Niech wspaniałe świadectwa miłości Ojczyzny, bezinteresowności i heroizmu,
jakich mamy wiele w naszej historii,
będą wyzwaniem do zbiorowego poświęcenia wielkim narodowym celom.
Jan Paweł II, 11 czerwca 1999 r.
Dzień 10 kwietnia 2010 r. miał być dniem podniosłym, dniem, który przejdzie do historii i... przeszedł, ale nie taki przecież był jego scenariusz, to nie tak miało być. Wszyscy, którzy w wiosenny, sobotni poranek wsiadali do prezydenckiego Tu-154, chcieli „dać świadectwo prawdzie” – prawdzie o Katyniu – pragnęli pochylić się nad grobami polskich oficerów i elit, ofiar stalinizmu.
W dniach, gdy wraz ze zmartwychwstaniem Chrystusa wiosenna przyroda budzi się do życia, my, Polacy, po raz kolejny przeżywamy nasz smutny, opasany żałobnym kirem kwiecień. Nie cieszy zieleń świeżej trawy, kwitnące drzewa i śpiew ptaków. Chyba nie ma dziś w Polsce osoby, która pozostałaby obojętna wobec tragicznych wydarzeń, które 10 kwietnia rozegrały się między smoleńskim niebem a ziemią. Zginął kwiat polskiej inteligencji, na czele której stał Prezydent Rzeczypospolitej, prof. Lech Kaczyński. Zginęli przedstawiciele różnych środowisk i generałowie. Osierocony naród najbardziej odczuwa stratę Pary Prezydenckiej. Niektóre grupy, rodziny ofiar przeżywają podwójną, a niekiedy wręcz potrójną żałobę, której nie sposób opisać, nie sposób nazwać i zmierzyć. W obliczu tragedii narodowej trudno cokolwiek powiedzieć, cokolwiek napisać, by nie zabrzmiało to patetycznie.
Patrząc na ich ofiarę w wymiarze ludzkim, można sądzić, że lot prezydenckiego samolotu był feralny, że jego pasażerowie mieli pecha. Biorąc jednak pod uwagę wymiar głębszy – metafizyczny – to, że zginęli w wigilię święta Bożego Miłosierdzia, że zginęli niemal w tym samym miejscu co ofiary zbrodni, którym jechali oddać cześć, uznać należy ich za Bożych wybrańców. Wśród nich był prezes IPN, prof. Janusz Kurtyka. Jest dla mnie wielkim zaszczytem, że dane mi było Go poznać i pracować pod Jego przywództwem. Imponowała mi zwłaszcza Jego niezłomność, walka o prawdę, za którą zapłacił najwyższą ceną. Ujmujący był też Jego szacunek do współpracowników i podwładnych. Takiego szefa życzyłabym każdemu.
Ostatnie lata życia i działalności Prezesa Janusza Kurtyki najtrafniej opisują słowa poety Ignacego Krasickiego:
Święta miłości kochanej Ojczyzny,
Czują cię tylko umysły poczciwe!
Dla ciebie zjadłe smakują trucizny
Dla ciebie więzy, pęta niezelżywe.
Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny
Gnieździsz w umyśle rozkosze prawdziwe,
Byle cię można wspomóc, byle wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.
Wszelkie czyny i działania Prezesa wynikały z umiłowania Ojczyzny. Jej służył, dla niej znosił niesprawiedliwe i krzywdzące ataki, jakie na Niego spadały. Odpierał je z podniesionym czołem. Nie poddawał się, walczył do końca. Walczył z godnością średniowiecznego rycerza, w oparciu o zasady, którym był wierny. Ta postawa była dla mnie budująca. Tragiczna śmierć Prezesa Janusza Kurtyki raz jeszcze uzmysłowiła mi, że żyję „nie po to, aby żyć”, lecz po to, „aby dawać świadectwo” – świadectwo prawdzie.
Socjolog Florian Znaniecki mawiał – „człowiek żyje tak długo, jak długo żyje pamięć o nim w umysłach i sercach innych ludzi, jak długo trwają jego dzieła”.
Panie Prezesie! Będę pamiętać! Będę pamiętać o Tobie, o Twoim dziele i dorobku, tak jak Ty pamiętałeś i walczyłeś o pamięć o ofiarach totalitaryzmów, o wszystkich, których wymazano z pamięci. Uczyłeś nas tej pamięci i tej walki o prawdę. Będę pamiętać o Tobie, będę pamiętać o wszystkich ofiarach kwietnia 1940 i 2010 r., a jeśli zapomnę, to wtedy „Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”, bo – jak mówił Jan Paweł II – „Naród, który zapomina o swojej historii, jest skazany na zagładę”.