Nawigacja

Media o IPN

PRZEGLĄD MEDIÓW – 10 marca 2017

KRÓTKO:

  • Prof. Krzysztof Szwagrzyk: potrzebny jest jeden sposób działania IPN – w rozmowie z „Warszawską Gazetą” wiceprezes IPN oraz kierownik Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu prof. Krzysztof Szwagrzyk zwraca uwagę, że potrzebne jest ujednolicenie działań IPN związanych z poszukiwaniem i ekshumacjami Żołnierzy Wyklętych. Pytany o doniesienia medialne dotyczące identyfikacji kolejnych ofiar komunizmu, zwraca uwagę, że nie został poinformowany o postępach prac genetycznych przez pracowników Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów, prowadzonej przez Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie. – To rzecz absolutnie niedopuszczalna. Podmiot podwykonawczy nie może informować społeczeństwa o wynikach badań. To jest rzecz, którą trzeba zmienić. Ja nie wiem w tej chwili, jaki jest wynik badań genetycznych prowadzonych przez Polską Bazę Genetyczną, żadnego oficjalnego pisma nie otrzymałem. Inna sprawa, że duża część zleceń jest wykonywana przez Pomorski Uniwersytet Medyczny na zlecenie pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej. To kolejny problem, który musimy w niedługim czasie rozwiązać. Nie może być bowiem dwoistości działań – tłumaczy profesor. Jak przypomina, na mocy decyzji Sejmu to właśnie kierowane przez niego biuro odpowiada za poszukiwanie i identyfikację ofiar terroru komunistycznego. „Warszawska Gazeta”, 10 marca 2017.
  • Wirtualna Polska: IPN ma monopol na ekshumacje – działacze fundacji poszukujących grobów i autorzy publikacji na temat podziemia antykomunistycznego uważają, że IPN brutalnymi metodami walczy o monopol na Wyklętych. Karolina Wichowska, autorka książki o warszawskiej „Łączce” (wydanej przez IPN) została usunięta z listy prelegentów konferencji organizowanej przez Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej i IPN na kilka godzin przez jej rozpoczęciem. – Gdy zaczęłam domagać się wyjaśnień, zadzwoniła do mnie pani Justyna Skowronek z Biura Edukacji IPN i powiedziała, że takie jest życzenie prof. Szwagrzyka, wiceprezesa Instytutu – opowiada Wichowska. – Ja nikomu ust nie zamykam – zaprzecza profesor Szwagrzyk. Dyrektor Justyna Skowronek nie chce sprawy dalej komentować. Z kolei Wojciech Łuczak, szef Fundacji Niezłomni, która własnym sumptem odnalazła i pochowała 22 Wyklętych, uważa, że IPN chce mieć monopol na ekshumacje i gotów jest o niego walczyć brutalnymi metodami. Jako przykład podaje wniosek prof. Krzysztofa Szwagrzyka do prokuratury z żądaniem natychmiastowego ścigania Fundacji Niezłomni, po odnalezieniu przez nią grobu czterech zamordowanych w kieleckim więzieniu. W oficjalnym komunikacie Instytut zniechęca też do uczestniczenia w zbiórkach fundacji, sugeruje, że nie rozliczyła się ona z już zebranych środków. – Jesteśmy transparentni finansowo, nasze poszukiwania są zgodne z prawem, a współpraca z prokuratorami przy ekshumacjach układa się bardzo dobrze, by nie powiedzieć wzorowo – zapewnia Łuczak. Dodaje, że „urzędnicy, którzy powinni ścigać zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu, ścigają ludzi, którzy je ujawniają”. – Ekshumacja niezłomnych to obowiązek państwa polskiego. Nie mogą tym się zajmować fundacje od zbierania sprzączek i łusek – mówi wiceprezes IPN. Wyraża też nadzieję, że niedługo „uda się ukrócić ten proceder”.wp.pl, 9 marca 2017.
  • Archidiecezja przemyska przeprowadzi proces beatyfikacyjny rodzimy Ulmów Wiktoria i Józef Ulmowie oraz ich dzieci zostali zamordowani przez Niemców w marcu 1944 r., bo w swoim domu w Markowej ukrywali ośmioro Żydów. Ich postawa stała się symbolem poświęcenia wszystkich Polaków, którzy podczas wojny ratowali żydowskich sąsiadów. W 1995 r. przyznano im tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. W Markowej stanął pomnik upamiętniający ich śmierć, a w 2016 r. otwarto tam Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów. Kongregacja do spraw Kanonizacyjnych Stolicy Apostolskiej przychyliła się do prośby metropolity przemyskiego, abp. Adama Szala i sprawę Ulmów wyłączyła z procesu zbiorowego Męczenników II wojny światowej, prowadzonego przez diecezję pelplińską od 2003 r. W najbliższej przyszłości abp Szal mianuje Postulatora dla sprawy małżeństwa Józefa i Wiktorii Ulmów oraz ich siedmiorga dzieci. Postulator będzie reprezentował Archidiecezję Przemyską wobec watykańskiej kongregacji. – Decyzja Watykanu nie oznacza przyśpieszenia procesu beatyfikacyjnego rodziny Ulmów poza tym, że Aktorem sprawy stanie się Archidiecezja Przemyska – wyjaśnia sekretarz metropolity przemyskiego i dyrektor ds. kanonizacyjnych Kurii Metropolitalnej w Przemyślu ks. Roman Chowaniec. – W ostatnich latach (…) wzrosło zainteresowanie tą rodziną. Do Markowej przyjeżdżają ludzie z całego świata i oprócz muzeum odwiedzają też cmentarz, na którym Ulmowie są pochowani, zachodzą do kościoła, pytają o beatyfikację – mówi abp Szal. – Dziś, gdy tak dużo mówi się o kryzysie rodziny, trzeba dać rodzinom w Polsce i na świecie przykład do naśladowania. Ulmowie są takim przykładem, a gdyby zostali beatyfikowani w dużej grupie, pozostaliby w jakimś sensie anonimowi – tłumaczy swoją decyzję hierarcha. Zainteresowanie beatyfikacją rodziny wyrażają m.in. Żydzi odwiedzający Markową. – Ulmowie cieszą się wśród nich ogromnym szacunkiem. Na ich grobie ciągle leżą kamyki, które w kulturze żydowskiej są wyrazem szacunku dla zmarłego – mówi pochodzący z Markowej i spokrewniony z Ulmami dr Mateusz Szpytma, wiceprezes IPN. – Żydzi wyrażają się o nich z uznaniem i pytają o postępy beatyfikacji. Dowodem na duże zainteresowanie Ulmami jest założona w parafii w Markowej księga próśb i podziękowań za otrzymane za ich pośrednictwem łaski. – Są to głównie podziękowania za uzdrowienie z choroby – wyjaśnia ks. Stanisław Ruszała, proboszcz z Markowej. PAP, 9 marca 2017; „Rzeczpospolita”, 10 marca 2017.
  • Film „Wyklęty” wchodzi do kin – dziś w kinach w całej Polsce premiera filmu „Wyklęty” w reżyserii Konrada Łęckiego. Film oparty jest na losach Józefa Franczaka ps. „Lalek”, ostatniego żołnierza polskiego podziemia antykomunistycznego i niepodległościowego. Franczak został zadenuncjowany przez tajnego współpracownika SB i wyeliminowany podczas obławy 21 października 1963 r. Prokurator prowadzący jego sprawę nakazał, by odciąć głowę zabitego. Odnaleziono ją dopiero w 2007 r. IPN ustalił wtedy, że spoczywająca w jednej z pracowni lubelskiego Uniwersytetu Medycznego ludzka czaszka należy właśnie do ostatniego żołnierza wyklętego. Najprawdopodobniej służyła studentom do celów naukowych. Uroczyście pochowano ją obok pozostałych szczątków sierżanta Franczaka 26 marca 2015 r. Reżyser filmu twierdzi, że podszedł do tematu „w sposób maksymalnie uczciwy”. Podkreśla też, że jego zamiarem było stworzenie szerszej opowieści o losach Żołnierzy Wyklętych, tak aby widz mógł wyrobić sobie obraz tego, jaka była ich walka. – „Wyklęty” to film o ludziach, nie o pomnikach – dodaje. I choć przedstawione wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości, to postacie bohaterów złożone są z kilku prawdziwych życiorysów. – Należy pamiętać, że w podziemiu antykomunistycznym w szczytowym momencie walczyło kilkadziesiąt tysięcy osób. Zdarzały się więc różnorodne sytuacje, również błędy. Część z nich, tak jak w filmie, była efektem prowokacji bezpieki, podszywania się pod Wyklętych. Zdarzały się przypadki pacyfikacji wsi przez siły komunistów, za które odpowiedzialność spadała na Niezłomnych. Nie ryzykowałbym więc tak daleko idących i jednoznacznych ocen, jak te pojawiające się w ostatnim czasie – podsumowuje Łęcki. Uroczysta premiera z udziałem prezydenta RP Andrzeja Dudy, przedstawicieli rządu, aktorów, filmowców oraz historyków, odbyła się w Pałacu Kultury i Nauki 28 lutego. – To bardzo udany obraz, który przez losy jednego żołnierza ukazuje losy całego wyklętego pokolenia – ocenił dr Jarosław Szarek, prezes IPN. – Bardzo się cieszę, że ten film powstał, i myślę, że nie jest to ostatnia artystyczna wizja upamiętnienia bohaterów, którzy bardzo długo na to czekali. „Niedziela”, 9 marca 2017; PAP, 10 marca 2017.
do góry