„Polskie społeczeństwo, my wszyscy wciąż jeszcze mamy w sobie gen niewolnictwa, mamy w sobie gen zaszczepiony przez komunizm. Powinniśmy ten gen jak najszybciej z korzeniami wyrwać”. Te słowa 9 czerwca 2008 r. wypowiedział Janusz Kurtyka, prezes IPN, w Senacie RP, podczas konferencji poświęconej rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu.
Odkłamywanie polskiej historii stało się jednym z głównych celów prezesury Janusza Kurtyki. Jak bardzo Mu na tym zależało potwierdza determinacja, z jaką działał. Był w pełni oddany temu, w co wierzył, a co najważniejsze, wiedział, do czego został powołany IPN i jak powinien funkcjonować. Misja, służba, obowiązek – to hasła częściej podkreślane podczas akademickich dysput, niźli realizowane w trudzie publicznej służby. Dla Pana Prezesa nie były to puste słowa. Nie w Jego przypadku.
Pan Prezes zorganizował pracę na wzór wojskowy. Ma to swoje wytłumaczenie, gdyż umiłował sobie żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Znajomość życiorysów, postaw i dokonań Żołnierzy Wyklętych musiała się odcisnąć na sposobie Jego postępowania. I tak, jeśli już Prezes prosił, to tylko raz. Najczęściej wydawał polecenia służbowe z sugestią natychmiastowego wykonania. Wymagał dobrej orientacji i oglądu wielu spraw. Mówił z mocą. Była w Jego słowach siła. Nie każdy ma tę cechę.
Był cholerykiem, lecz czyż nie takie osobowości skutecznie zmieniają rzeczywistość? Potrafił udzielić ostrej reprymendy, ale ta najczęściej mobilizowała do jeszcze większego wysiłku i pracy nad sobą. Była to dobra lekcja pokory, zwłaszcza dla młodego człowieka, który rozpoczynał na poważnie pracę. Prezes nie rozpieszczał swoich pracowników. Wręcz przeciwnie. Wskazywał każdemu jego miejsce w hierarchii, wychowywał nas… Czasem wystarczyło spojrzenie, gest, niepotrzebne były słowa. „Proszę przyjąć pana Piotra z życzliwością, ale bez zbędnej czułości” – tak przywitał mnie w zespole swojego sekretariatu Pan Prezes. Stawiał nam wysokie wymagania, którym nie zawsze byliśmy w stanie sprostać. Odstawaliśmy, tak po ludzku, bo czasem zwyczajnie brakowało tchu…
Pan Prezes wykonywał tytaniczną pracę. Jego chód – dynamiczny, szybki – najlepiej odzwierciedlał to, z jaką intensywnością wykonywał obowiązki. Dziś dopiero w pełni sobie to uświadamiam, że Pan Prezes działał nie dla samej idei, ale dla mnie również, dla całego mojego pokolenia – by nie ogarnęła nas amnezja, byśmy wiedzieli, kim byli i czego dokonali żołnierze pokroju rotmistrza Witolda Pileckiego, por. Jana Rodowicza „Anody”, ppłk. Łukasza Cieplińskiego, płk. Franciszka Niepokólczyckiego, mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, mjr. „Łupaszki” czy gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”. O tym ostatnim Komendancie Armii Krajowej przygotowywany jest w IPN album i strona internetowa. Było to życzenie Pana Prezesa wyrażone po promocji albumu i prezentacji wystawy o rotmistrzu Pileckim w Brukseli.
Panie Prezesie, zdążył Pan już dokonać wyboru okładki i koncepcji albumu, a także zdjęcia generała na stronę tytułową. Dziś my zmuszeni jesteśmy wybrać Pana najlepsze zdjęcie. Do nekrologu. Tak nie powinno być!