na propozycję rozmów. Wiosną duchowny złożył w lubelskim IPN wniosek o nadanie mu statusu pokrzywdzonego. Gazeta Wyborcza Lublin 3.10.2006 r.
     
  • Gdański oddział IPN zarzucił gen. Czesławowi Kiszczakowi popełnienie zbrodni komunistycznej polegającej na dyskryminacji wyznaniowej. W maju 1985 r. ówczesny szef MSW zwolnił z pracy milicjanta z bydgoskiej drogówki za to, że wziął on ślub kościelny i miał w rodzinie trzech księży. Kiszczak powołał się na tzw. ważny interes służby. IPN uznał to za przekroczenie uprawnień i zastosowanie represji polegającej na dyskryminacji wyznaniowej. Za to przestępstwo grozi do trzech lat więzienia. Kiszczak nie przyznaje się do winy. PAP, Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, Dziennik 4.10.2006 r.
     
  • Do prokuratury zgłosił się były zomowiec, który oświadczył, że ma informacje na temat osób, które w grudniu 1981 r. strzelały do górników w kopalni "Wujek". Ma zostać przesłuchany przed katowickim sądem, przed którym kończy się już trzeci proces w tej sprawie. Rozprawa z jego udziałem prawdopodobnie zostanie utajniona. Na wniosek oskarżycieli sąd przesłucha też drugiego świadka, który będzie pytany o tzw. raport taterników. Sąd planował wcześniej, że ostatnim świadkiem w procesie będzie działaczka podziemnej "Solidarności" Zofia F., która zeznawała na wtorkowej rozprawie. PAP, Nasz Dziennik, Gazeta Wyborcza, Dziennik 4.10.2006 r.
     
  • Władysław Gomułka podjął 15 grudnia 1970 r. decyzję o użyciu broni wobec protestujących na Wybrzeżu robotników - stwierdził wczoraj Stanisław Kania, wówczas kierownik Wydziału Administracyjnego KC PZPR, a dziesięć lat później I sekretarz KC. Kania to jeden z najważniejszych świadków w toczącym się przed stołecznym Sądem Okręgowym procesie mającym wyjaśnić kwestię odpowiedzialności za krwawą pacyfikację Wybrzeża w 1970 r. Głównym oskarżonym jest Wojciech Jaruzelski - wtedy szef MON. Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza 4.10.2006 r.
     
  • W drugiej połowie października IPN przedstawi nowe stanowisko w sprawie KL Warschau. Tym razem będzie ono oparte na całokształcie zebranego materiału dowodowego, bez pomijania zeznań "niewygodnych" dla niektórych środowisk. Pozwoli to odblokować budowę w stolicy pomnika Ofiar KL Warschau – pisze Nasz Dziennik. Jednocześnie łódzki oddział IPN prowadzi postępowanie karne w sprawie KLW. W śledztwie będą zeznawać nowi świadkowie. Niezależnie od toczącego się postępowania karnego w centrali IPN działa zespół ds. KL Warschau, powołany przez prezesa IPN prof. Janusza Kurtykę, którego celem jest przygotowanie - na podstawie całokształtu zebranych dowodów w sprawie i ogólnej wiedzy historycznej - nowego stanowiska Instytutu w sprawie obozu. W pracach zespołu uczestniczy sędzia Maria Trzcińska oraz historyk dr Bogusław Kopka z Biura Edukacji Publicznej IPN. Sędzia Trzcińska, która prowadzi badania nad KLW od 30 lat, złożyła już 28 września obszerny, 120-stronicowy raport, w którym przedstawiła w zarysach materiał dowodowy i wynikające z niego wnioski. Doktor Kopka, z uwagi na ogrom dokumentów do przeanalizowania, przedstawi swój raport dopiero w przyszłym tygodniu. Na czele zespołu stoi prokurator Antoni Kura, szef biura nadzoru nad śledztwami w pionie śledczym IPN. Nasz Dziennik 4.10.2006 r.
     
  • Były Rzecznik Interesu Publicznego Bogusław Nizieński nie naruszył prawa - uznała prokuratura i umorzyła śledztwo w sprawie prowadzenia w jego biurze kartoteki osób zarejestrowanych przez służby specjalne PRL z pominięciem kancelarii tajnej RIP - mimo że były tam dane "ściśle tajne". PAP 3.10.2006 r.
     
  • Stowarzyszenie Ofiar Wojny, występując w imieniu setek starszych osób, domaga się od IPN wypłaty odszkodowań za pracę w III Rzeszy. - To oszustwo. IPN nie zajmuje się wypłatą odszkodowań - ostrzegają prokuratorzy. Od kilku miesięcy do Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie i jego oddziałach w całym kraju przychodzą pisma ze Stowarzyszenia Ofiar Wojny z Bielska-Białej. Listy są z nagłówkiem "Akt oskarżenia członków Stowarzyszenia Ofiar Wojny z siedzibą w Bielsku-Białej", a oskarżonymi m.in. Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie oraz Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji z siedzibą w Genewie. Korespondencję podpisał prezes Stowarzyszenia Ofiar Wojny Mieczysław Janosz i dwaj jego współpracownicy. Wszystkie "akty oskarżenia" są identyczne - różnią się tylko danymi pokrzywdzonych osób. Prokuratorzy IPN nie mają wyjścia - muszą zająć się korespondencją i każde pismo SOW potraktować jak doniesienie o popełnieniu zbrodni wojennej. - Żaden z tych "aktów oskarżenia" nie wskazuje na konkretne zbrodnie popełnione przez hitlerowców, a jedynie opisuje pewien ciąg zdarzeń. To wprowadzanie ludzi w błąd, bo student prawa wie, że do instytucji zajmującej się ściganiem przestępstw składa się zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, a nie akt oskarżenia - podkreśla prokurator Lucjan Nowakowski z pionu śledczego IPN w Warszawie. Prokuratorzy IPN w Katowicach prowadzą bardzo ważne śledztwa - m.in. w sprawie zamachu na Jana Pawła II i wprowadzenia stanu wojennego. Prezes SOW Mieczysław Janosz jest znany prokuratorom IPN. Na polecenie wywiadu MSW w latach 60. zamieszkał w Europie Zachodniej. Razem z braćmi - Janem i Kazimierzem - był zamieszany w aferę "Żelazo". Bracia Janoszowie napadali na jubilerów w RFN, a łupem dzielili się ze służbami PRL. Rzeczpospolita 4.10.2006 r.
     
  • Na poznańskiej konferencji z okazji 50. rocznicy Czerwca 56 wystąpili: naukowiec, który prześladował w latach siedemdziesiątych opozycję i dawny lektor KW PZPR. Zaprosił ich naczelnik Biura Edukacji Publicznej IPN w Poznaniu Stanisław Jankowiak, któremu dawni współpracownicy zarzucają też mobbing - pisze "Głos Wielkopolski". Poznańskie BEP ma niemal najgorsze w kraju wyniki, wyprzedza tylko Białystok. Z powodu działań jego szefa, S. Jankowiaka odchodzą z placówki najlepsi pracownicy, tacy jak Krystyna Laskowicz - historyk, dawna działaczka podziemia, pierwsza szefowa Radia "S". Współpracownicy mają wiele zastrzeżeń do gości zapraszanych przez naczelnika na imprezy i uroczystości, które organizuje IPN. Jednym z gości obchodów 50. rocznicy Czerwca był naukowiec ze Szczecina, który wsławił się prześladowaniem działaczy opozycji. PAP, Głos Wielkopolski 4.10.2006 r.
     
  • "Gazeta Polska" publikuje tekst, w którym oskarża Milana Suboticia - zastępcę dyrektora programowego TVN - o współpracę z WSI, a wcześniej z wojskowymi służbami PRL. Gazeta pisze, że Subotić ma wpływ na akceptację programów publicystycznych TVN, w tym audycji "Teraz my". Tam zostały w zeszłym tygodniu ujawnione nagrania kompromitujące polityków PiS. - Nigdy nie byłem agentem WSI - zapewnia Subotić. Broni się także TVN. "Jeśli rewelacje "Gazety Polskiej" okażą się nieprawdziwe, a mamy prawo tak sądzić, stacja wystąpi na drogę prawną przeciwko wydawcy tego tytułu" - zapowiada TVN. Według "Gazety Polskiej" oficerem prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, późniejszy szef WSI. W rozmowie z "Rz" Malejczyk zdecydowanie zaprzecza. - Nie mam zielonego pojęcia, kim jest pan Subotić. Nie widziałem go w życiu na oczy. Z Samoobroną też nie współpracuję, wbrew temu, co podają media - zarzeka się. Wiceszef Samoobrony Janusz Maksymiuk także twierdzi, że nie zna Malejczyka. - Na pewno się z nim nie spotykałem, a już wykluczone jest, bym z nim rozmawiał w ostatnich dniach, w kontekście programu "Teraz my" - mówi. Według "Gazety Polskiej" Milan Subotić współpracował z wojskowymi służbami od 1984 roku. Z materiału w gazecie wynika także, że jest on wciąż czynnym agentem. A ujawnienie nazwiska współpracownika specsłużb to przestępstwo. Kto poinformował "Gazetę Polską", że Subotić jest agentem? Dziennikarze powołują się na ustalenia komisji weryfikacyjnej WSI. Składa się ona z 24 osób, które powołali prezydent i premier. Lista jest tajna, ale - według naszych informacji - większość członków komisji jest blisko związana z PiS oraz Antonim Macierewiczem. - Komisja likwidacyjna nie mogła być źródłem przecieku, bo w jej materiałach nie ma takich danych. Być może informacje pochodziły z IPN - sugerował wczoraj Macierewicz po spotkaniu Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Macierewicz twierdził, że nic nie wie o publikacji "Gazety Polskiej". Kiedy daliśmy mu do przeczytania artykuł, wydawał się autentycznie zaskoczony. Zapewniał, że to nie on był sprawcą przecieku - opowiada "Rz" Marek Biernacki, przewodniczący komisji. PAP, Gazeta Polska nr 40, Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, Dziennik, Nasz Dziennik 4.10.2006 r.
     
  • Na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie został pochowany we wtorek żołnierz AK ppor. Edward Cieśla ps. Zabawa. Jak powiedział podczas uroczystości pogrzebowych prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka "zmarły był symbolem swojego pokolenia, najlepszego pokolenia ostatnich 300 lat [..] Był patriotą, chciał żyć w wolnej Polsce, wiedział, że dla wolnej Polski trzeba zginąć, jeżeli taka potrzeba zajdzie, a kiedy taka potrzeba przyszła stanął w szeregach AK, walcząc jak umiał najlepiej i służąc Ojczyźnie […]. W jego pokoleniu bardzo wielu żołnierzy Rzeczpospolitej zostało zastrzelonych przez komunistów strzałem w tył głowy i pochowanych w bezimiennych grobach" - podkreślił Kurtyka. Dodał, że IPN robi wszystko co możliwe, by mogiły te odszukać, a ofiarom zorganizować godny pochówek. Po wojnie za udział w akcji przerzutów na Zachód rodzin polskich oficerów podporucznik Cieśla został aresztowany, dwukrotnie skazany na śmierć i stracony w 1952 r. Miejsce pogrzebania jego zwłok ustalił Instytut Pamięci Narodowej. Ciało ekshumowano i zgodnie z wolą rodziny "Zabawa" spoczął w rodzinnym grobowcu w Krakowie. "Czekaliśmy na ten moment 54 lata. Najpierw czekali nasi dziadkowi, potem rodzice, wreszcie doczekaliśmy się my jako trzecie pokolenie. To radość i tragedia zarazem" - mówiła dziennikarzom Barbara Tabak-Chamiec, siostrzenica Edward Cieśli. "Jesteśmy bardzo wdzięczni IPN. To wyjątkowa sytuacja, kiedy anonimowe pochówki udaje się zidentyfikować" - mówił Jan Tabak, siostrzeniec podporucznika "Zabawy". Edwarda Cieślę żegnano z wojskowymi honorami. Na pogrzeb przybyli żołnierze Armii Krajowej i antykomunistycznej organizacji Wolność i Niezawisłość. Skazany na śmierć i stracony miesiąc wcześniej w więzieniu mokotowskim został także brat Edwarda Cieśli - Tadeusz, kurier wojskowy z Zachodu do Polski, kierownik pracującej dla rządu RP na Uchodźstwie placówki informacyjno-wywiadowczej w Monachium. Miejsce pogrzebania Tadeusza Cieśli jest nadal nieznane. PAP, Rzeczpospolita, Nasz Dziennik, Gazeta Wyborcza – Opole, Dziennik Polski 4.10.2006 r.
do góry