Nawigacja

Media o IPN

PRZEGLĄD MEDIÓW – 11-13 marca 2017

KRÓTKO:

  • Przeszłość ambasadora A. Przyłębskiego – Wojciech Wybranowski przypomina, że to właśnie „Do Reczy” jako pierwsze, w maju 2016 r., poinformowało o rejestracji prof. Andrzeja Przyłębskiego przez SB jako tajnego współpracownika ps. „Wolfgang”, w latach 1979-1980. Jednak sprawa stała się głośna dopiero kilkanaście dni temu, kiedy nazwisko Przyłębskiego znalazło się w zbiorach internetowego „Inwentarza Archiwalnego IPN”, a RMF ujawniło część materiałów z liczącej w sumie 40 stron teczki TW „Wolfgang”. „Do Rzeczy” zapoznało się jednak z tymi materiałami i ustaliło, że oprócz zobowiązania Przyłębskiego do współpracy z SB nie ma dokumentów, które świadczyłyby o tym, że rzeczywiście ją podjął. – W tych dokumentach, które do tej pory zostały przedstawione, istnieje wyłącznie zobowiązanie do współpracy i jedno doniesienie – mówi prof. Antoni Dudek, były członek Rady. – W mojej ocenie sprawa nie jest poważna i nie dyskwalifikuje prof. Przyłębskiego również dlatego, że na tle innych spraw jego współpraca była krótkotrwała, niezbyt efektywna – dodaje. Doniesienie to opis Romana N., kolegi Przyłębskiego, który wyjechał do USA. Przyłębski opisuje w notce m.in. drogę, którą N. przez Szwecję i Berlin Zachodni trafił do Nowego Jorku. Informacja ta nie zawiera wielu szczegółów i jest podpisana nazwiskiem obecnego ambasadora, a nie jak standardowo w przypadku TW – pseudonimem. Z dokumentacji SB wynika także, że Przyłębski krótko po podpisaniu zobowiązania do współpracy z bezpieką poinformował swoich znajomych o całej sytuacji, a także o tym, że bezpieka ma ich na celowniku. Brakuje teczki pracy TW, a arkusz Kontroli Osobowego Źródła Informacji w teczce „Wolfgang” pozostał niewypełniony. Nie ma też żadnych informacji o wynagrodzeniach, które SB miałaby przekazywać „Wolfgangowi”. – Sprawa jest dość typowa, młody człowiek chciał wyjechać za granicę, więc zgłosił się na wyznaczone mu spotkania. Na pewno z punktu widzenia SB Przyłębski miał być tajnym współpracownikiem, natomiast z punktu widzenia postępowania lustracyjnego i zasad lustracji można mieć do tego poważne wątpliwości – mówi Grzegorz Majchrzak, historyk. Biuro Lustracyjne wdrożyło procedurę weryfikacji oświadczenia lustracyjnego ambasadora Przyłębskiego, a sprawa ma zostać potraktowana priorytetowo. Kierownictwo MSZ czeka na stanowisko Sądu Lustracyjnego. „Do Rzeczy”, 13 marca 2017.
  • Tajemniczy mord w folwarku wciąż niewyjaśniony – prokurator IPN kończy śledztwo w sprawie zabójstwa polskich żołnierzy w majątku ziemskim na Kresach Rzeczpospolitej. To wyjątkowo tajemnicza zbrodnia. Nie wiadomo nawet, która jednostka Armii Czerwonej dokonała mordu, ani jak nazywały się ofiary. Postępowanie prowadzone przez pion śledczy IPN dotyczy zarówno zbrodni komunistycznej, jak i zbrodni przeciwko ludzkości. O mordzie dokonanym w folwarku Łoziaty (lub Aziaty) oraz we wsi Syczewo w dawnym województwie poleskim zawiadomił IPN były mieszkaniec tamtych terenów. O zastrzeleniu polskich żołnierzy usłyszał od bliskich. Prokuratorzy przesłuchali dziesięciu świadków, którzy podobnie relacjonowali przebieg tych zdarzeń. Do zabójstwa miało dojść w okolicach Kobrynia 19–20 września 1939 r. Sprawcami miała być ludność białoruska, która poprosiła o pomoc żołnierzy Armii Czerwonej. – Ofiarami były osoby, które wycofywały się na wschód. Z relacji świadków wynika, że nie byli uzbrojeni. To był m.in. tabor sanitarny ze służbą weterynaryjną, lekarze, żołnierze Wojska Polskiego, funkcjonariusze Służby Więziennej, policjanci, wśród ofiar miał być też oficer WP – mówi prokurator Janusz Jagiełłowicz z IPN w Gorzowie Wlk. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że miejscowi Białorusini przy pomocy żołnierzy Armii Czerwonej zagonili uciekinierów na teren opuszczonego folwarku Łoziaty. Tam ich rozstrzelano i pochowano w zbiorowej mogile. Z zeznań świadków wynika, że ofiar mogło być od 60 do 100. Nie ma pewności, czy wszystkie miejsca ich śmierci zostały oznaczone. O tej zbrodni nie znaleziono żadnej wzmianki w archiwum wojskowym. – Podobnych zdarzeń w tamtym czasie na terenie Polesia było więcej – zaznacza prokurator Jagiełłowicz i  apeluje o kontakt osoby, które cokolwiek mogą na ten temat wiedzieć. Mogą one napisać do niego e-maila: Janusz.jagiellowicz@ipn.gov.pl (z powołaniem na sygnaturę S 47.2016. Zk). „Rzeczpospolita”, 13 marca 2017.
  • Rozpoczął się proces lustracyjny byłego rektora UMK przed Sądem Okręgowym w Toruniu rozpoczął się w piątek proces lustracyjny byłego rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, prof. Jana Kopcewicza. Zdaniem gdańskiego oddziału IPN, naukowiec złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Biolog utrzymuje, że nie współpracował z SB. Sprawa dotyczy oświadczenia lustracyjnego z 2008 r., gdy naukowiec był dziekanem Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UMK. Były rektor złożył przed sądem obszerne wyjaśnienia. Podkreślał w nich, że normalną praktyką były spotkania z funkcjonariuszami SB przed wyjazdami zagranicznymi i po powrocie z nich. Naukowiec poinformował, że należał do PZPR w okresie od przełomu 1979 i 1980 r. do zakończenia działalności tej partii. – Czuję się w okropnie w tej sytuacji. W życiu bym się nie spodziewał, że spotka mnie coś takiego. Wiem, że nie jest to przypadek. Wśród tysięcy zgłoszeń IPN wyselekcjonował człowieka, który ma 77 lat i jest na emeryturze. Nie wierzę w takie przypadki. Składałem oświadczenia lustracyjne wcześniej trzy razy. Gdybym czuł, że jest coś nie tak w moim życiorysie, to przecież nie pakowałbym się pod miecz. Zawsze byłem czysty. Teraz nagle znalazł się człowiek, który mi coś zarzuca. To słowo przeciwko słowu, bo nie ma żadnego dowodu. Boję się, że ten proces może trwać bardzo długo, a jestem już leciwą osobą – oświadcza profesor. IPN dysponuje zeznaniami byłego funkcjonariusza SB Grzegorza Filuta, który miał opowiedzieć o wielogodzinnych spotkaniach z Kopcewiczem. Zostanie on przesłuchany 19 kwietnia podczas kolejnej rozprawy. – Nie znam tego nazwiska, a jest charakterystyczne, więc powinienem je zapamiętać. Oczywiście, że w okresie stanu wojennego musiałem odbywać wiele spotkań z przedstawicielami władzy jako rektor. (…). Prokurator z IPN w Gdańsku tłumaczył mi, że każda informacja udzielana przedstawicielom SB w tamtym okresie, nawet o lokalizacji budynku uniwersyteckiego, którego szukali, może być uznana za współpracę. Nie zgadzam się z taką definicją, bo w moim odczuciu jest ona nielogiczna – tłumaczy Kopcewicz. – W stanie wojennym postanowiono, że należy zbierać na mnie haki – ocenia. – Nasz wniosek dotyczy złożenia niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego w 2008 roku. Badane było akurat to oświadczenie. Dowody zostaną zaprezentowane w sądzie – mówi prokurator Emilia Kępińska z Oddziałowego Biura Lustracyjnego IPN w Gdańsku. Na sali rozpraw prokurator wniosła o wydanie orzeczenia stwierdzającego, że prof. Kopcewicz złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, a także o przeprowadzenie dowodów z materiałów archiwalnych oraz przesłuchanie świadków, m.in. Grzegorza Filuta. Jan Kopcewicz był rektorem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w latach 1982–1984, 1987–1990 oraz 1999–2005, prorektorem w roku 1981, a w latach 1996–1999 i 2005–2008 – dziekanem tamtejszego wydziału biologii. 77-letni obecnie naukowiec zajmował się w pracy badawczej zagadnieniami fizjologii roślin, takimi jak mechanizmy wzrostu i rozwoju. PAP, 10 marca 2017; „Nowości” 11 marca 2017; „Gazeta Wyborcza” 13 marca 2017.
  • Patriotyzm wczoraj i dziś – w Polskim Radiu 24 dr Tomasz Łabuszewski  opowiada o tym, czym jest patriotyzm. Dla Żołnierzy Wyklętych, walczących o niepodległą Rzeczpospolitą, patriotyzm był ofiarą krwi. Dziś, w czasach pokoju, patriotyzm należy definiować jednak inaczej. – Patriotyzm to świadome i odpowiedzialne umiłowanie ojczyzny – mówi dr Tomasz Łabuszewski. Podkreśla przy tym, że na przestrzeni lat, w zależności od położenia państwa, postawa patriotyczna może być różna. – Jedno na kilka pokoleń ponosi najwyższą ofiarę, ofiarę życia. To jednak jest zjawisko ekstremalne. Gdyby patriotyzm sprowadzał się wyłącznie do poświęcania życia za kraj, ludzie żyjący w czasach pokoju nie mieliby szansy na wykazanie swojej miłości do ojczyzny – tłumaczy historyk. – Mówi się, że Polacy potrafią umierać za ojczyznę, a nie potrafią dla niej pracować. To pokazuje, że potrafimy zdobywać się na postawy jednoznaczne w godzinach prób, a zdecydowanie trudniej jest nam być patriotami w „normalnym” życiu – podsumowuje. polskieradio.pl, 11 marca 2017.
  • Wiedza o bohaterach – ukazała się książka pt. „»Inka« (1928 –1946) Pamięć i tożsamość”. To napisana przez wiele osób, (w tym także przez wiceprezesa IPN Krzysztofa Szwagrzyka), próba opowiedzenia o współczesnym fenomenie postaci, jaką jest bohaterska Danuta Siedzikówna. – Wśród nich są naukowcy, historycy, archeolodzy, dziennikarze, artyści, reżyserzy, społecznicy, kibice, przedstawiciele rodziny »Inki«. W sumie zebraliśmy ponad 20 różnych wypowiedzi. Trudno mi było o nie się zwracać, bo ich autorzy to ludzie strasznie zapracowani. Udało się, bo widocznie uznali, że idea towarzysząca powstaniu takiej książki jest słuszna. Warto uchwycić chwilę wspólnych doświadczeń – pisze ks. Jarosław Wąsowicz, salezjanin, który jest redaktorem książki. „Gazeta Polska codziennie”, 13 marca 2017.
do góry