Nawigacja

Media o IPN

PRZEGLĄD MEDIÓW - 22 lutego 2006 r.

KRÓTKO:

  • Umorzono śledztwo w sprawie „listy Wildsteina” - stołeczna prokuratura nie wykryła bowiem, kto w IPN udostępnił Bronisławowi Wildsteinowi listę katalogową ponad 160 tys. nazwisk funkcjonariuszy i tajnych współpracowników służb specjalnych PRL oraz osób wytypowanych do współpracy. Jak powiedziała we wtorek PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur, prokuratura uznała też, że brak jest cech przestępstwa w dwóch innych wątkach śledztwa. Dotyczyły one niedopełnienia przez Instytut Pamięci Narodowej przepisów o ochronie danych osobowych oraz niezgłoszenia przez IPN Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych zbiorów danych Instytutu do rejestracji GIODO. Rzeczniczka GIODO Małgorzata Kałużyńska-Jasak powiedziała PAP, że czeka na pisemne uzasadnienie umorzenia. Nie wykluczyła, że po zapoznaniu się z nim GIODO „zawiadomi wszystkie możliwe organy europejskie”. Serwis PAP, TVN „Fakty”, TVN 24, Radio Zet, RmF FM 20.02.2006 r. Portal Onert.pl publikuje oryginalne materiały - fragmenty akt SB - przekazane redakcji portalu przez księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego (nazwiska opisywanych osób zostały usunięte). Onet pl.
     

  • Nie wiadomo, kto w IPN wydał listę. W pierwszą rocznicę wszczęcia postępowania w sprawie wyniesienia z IPN przez Bronisława Wildsteina listy domniemanych agentów tajnych służb PRL prokuratura umorzyła najważniejsze wątki sprawy. Doniesienie do prokuratury złożył Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych Ewa Kulesza. Po wyniesieniu "listy" Kulesza przeprowadziła w IPN kontrolę, która wykazała, że Instytut nie zabezpieczył archiwów zgodnie z wymogami ustawy o ochronie danych osobowych i nie zarejestrował baz danych w GIODO. Kulesza uznała, że ówczesny prezes IPN Leon Kieres popełnił przestępstwo niedopełnienia obowiązków związanych z ustawą o ochronie danych. Kieres uznał natomiast, że ta ustawa go nie obowiązuje. Między nim a Kuleszą doszło do ostrego spięcia w Sejmie podczas składania wyjaśnień w tej sprawie. Prokuratura będzie badała dalej tylko jeden wątek: czy pracownicy IPN-u popełnili przestępstwo, ujawniając w mediach informacje z archiwów Instytutu. Chodzi o publiczne wypowiedzi m.in. członków Kolegium IPN, że ta czy inna osoba publiczna, której nazwisko znalazło się na „liście Wildsteina”, była lub nie była agentem tajnych służb. Takie „świadectwo” dał m.in. prof. Andrzej Friszke w telewizyjnym programie Jacka Żakowskiego „Summa zdarzeń" prof. Jadwidze Staniszkis. Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, Dziennik Polski 22.02.2006 r.
     

  • Działaczka "Solidarności" ujawnia kolejne nazwiska tajnych współpracowników i konsultantów SB na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wskazani zaprzeczają, że donosili. Najbardziej znaną postacią z nowej listy jest emerytowany profesor Jerzy Rusek, slawista, były dziekan i działacz PZPR. Według dokumentów IPN był on konsultantem SB o pseudonimie Czech. Rolę konsultanta miał pełnić także Jan Bogumił Ciopiński (ps. Pasza), profesor w Instytucie Filologii Orientalnej. Natomiast tajnymi współpracownikami SB byli zdaniem IPN: Roman Marian Suchanek ps. Aleksander, dziś pracownik naukowo-techniczny w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej, i Andrzej Wojciech Pawłowski ps. Wojciech, główny specjalista zespołu administracji budynków UJ w krakowskich Przegorzałach. Ostatni na liście jest Andrzej Jacek Grzywacz TW o pseudonimie Grzegorz, który w latach 80. był studentem Wydziału Prawa - co się z nim obecnie dzieje, działaczka "Solidarności" nie wie. Udało nam się wczoraj dotrzeć do trzech osób z listy. - To bzdura, nie byłem konsultantem, niczego nie podpisywałem ani nie miałem pseudonimu - powiedział prof. Jerzy Rusek. Przyznał, że gdy przez 9 lat był dziekanem, musiał rozmawiać z SB. „Kto donosił na naukowców i studentów” Rzeczpospolita, „Lustracja po krakowsku - kolejna lista agentów” Gazeta Wyborcza 22.02.2006 r.
     

  • „Dziennik Polski” publikuje: tajni współpracownicy ujawnieni przez Barbarę Niemiec: Jerzy Rusek, kryptonim "Konsultant Czech", ur. 9.10.1930 r., imię ojca: Szczepan; Jan Bogumił Ciopiński, krypt. "Konsultant Pasza" ur. 24.10.1938, imię ojca Józef; Roman Marian Suchanek, krypt. "Aleksander", ur. 01.11.1949 r., imię ojca: Jan; Wojciech Andrzej Pawłowski, krypt. "Wojciech", ur. 29.03.1954 r., imię ojca: Stanisław; Jacek Andrzej Grzywacz, kryptonim "Grzegorz", ur. 10.11.1956 r., imię ojca: Aleksander. Tajni współpracownicy ujawnieni przez Jerzego Kuczerę: Tadeusz Polaczek, krypt. "Jan", ur. 28.03.1939 r.; Jan Krzyżostanek, krypt. "Górnik", ur. 15.06.1947 r., imię ojca: Edward; Lesław Maleszka, krypt. "Tomek", ur. 15.11.1952 r., imię ojca: Edmund. Tajni współpracownicy ujawnieni przez Ryszarda Majdzika: Maria Kazimiera Skałuba, krypt. "Zielona", ur. 25.01.1941 r., imię ojca: Tadeusz; Antoni Ostafin, krypt. "Anoda", ur. 21.01.1934 r., imię ojca Jan; Włodzimierz Czop, krypt. "Karol", ur. 22.12.1961 r., imię ojca Mieczysław; Waldemar Grabowski, krypt. "Ordynat", ur. 24.07.1956 r., imię ojca: Józef. Funkcjonariusze SB ujawnieni przez Ryszarda Majdzika: Wiesław Franciszek Stasielak, st. inspektor SB, miejsce pracy: RUSW w Skawinie, ur. 15.12.1946 r., imię ojca: Jan; Wiesław Zdeb, st. inspektor SB, miejsce pracy: RUSW w Skawinie, ur. 22.12.1949 r., imię ojca: Romuald; Eugeniusz Filipek, zastępca szefa RUSW ds. SB w Skawinie, ur. 09.10.1940 r., imię ojca: Andrzej; Marian Świątek, ppor. SB, miejsce pracy: Referat ds. Bezpieczeństwa Publicznego przy KPMO w Krakowie, ur. 24.03.1925 r., imię ojca: Jan; Mirosław Leon Raszewski, st. inspektor SB, miejsce pracy RUSW w Skawinie, ur. 20.02.1961 r., imię ojca: Stanisław. Dziennik Polski 22.02.2006 r.
     

  • Pion śledczy krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej przeprowadzi dochodzenie prokuratorskie, które wyjaśni, czy funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa za pomocą gróźb i szantażu zmusili Stanisława Filoska do współpracy z bezpieką. Jeżeli uda się postawić im zarzuty, sprawa trafi do sądu - pisze "Gazeta Krakowska". Byłby to pierwszy tego typu przypadek w Krakowie. Byłym esbekom grozi kara do trzech lat więzienia - zaznacza "GK". Mówili, że jestem bydlakiem, że zgniję w kryminale, a moja rodzina zdechnie z głodu - wspominał. Filosek podał nazwiska dwóch funkcjonariuszy SB: Sławomira Sienniaka i Kazimierza Kasprzyka. Sienniak był oficerem prowadzącym "Kałamarza", a Kasprzyk jego przełożonym. - To był potwór. Wielki, ostrzyżony "na zapałkę". Budził lęk - mówił Filosek w wywiadzie udzielonym "GK". Kasprzyka pamiętają także inni opozycjoniści.- Nazywaliśmy go "szczurem". Jego twarzy nie da się zapomnieć. Przeklinał, lżył nas, upokarzał. Potrafił łamać ludzi - mówi Stanisław Handzlik. Filosek złożył wczoraj zeznania przed prokuratorem Arturem Wroną. Gazeta Krakowska 22.02.2006 r.
     

  • - Z Sienniakiem dało się wytrzymać. Najgorszy był Kasprzyk i esbek, który przesłuchiwał mnie w więzieniu w Wiśniczu. Czuli się panami życia i śmierci. Na porządku dziennym były wyzwiska i groźby, że zgniję w kryminale, a moja rodzina zdechnie z głodu - mówi Filosek. Lojalkę podpisał internowany w Załężu. Po powrocie do Krakowa - na początku 1982 r. - uległ szantażowi i poszedł na współpracę z SB. Jako tajny współpracownik nosił kryptonim operacyjny "Kałamarz". Kilka lat przekazywał informacje Sienniakowi i Kasprzykowi. Zastraszony, spotykał się z esbekami w lokalu operacyjnym w Nowej Hucie. Zapewnia, że przyjął tylko kilka drobnych kwot "na koszty własne", bo ze strachu nie śmiał odmówić. Nazwiska esbeków powtórzył Filosek w miniony piątek podczas przesłuchania przed Komisją Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie. Nie wiedział tylko, kim był śledczy bezpieki z Wiśnicza. - Nosił imię Marcin, przysłali go chyba ze Śląska, jako fachowca od łamania ludzi - wspomina Filosek. Nie chce długo rozmawiać. Ma dość dziennikarzy, którzy nękają go, odkąd się ujawnił. - Już same groźby mogą podlegać karze, jeśli wzbudzały w pokrzywdzonym realne poczucie zagrożenia - zastrzega prokurator Wrona. Jednym z pierwszych świadków, których przesłucha, będzie Stanisław Handzlik. Gazeta Wyborcza 22.02.2006 r.
     

  • Działacze Polonii australijskiej zwrócili się do rządu RP, Sejmu i Senatu o wprowadzenie takich zmian w przepisach, by lustracja objęła także ambasadorów i konsulów, dziennikarzy polonijnych mediów oraz działaczy Polonii. Autorami inicjatywy są m.in. byli działacze "Solidarności", którzy w wyniku represji ze strony SB wyjechali za granicę. Uważają oni, że wiele ważnych funkcji w organizacjach polonijnych w Australii pełnią byli agenci SB, którzy nadal manipulują opinią społeczną i mediami. Pod apelem, skierowanym do rządu i parlamentu widnieje 11 nazwisk. Autorzy listy domagają się, by lustracją zostali objęci pracownicy służb dyplomatycznych, osoby zajmujące się handlem i inwestycjami w Australii, pracownicy instytucji naukowych i innych placówek oraz organizacji opiniotwórczych dla Polonii, dziennikarze mediów polonijnych itp. Dziennik Polski 22.02.2006 r.
     

  • Kapelan hutniczej „Solidarności” ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ponownie zaapelował do duchownych, by sami występowali do Instytutu Pamięci Narodowej o materiały ich dotyczące. Materiały IPN pokazują bardzo piękną twarz Kościoła polskiego, który od samego początku, czyli od 1945 r., był poddany represjom ze strony aparatu komunistycznego. Istniał słynny już wydział IV Służby Bezpieczeństwa i każdy ksiądz w Polsce wstępując do seminarium miał zakładaną teczkę - powiedział ks. Isakowicz - Zaleski w TVN24 w programie "Teraz My". Obraz polskiego księdza z czasów lat 60., 70., 80. jest bardzo piękny. Zdecydowana większość księży i sióstr zakonnych nigdy nie poszła na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa - dodał. Podkreślił, że "nie proponuje dzikiej lustracji, ale wyjaśnienie wielu wątków i sytuacji historycznych". „Teraz MY” TVN 21.02.2006 r.
     

  • „Gazeta Polska” zamieszcza wywiad z kapelanem „Solidarności” ks.Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim na temat lustracji księży. W wywiadzie ks. Zaleski mówi, że brak lustracji jest dramatem, tak jak choroba leczona nie od pierwszych objawów, a dopiero gdy się w pełni rozwinie. Według księdza dziś będą z lustracją większe problemy, niż gdyby dokonano jej na początku lat '90, ujawniając archiwa służb bezpieczeństwa i udostępniając jednocześnie odwoławczą drogę prawną osobom pomówionym. Ksiądz Isakowicz - Zaleski nie uważa , by społeczeństwo się załamało, gdyby ujawniono, że nieliczni poszczególni księża nie spełnili oczekiwań. "To trzeba spokojnie ludziom powiedzieć. Najgorsze jest ukrywanie prawdy, zamiatanie pod dywan. Ale powtarzam jest rok 2006 i nie mam jasnej odpowiedzi Kościoła, co należy z tymi sprawami zrobić" - mówi w wywiadzie dla Gazety Polskiej. Dodaje, że cieszy się iż jego apel spowodował powołanie specjalnej komisji do tych spraw w diecezji krakowskiej. W innym miejscu wywiadu ksiądz mówi lustracja tak, ale bez żadnego odwetu. Nie mam zamiaru być inkwizytorem od lustracji w diecezji. „Nie bójmy się prawdy” Gazeta Polska nr 8/2006 r.
     

  • Na nic zdadzą się piękne kazania, papieskie pomniki czy kolejne pobożne dzieła. Dłużej już czekać się nie da. Dla Kościoła nie jest groźna prawda o współpracy księży z bezpieką - ale brak tej prawdy – pisze w „Rz” ks. Kazimierz Sowa. O lustracji w Kościele mówi się coraz głośniej, ale zarazem coraz trudniej. Trudniej, bo nikt nie umie przejść do porządku dziennego nad pojawiającymi się kolejnymi przykładami prawdziwych (a może tylko prawdopodobnych) przykładów współpracy z PRL-owskim aparatem bezpieczeństwa. Mówi się trudno także dlatego, że łatwo być posądzonym o szkodzenie Kościołowi i jakąś niechęć do starszej generacji księży, którzy przecież w PRL swoje wycierpieli. Dodatkowo przez ostatnich 17 lat nikomu z hierarchów nie przyszło do głowy wygłaszanie apelu o lustrację w Kościele, a temat rozliczeń z przeszłością, jeśli się pojawiał, to zwykle w kontekście szerszym, rzadko jako próba zmierzenia się w Kościele także ze swoimi słabościami. „Lustracja wśród sutann” Rzeczpospolita 22.02.2006 r.
     

  • Dwa konflikty wokół lustracji w ciągu kilku tygodni to sporo jak na Kościół. Oba wybuchły w Małopolsce. To diecezja szczególna, choćby ze względu na związane z nią nazwiska – Wojtyły, Macharskiego czy Dziwisza. A tu nagle najpierw wychodzi z niej apel o samolustrację w Kościele, a niecały tydzień temu regionalny tygodnik w Zakopanem postawił pytanie, czy popularny podhalański kapłan był agentem czy ofiarą SB? – piszą w „Polityce” Krzysztof Burnetko, Adam Szostkiewicz. Na zdrowy rozum dwie sprawy lustracyjne to żaden kryzys. Ale zyskały momentalnie wielki rozgłos. Z ich okazji bowiem padło fundamentalne pytanie: czy Kościół może być wyłączony z lustracji? A w Krakowie kipi od plotek, którzy to księża kryją się pod kryptonimami z teczki IPN księdza Zaleskiego. Wynika z nich, że może chodzić także o duchownych nadal czynnych, znanych i zasłużonych. „Teczki pod sutanną” Polityka nr 8/2006 r.
     

  • Do Instytutu Pamięci Narodowej trafi niebawem przygotowana przez Ministerstwo Obrony Narodowej lista wojskowych sędziów i prokuratorów, którzy działali w komunistycznym aparacie terroru. Znajdują się na niej 472 nazwiska dyspozycyjnych wobec reżimu wojskowych prawników. Jeśli IPN uzna, że dopuścili się oni tzw. zbrodni sądowej - stracą emerytury. Na indeksie widniej m.in. nazwisko gen. Czesława Kiszczaka. Obok listy przekazanej IPN, który wyjaśniać będzie, czy wymienione na niej osoby dopuściły się zbrodni sądowej bądź komunistycznej, sporządzona została druga, licząca również około pięciuset nazwisk lista osób, którym wypłacane są renty po zmarłych prokuratorach i sędziach wojskowych. Zgodnie jednak z obowiązującymi przepisami prawa wypłaty tych świadczeń nie można wstrzymać, nawet gdyby okazało się, że za życia dopuszczali się oni zbrodni komunistycznych. Nasz Dziennik 22.02.2006 r.
     

  • Gazeta Polska: „Krakowscy esbecy przeciw Kościołowi”. Tylko w 1986 roku krakowska SB planowała pozyskać 41 tajnych współpracowników w środowiskach kościelnych. SB ostrzegała, że celem ataków „wrogich grup”, w tym Kościoła, może stać się PZPR. Według kierownictwa SB, „szczególne zagrożenie stwarza działalność ks. Janczara z parafii Mistrzejowice, skupiającej wokół tamtejszego Kościoła działaczy „S” i osoby związane z nielegalnymi strukturami”. GP nr 8/2006 r.
     

  • Dla komunistycznych służb specjalnych dziennikarze byli naturalną grupą zainteresowania . byli dobrym źródłem informacji – docierali do wielu środowisk, uzyskiwali nowe wiadomości, wpływali na opinię publiczną, mogli korzystnie dla władz przedstawić wydarzenia polityczne. W „gazecie Polskiej” II część artykułu Piotra Bączka. Autor powołuje się m.in. na książką Janusza Kotańskiego z IPN, w której wskazuje się na istnienie dowodów, że w czasie procesu toruńskiego wypowiedzi sędziów, prokuratora i adwokatów były monitorowane przez dziennikarzy. „Dziennikarze pod kontrolą SB”. Gazeta Polska nr 8/2006 r.
     

  • Główny świadek w procesie lustracyjnym byłej rzecznik rządu twierdzi, że nie była ona agentką SB. Wczoraj Robert Grzelak, bo o nim mowa, zakończył kilkudniowe zeznania. Prasa pisała, że to on miał być tzw. oficerem prowadzącym lustrowanej. - Jego zeznania nadal nie podważają linii obrony - powiedział po zakończeniu rozprawy Marek Małecki, adwokat Niezabitowskiej. Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że Grzelak ostatecznie zaprzeczył, by na początku stanu wojennego Niezabitowska została przez niego zwerbowana do współpracy z SB. Miał przyznać, że on i inni funkcjonariusze usiłowali to zrobić, ale ich zabiegi okazały się bezskuteczne - Niezabitowska się nie godziła. Ona sama od początku procesu wszczętego na jej wniosek konsekwentnie utrzymuje, że nigdy nie była agentką SB. We wtorek został też przesłuchany pułkownik Aleksander M., naczelnik jednego z wydziałów departamentu MSW, który zajmował się inwigilacją "Tygodnika Solidarność". „Nieudany werbunek” Rzeczpospolita 22.02.2006 r.
     

  • Zwykle gdy pisze się o agenturze, ma się na myśli ludzi, którzy donosili bezpiece na przyjaciół i kolegów, tymczasem najbardziej wartościowa cześć siatki komunistycznych służb specjalnych zajmowała się przede wszystkim kształtowaniem strategii opozycji i wpływaniem na zachodnie ośrodki opiniotwórcze i polityczne – pisze w „Gazecie Polskiej” Józef Darski. By agent wpływu był skuteczny, musi zostać liderem jak Maleszka czy Karkosza, by mógł decydować o polityce grupy, autorytetem moralnym jak tajny współpracownik „Mirek” – Andrzej Szczypiorski, czy autorytetem naukowym, opozycyjnym i kościelnym, jak TW „Historyk” – prof. Jerzy Kłoczowski, tak by mogli wpływać na poglądy środowisk opiniotwórczych i decyzyjnych. „Agenci wpływu” Gazeta Polska nr 8/2006 r.
     

  • Przeciwnicy nowych przepisów mówią o lustracji totalnej, zwolennicy o ostatecznych porządkach po PRL-u. Kornel Morawiecki, działacz Solidarności Walczącej, nie kryje zadowolenia. - Najważniejsze, by lustracja się zaczęła - mówi. - Ostatnie siedemnaście lat to przecież była parodia. Jak to możliwe, że sąd uwolnił od zarzutu kłamstwa lustracyjnego znanego działacza Solidarności Mariana Jurczyka? Przecież były dokumenty, były jego podpisy. Agenci się nie ujawnili, a dwukrotnie zdążono zmienić definicję współpracy z tajnymi służbami. Krzysztof Kozłowski, pierwszy niekomunistyczny szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jest znacznie ostrożniejszy. - Pracownicy IPN-u nie są najlepszymi osobami do wydawania świadectw moralności. To zaświadczenie, które będzie miało duży wpływ na losy człowieka, jego karierę. Nie chciałbym oddawać takiej władzy w ręce urzędników - podsumowuje. - W tej sytuacji myślę, że jedynym organem zdolnym do wyrokowania jest sąd. Poseł Mularczyk nie ma takich obiekcji. Po pierwszych informacjach na temat nowego pomysłu na lustrację odezwało się do niego sporo osób. Większość z poparciem, kilka z krytyką, że tak późno zabrano się za zmiany. Kilkanaście z pytaniem, po co w ogóle nam lustracja. - Ale to byli przede wszystkim bardzo młodzi ludzie-stwierdza. Archiwa Instytutu Pamięci Narodowej, zdaniem Kozłowskiego, mogą być jednym ze źródeł historycznych. Ale trzeba je konfrontować z wieloma innymi. Słowo Polskie Gazeta Wrocławska 18.02.2006 r.
     

  • „Głos Koszaliński” Czy na Pomorzu Środkowym byli agenci SB w sutannach? Ksiądz biskup ordynariusz Kazimierz Nycz powoła komisję, która zbada peerelowską przeszłość. Teczki duchownych z naszej diecezji znajdują się w archiwach oddziałów Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku i Poznaniu.- Kowisję czeka ogrom pracy. Trzeba przecież to wszystko ściągnąć do Koszalina -tłumaczy ks. Zadarko. - Dzisiaj jeszcze nie mogę powiedzieć, kto będzie uczestniczył w tej komisji. Episkopat dał w tym względzie wolną rękę księdzu biskupowi ordynariuszowi. Głos Koszaliński 18.02.2006 r.
     

  • Tadeusz Lisowicz z Rzeszowa opowiada o swoich kontaktach z SB: - Napisałem jedną notatkę. Ale nikogo nie zdradziłem. Tadeusz Lisowicz: - Nie wiem, co jeszcze gromadziła przeciw mnie SB. Kiedy chciałem sprawdzić swoją teczkę, IPN mi odmówił. Esbek zaproponował, abym pojechał do Warszawy na pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki. Miałem zrobić notatkę, kto z opozycjonistów rzeszowskich był na tym pogrzebie. Esbek obiecał, że wtedy się ode mnie odczepi. Według listy agentów SB. przygotowanej i opublikowanej przez Grupę „Ujawnić Prawdę" przy Zarządzie Regionu ..Solidarności" w Rzeszowie, Tadeusz Lisowicz z Rzeszowa miał pseudonim „Okoń". „Nie wiedziałem, że byłem >Okoniem<” Nowiny Gazeta Codzienna 17.02.2006 r.
     

  • W Domu Kultury w Jaśle otwarto wczoraj wystawę pt. „Tarcza i miecz władzy ludowej. SB na Rzeszowszczyźnie w latach 1957-1989". Niezwykle interesująca ekspozycja, przygotowana przez rzeszowski oddział IPN, odsłania kulisy funkcjonowania państwa totalitarnego, jego struktury oraz metody działania funkcjonariuszy i agentów SB na obszarze dawnego województwa rzeszowskiego. Wystawa obejmuje województwo rzeszowskie (w granicach do 1975 r.) oraz powstałe w 1975 r. w wyniku podziału administracyjnego kraju województwa: krośnieńskie, przemyskie i tarnobrzeskie. Przedstawia struktury, środki i metody pracy operacyjnej stosowane przez SB. Przygotowując wystawę, historycy rzeszowskiego IPN skupili się głównie na funkcjonowaniu policji politycznej, pomijając represyjną działalność milicji, wymiaru sprawiedliwości czy wojska. Wynika to z faktu, że po 1956 r. główną rolę w systemie utrzymania wewnętrznego porządku w PRL odgrywała SB. Na kilkunastu planszach zaprezentowano przeszło 170 fotografii i dokumentów, które obrazują działalność szefów SB szczebla wojewódzkiego, rejonowego i powiatowego, uzupełnionych o ich biogramy. Nasz Dziennik 22.02.2006 r.
     

  • Poznański Czerwiec 1956. Bilans walk wokół gmachu UB to 19 zabitych (33 procent ogółu), w tym 15 cywilów, 2 żołnierzy i 2 funkcjonariuszy UB. Istnieje prawdopodobieństwo, że 4 osoby cywilne zostały zastrzelone przez demonstrantów. Pięć osób zginęło bezpośrednio na ulicy Kochanowskiego (na odcinku między ulicami Dąbrowskiego i Poznańską] i jedna w okolicach tej ulicy (nie wiadomo konkretnie gdzie). W budynku UB zginęły trzy osoby. 2 osoby zostały zabite (6 zostało rannych) w pokoju na 3 piętrze budynku przy ulicy Słowackiego 22. Niewykluczone jest, że strzały te zostały oddane ze stanowiska ogniowego na pobliskim gmachu ZUS. Po 2 osoby odniosły śmiertelne rany na rogu ulic Mickiewicza i Poznańskiej, rogu ulic Kochanowskiego i Dąbrowskiego oraz na terenie garaży UB 1 osoba zginęła na ulicy Poznańskiej i 1 na rogu ulicy Poznańskiej i Jeżyckiej. Rannych zostało 97 osób (25 procent ogółu rannych), wśród których było 74 cywilów (66 mężczyzn i 8 kobiet), 12 funkcjonariuszy UB i 11 żołnierzy. Dziesięciu pracowników UB zostało rannych podczas obrony gmachu, 1 pobito na ulicy, innego pobito w jego mieszkaniu - zaskoczono go podczas snu. Głos Koszaliński 18.02.2006 r.
     

  • Skazany w 1952 r. na 16 miesięcy obozu pracy za słuchanie Radia Wolna Europa Józef M. został we wtorek - po 54 latach - uniewinniony wyrokiem Sądu Najwyższego. Józef M. z Białegostoku w roku 1952 słuchał ze znajomymi audycji w Radiu Wolna Europa, w której mówiono o ewentualnej zmianie sytuacji politycznej w Polsce. Władze PRL oskarżyły i skazały M. wyrokiem Komisji Specjalnej do walki z Nadużyciami na 16 miesięcy obozu pracy. Zarzuty postawiono mu opierając się na dekrecie z 1942 r., mówiącym o "rozpowszechnianiu fałszywych wiadomości w sposób szczególny mogących zaszkodzić bezpieczeństwu państwa polskiego". M. spędził w obozie połowę zasądzonej kary. Kasację jego wyroku do Sądu Najwyższego złożył w ubiegłym roku poprzedni Prokurator Generalny, minister sprawiedliwości Andrzej Kalwas. We wtorek sąd uznał ją za zasadną i uniewinnił Józefa M. Serwis PAP 21.02.2006 r.
     

  • Jan Marks, dziś 86-letni porucznik Armii Krajowej, w 1952 roku wspólnie z przyjaciółmi słuchał audycji w radiu Wolna Europa. Został za to skazany na szesnaście miesięcy obozu pracy. Dopiero wczoraj Sąd Najwyższy go uniewinnił. Jan Marks długo czekał na ten dzień. Już za wolnej Polski, w latach 90. starał się o rehabilitację i zmianę niesprawiedliwego dla niego wyroku. Ale sąd w Białymstoku odrzucił jego wnioski. Uznał, że skoro w latach 50. prawo karne zabraniało słuchania Wolnej Europy, to nie ma podstaw, żeby uznać, że nie złamał prawa. – Uparliśmy się i postanowiliśmy udowodnić, że mamy rację. Dopiero interwencja prokuratora krajowego Karola Napierskiego i jego kasacja w Sądzie Najwyższym odniosły skutek – mówi Tomasz Marks, syn pana Jana. – Od wczoraj mój ojciec może w pełni cieszyć się opinią człowieka nie karanego. Kurier Poranny 22.02.2006 r.
     

  • Wystawę o osławionym X departamencie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - który w okresie stalinowskim tropił "wrogów" wewnątrz partii komunistycznej - otworzy 1 marca w Warszawie Instytut Pamięci Narodowej. Jak podano na stronach internetowych IPN, wystawa prezentuje historię powstania i działalności szczególnej pod wieloma względami jednostki organizacyjnej MBP. Utworzona w październiku 1948 r. - najpierw jako grupa specjalna, od marca 1950 r. jako Biuro Specjalne, a od grudnia 1951 r. jako departament - otrzymała zadanie "oczyszczenia" szeregów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej z "agentów, prowokatorów oraz członków odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego". X departament miał własny wydział śledczy, własny pawilon w więzieniu mokotowskim oraz własne tajne więzienie w willi w Miedzeszynie pod Warszawą. Pierwszymi, którzy tam trafili, byli wiceministrowie Alfred Jaroszewicz i Włodzimierz Lechowicz. Obaj byli agentami NKWD. Podczas otwarcia wystawy w Muzeum Niepodległości przewidziano m.in. wystąpienie prezesa IPN Janusza Kurtyki oraz referaty Roberta Spałka i szefa warszawskiego oddziału IPN prof. Jerzego Eislera. Serwis PAP 22.02.2006 r.
     

  • „Gazeta Wyborcza” zamieszcza wyjaśnienie Wydziału Prasowego IPN związku z artykułem „Lotne brygady IPN ruszyły w Polskę” zamieszczonym w GW z dnia 11/12.02.2006 r. M.in.: Przepis art. 30 ustawy o IPN nie nakazuje składania wniosku o ustalenie statusu pokrzywdzonego w siedzibie IPN bądź w siedzibie oddziału IPN. Przepis ten formułuje jedynie nakaz osobistego złożenia wniosku. Z względu na stan zdrowia Wnioskodawcy ustawodawca przewidział też możliwość osobistego odbioru wniosku w miejscu pobytu Wnioskodawcy. Ustawa zapewnia każdemu prawo wystąpienia z pytaniem do Instytutu Pamięci Narodowej, czy jest pokrzywdzonym w rozumieniu ustawy. W wielu przypadkach ubóstwo, wiek lub zły stan zdrowia stoi na przeszkodzie realizacji tego prawa szczególnie w środowiskach lokalnych głęboko często zaangażowanych w działanie na rzecz niepodległości i wolności. Dlatego też oczywiste wydaje się stworzenie przez IPN możliwości realizacji tego zapisu ustawy. Gazeta Wyborcza 22.02.2006 r.
     

  • „Gazeta Polska” zamieszcza wyjaśnienie Wydziału Prasowego IPN do wywiadu z Panią Krystyną Mokrosińską, prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich pt.: „Dziennikarze jak >żona Cezara<”. M.in.: Wydział Prasowy IPN informował red. Jacka Sobalę z TV Puls, iż Instytut Pamięci Narodowej nie jest organem lustracyjnym. Zagadnienia te leżą w zakresie działalności Rzecznika Interesu Publicznego. Natomiast kwestie zmian w ustawie lustracyjnej, które również dotyczyłyby dziennikarzy, zależą od decyzji politycznych i inicjatywę w tej sprawie mają kluby parlamentarne. W informacji IPN nie zostało użyte stwierdzenie iż „lustracja dziennikarzy jest wewnętrzną sprawą” środowiska. IPN jako instytucja nie powinna być oficjalną stroną w debatach lustracyjnych. Prezes Instytutu wielokrotnie podkreślał, iż przy obecnym stanie prawnym najlepszą formą odkrywania przeszłości, dla różnych środowisk, jest występowanie do IPN z wnioskiem o status pokrzywdzonego i konfrontowanie uzyskanych informacji przez osoby z tych środowisk. Gazeta Polska nr 8/2006 r.

do góry