Poniedziałek, 21 maja 2012, data aktualizacji serwisu: 21.05.2012
Szukaj w serwisie

Wspomnienia

Jan M. Ruman, IPN

Mortui sunt

W piątek, 9 kwietnia, miałem ściszony sygnał telefonu. Wieczorem zobaczyłem w swojej komórce kilka nieodebranych połączeń i jedno nagranie w poczcie głosowej. Odsłuchałem: „Janusz Kurtyka, panie Janie, proszę o telefon”. Spodziewałem się, że to coś pilnego, skoro Pan Prezes kilkakrotnie próbował się ze mną połączyć. Nie mogłem się jednak do Niego dodzwonić. Po jakimś czasie On znów zadzwonił do mnie: „Panie Janie, chciałem pogratulować numeru katyńskiego”. Byłem zdziwiony, że Szef w przeddzień podróży do Katynia dzwonił kilkakrotnie, żeby powiedzieć te słowa. Zwykle nasze rozmowy telefoniczne dotyczyły jakichś planów, jakichś pilnych spraw. A tu po prostu kilka słów uznania dla autorów i redakcji. Wiedziałem, że Prezes zabiera trochę egzemplarzy tego numeru do Katynia, by rozdać uczestnikom uroczystości.

Martwił się, że Senat przegłosował nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Obawiał się, że wejście w życie nowelizacji, która uzależnia wybór władz IPN od woli rządzących, zagraża wolności badań naukowych prowadzonych w Instytucie.

Zacząłem mówić, co planuję w najbliższych numerach. Majowoczerwcowy numer był już w dużej mierze przygotowany. Jego wiodącym tematem miało być harcerstwo (z racji stulecia) i młodzieżowe grupy opozycyjne od lat czterdziestych do osiemdziesiątych. Chciałem w tym numerze podsumować także dziesięciolecie IPN. Zamówiłem już teksty u członków pierwszego i obecnego Kolegium Instytutu. Teraz skorzystałem z tego, że Prezes nie okazywał zwykłego w telefonicznych kontaktach pośpiechu i zaproponowałem, że po Jego powrocie z Katynia porozmawiamy o dziesięcioleciu. Zgodził się. Zastanawiał się, czy przy tej okazji nie powinienem przeprowadzić rozmowy także z pierwszym prezesem Instytutu.

Interesował się też kolejnymi planowanymi numerami; lipcowym – o trudnych problemach polsko-ukraińskich. Ten temat sam zaproponował, gdy usłyszał w ubiegłym roku, że Walentin Naliwajczenko, doradca prezydenta Wiktora Juszczenki, zestawił polską policję państwową z NKWD i gestapo. Chciał, żebyśmy opublikowali kilka artykułów o relacjach polsko-ukraińskich w dwudziestoleciu międzywojennym, o akcjach terrorystycznych wymierzonych w Rzeczpospolitą i o odpowiedzi policji. Ponieważ Naliwajczenko mówił o cierpieniach patriotów ukraińskich w więzieniu na Łąckiego we Lwowie, domagał się, żeby przebadać, co działo się w tym więzieniu przed wojną i w czasie wojny. Oczekiwał, że historycy współpracujący z „Biuletynem” odpowiedzą, kto i za co był tam więziony, oraz jakie metody były tam stosowane przez państwo polskie, a jakie przez okupantów sowieckich i niemieckich. W lipcu mieliśmy też nawiązać do rocznicy rzezi Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Kolejny numer – był oczkiem w głowie Prezesa. Planowaliśmy ponad dwieście stron o „Solidarności”. Następny to znów trudne kwestie – tym razem dotyczące stosunków polsko-żydowskich od dwudziestolecia aż po późny peerel. Prezes chciał, żebyśmy przedstawili owoce programu badawczego, który nie omija najboleśniejszych dla obu stron wydarzeń.

Wróciłem do najbliższego „Biuletynu” i zasygnalizowałem, że część dotyczącą dziesięciolecia IPN zamierzam zilustrować satyrycznymi rysunkami Andrzeja Krauzego, który od lat obserwuje i na swój sposób komentuje zawirowania wokół Instytutu. Prezes wyraźnie się ożywił. Może wydamy album z tymi rysunkami – zapytał. – Przygotowujemy album i wystawę Krauzego, ale z pracami z czasów peerelu – przypomniałem. – Dobrze, to te o IPN dajmy w „Biuletynie” – powiedział. Poinformowałem Go, że niektóre rysunki bardzo ostro ukazują kolejne ataki na Instytut. Dopytywałem, czy drukować wszystkie. – Panie Janie, artysta ma prawo do swojej, czasem może ostrej oceny sytuacji. Dajmy wszystkie – usłyszałem. Ale po chwili Prezes dorzucił. – Chyba że pan jest innego zdania. Nie chcę niczego narzucać. – Nie, raczej cieszę się z przyzwolenia. – Panie Janie, mam wrażenie, że jesteśmy jedną z ostatnich grup ludzi wolnych w Polsce – takim stwierdzeniem zakończył rozmowę. Nazajutrz nie mogłem uwierzyć, że to były ostatnie słowa, jakie do mnie powiedział.

Modląc się wśród rzeszy warszawiaków pod Pałacem Prezydenckim, oczekując – jak się okazało wraz z ośmiuset tysiącami ludzi zgromadzonych przy ulicach – na powrót Prezydenta, wreszcie drepcząc krok po kroku, w nocy, przez dziewięć godzin, by wejść do Pałacu, myślałem, czy Prezes widzi to, co się dzieje. To pytanie towarzyszyło mi podczas uroczystości pogrzebowych Pary Prezydenckiej na krakowskim Rynku. I niespełna tydzień później, gdy tysiące ludzi wypełniły nie tylko kościół św. Piotra i Pawła, ale także plac przed świątynią i ul. Grodzką, by pożegnać Prezesa IPN. I gdy Jego orszak żałobny, w którym młodzież szła obok kombatantów, przemierzał Kraków w kierunku Cmentarza Rakowickiego. Chciałbym zawołać tak, żeby usłyszał: Panie Prezesie, spójrz, nie jesteśmy jedną z ostatnich grup ludzi wolnych! Tak jak głosi napis na Cmentarzu Orląt Lwowskich: Mortui sunt ut liberi vivamus – POLEGLI, ABYŚMY MOGLI ŻYĆ WOLNI.
 

Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu
Adres do korespondencji
Instytut Pamięci Narodowej, ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
©2000-2012 Instytut Pamięci Narodowej. Wszelkie prawa zastrzeżone.