Sobota, 10 kwietnia 2010 r. Telefon dzwoni trochę po dziewiątej rano. Naczelnik Marek Sosnowski – Darku, najprawdopodobniej doszło do katastrofy samolotu w Katyniu, włącz telewizor. Szok. Ciąg telefonów. Mieszanina wspomnień i śledzonych na bieżąco tragicznych wiadomości.
Jaki był Janusz? Był człowiekiem wymagającym i romantycznym. Jego romantyzm nie polegał na odrywaniu się od rzeczywistości, ale na tym, że wierzył w prawdę, zachował wiarę w człowieka i w to, że warto walczyć o sprawy z pozoru przegrane. Po to, by przegrane nie były. Wierzył, że powinnością człowieka uczciwego i patrioty jest walka o dobro Ojczyzny.
Wspominam Prezesa bardzo dobrze i ciepło. Pierwsze długie rozmowy z Januszem w 2006 r., omawianie zadań, jakie przede mną stanęły. Wiele pomysłów do zrealizowania i ciężka praca. Janusz był człowiekiem pracy. Ostatnią rozmowę telefoniczną z Januszem przeprowadziłem po południu w piątek, 9 kwietnia. Mówiliśmy o sprawach zawodowych, planowanej konferencji we Wrocławiu i czymś tam jeszcze… Z perspektywy sobotnich wydarzeń nie były to sprawy ważne.
Chcę teraz wspominać Janusza jako człowieka, u którego boku przyszło mi walczyć o rozliczanie zbrodni przeszłości. Pionowi śledczemu IPN poświęciliśmy wiele długich rozmów. Janusz był całkowicie przekonany co do obowiązku ścigania zbrodni komunistycznych i nazistowskich ujętych w katalogu ustawowym. Ważną dla Niego sprawą było, aby dorobek prokuratorów IPN był przekazywany do sądów. By ci, którzy dopuścili się zła, byli pociągnięci do odpowiedzialności. Czuł głęboki wewnętrzny sprzeciw na myśl, że ktoś, kto torturował i niszczył drugiego człowieka, nie poniesie kary lub nawet nie usłyszy na sali sądowej, że robił źle. Janusz był człowiekiem walki.
Nie potrafił i nie chciał pogodzić się z tym, że sądy dyscyplinarne pracowników wymiaru sprawiedliwości nie pozwalają, by sędziowie i prokuratorzy, którzy łamali prawo legitymizując system komunistyczny, stanęli przed sądami. Dlaczego sprawiedliwość miałaby nie dotyczyć sędziów i prokuratorów, którzy mienią się jej przedstawicielami?
Często mówił o dwóch prawdach – historycznej i prawnej. Nie godził się też na to, by rozkazodawcy, ci, którzy umożliwiali funkcjonowanie systemu komunistycznego w Polsce, pozostali bezkarni, gdy wykonawcy ich rozkazów będą pociągani do odpowiedzialności. Gdyby tak się stało, w Jego ocenie równałoby się to temu, że sprawiedliwość mogą jedynie wymierzać historycy, a nie przedstawiciele instytucji, które zajmować się mają właśnie wymierzaniem sprawiedliwości. Twierdził, że historyk zawsze będzie mógł nazwać zbrodnię po imieniu, nawet jeśli obowiązujący system prawny na to nie pozwoli. Januszem kierowało przekonanie, że nie można budować dobrej przyszłości w oparciu o przemilczenie zła wyrządzonego w przeszłości.
Był człowiekiem odważnym, także w ocenie swoich działań. Nie bał się ponosić konsekwencji decyzji, nawet najbardziej trudnych i kontrowersyjnych.
Zawsze był gotów do poszukiwania wyjścia z trudnych sytuacji. Dla nas, Jego podwładnych, bardzo ważne było to, że ogarniał tę wielką instytucję, w której przyszło nam pracować. Wiedział i pamiętał o wszystkich istotnych sprawach, co było bardzo ważne dla efektywnego realizowania zadań, które stawiała przed nami ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej. My, Jego współpracownicy, czuliśmy, że nie jesteśmy sami.
Pamiętam taką rozmowę po spotkaniu w Sejmie, kiedy Janusz powiedział, że w stosunkach z ludźmi najpierw trzeba mieć zaufanie do fachowości i profesjonalizmu człowieka. Na takiej podstawie rodzi się szacunek, potem lepsze poznanie osoby, koleżeństwo, a w końcu przyjaźń.
Nie umiem opisać naszej relacji – dla mnie Janusz był człowiekiem niepowtarzalnym. Ogromnie ważna była dla Niego praca. Nieraz wymagał podejmowania bardzo trudnych decyzji. Bywało, że mieliśmy odmienne zdania, a nawet toczyliśmy spory. Jednak był konsekwentny i podejmował te trudne decyzje. Był Prezesem i brał odpowiedzialność.
Podczas spotkania opłatkowego na Marszałkowskiej, kiedy składaliśmy sobie życzenia noworoczne, stwierdziliśmy, że ostatni rok pracy był bardzo trudny. Życzyliśmy sobie, aby następny był lżejszy. Januszowi zapewne już jest lżej. A było Mu ciężko – szczególnie w ostatnich kilkunastu miesiącach.
Podczas ostatniego osobistego spotkania z Prezesem rozmawialiśmy o moim udziale w pracach polsko-rosyjskiej grupy do spraw trudnych i spotkaniu grupy, które odbyło się w środę, 7 kwietnia 2010 r., w Katyniu i Smoleńsku. Podzieliłem się refleksjami z pobytu, również z przelotu samolotem do Smoleńska. Na koniec rozmowy zapytał: „A może byś jeszcze raz poleciał?”.
Januszu – do zobaczenia po tamtej stronie.