Co? Gdzie? Kiedy?


Twoje skróty

Dodaj link

OSTATNI LEŚNI - MAZOWSZE I PODLASIE W OGNIU 1948-1953



Zamiast wstępu
Z instrukcji MBP: "Grupa operacyjna w terenie":
"Grupa operacyjna w zagrożonym terenie, w rozumieniu niniejszej instrukcji prowadzi nie tylko akcje typu wojskowo - operacyjnego, zasięg działalności jej bowiem nie ogranicza się wyłącznie do rozwiązania pewnych problemów taktycznych - sięga głębiej i utożsamia się prawie z tak zwaną "pacyfikacją terenu" najszlachetniej pojętą.


Każda banda musi otrzymać swój sztab operacyjny, który niczym innym się nie zajmując będzie tak długo tropił bandę, dopóki jej ostatecznie nie zlikwiduje.
Każda grupa operacyjna winna prowadzić walkę z bandą systemem jak największej ofensywy, tzn. nie czekając na jakąś akcję ze strony bandy, szukać jej i śmiało atakować. Urządzać zasadzki i inne kombinacje, w ten sposób banda byłaby systematycznie niszczona.
Jeśli chodzi o pomoc do życia okazywaną przez krewnych poszczególnym członkom bandy, jak np. nakarmienie znajomego członka lub krewnego, udzielanie mu noclegu itp., to /.../ do zastosowania represji wymagane jest, aby ta pomoc nie miała charakteru doraźnego, lecz odbywała się więcej niż jeden raz. Z uwagi na rozmiary i stopień szkodliwości jaki dla RP stanowią wszelkie formy pomocy bandytom - należy w każdym wypadku reagować na tego typu przestępstwa przez aresztowanie osoby podejrzanej.
Stanowczo każda akcja musi być pościgiem, doprowadzona do ostatecznego zlikwidowania bandy. Przerwanie akcji po rozproszeniu się bandy należy traktować jako przestępstwo.
Dało się zauważyć, że nie wszędzie przejęto się zasadą poprawnej postawy wobec ludności cywilnej. Zanotowano wiele wypadków rekwizycji i bezprawia".

Czas wielkich polowań - operacja "Z"
W listopadzie 1947 r. Państwowa Komisja Bezpieczeństwa kierująca walką z podziemiem niepodległościowym wydała nowe "wytyczne operacyjne" na okres zimowy 1947 - 48 r. Cały kraj podzielony został na trzy strefy oznaczone kryptonimami "A, "B" i "C". Województwa warszawskie, białostockie i olsztyńskie znalazły się w strefie "C". Władze bezpieczeństwa oceniały siły podziemia zbrojnego na tym obszarze tylko na około 260 partyzantów. Nie przeszkodziło to jednak w zorganizowaniu wiosną 1948 r. przez dowództwo KBW w porozumieniu z MBP dwóch wielkich operacji pacyfikacyjnych oznaczonych kryptonimami: "P" i "Z", w których wzięło udział po około 1500 - 2000 żołnierzy, nie licząc towarzyszących im kilkusetosobowych pododdziałów operacyjnych MO i UB.
Głównym celem pierwszej z operacji, zorganizowanej na terenie pogranicza województw: warszawskiego, olsztyńskiego i białostockiego (łącznie 8 powiatów) było rozbicie dwóch okręgów NZW: nr 23 oraz nr 16. W trakcie trwających trzy miesiące działań udało się jej dowództwu osiągnąć znaczące sukcesy. Likwidacji uległ nie tylko sztab Okręgu Warszawskiego NZW z por. Józefem Kozłowskim "Lasem". Polegli także komendanci: Okręgu Białostockiego NZW płk Władysław Żwański "Błękit" oraz Okręgu Mazowsze Zachodnie NZW (nr 23) por. Franciszek Majewski "Słony".


Druga z operacji, obejmująca obszar siedmiu pogranicznych powiatów województw: warszawskiego, lubelskiego i białostockiego, wymierzona była przede wszystkim przeciwko pododdziałom 6 Brygady Wileńskiej dowodzonej przez kpt. Władysława Łukasiuka "Młota". W jej wyniku rozbiciu uległy dwa szwadrony tejże brygady oraz część z wchodzących w jej skład patroli dywersyjnych działających po prawej stronie Bugu.


Pomimo zastosowania w trakcie obydwu operacji masowych represji, morderstw, aresztowań, rabunków, palenia gospodarstw osób podejrzanych o wspieranie partyzantów, siłom bezpieczeństwa nie udało się jednak uzyskać w pełni zamierzonych efektów. W terenie w dalszym ciągu pozostawali m.in.: Wiktor Stryjewski "Cacko", Witold Borucki "Babinicz", Mieczysław Dziemiszkiewicz "Rój", Władysław Łukasiuk "Młot", dowódca rezerw 6 Brygady Wileńskiej na lewobrzeżnym Podlasiu Józef Ludwik Małczuk "Brzask" oraz, zyskujący od tego momentu pierwszoplanową rolę w konspiracji niepodległościowej na pograniczu białostocko - warszawskim, Kazimierz Kamieński "Huzar". Co było jednak znacznie ważniejsze - w przypadku obydwu obszarów władzom bezpieczeństwa nie udało się także złamać poparcia jakiego od 1944 r. konsekwentnie udzielała partyzantom AK - ROAK - WiN, czy też NZW patriotycznie nastawiona ludność Mazowsza i Podlasia. Postawa taka widoczna była w kolejnych meldunkach dowódców KBW biorących udział w obławach:
Gminy pow. Wysokie Mazowieckie i Bielsk Podlaski - informował dowódca 2 Brygady KBW - są zamieszkałe w 60% przez tzw. szlachtę, która w większej części jest wrogo ustosunkowana do obecnej rzeczywistości. Uprzedzający stosunek ludności wypływa z nieuświadomienia, ponieważ dotychczas mało wysiłku położono w kierunku upolitycznienia wsi, tak ze strony wojska, jak i partii politycznych. Biedota wiejska jest natomiast pod wpływem kłamstw rzucanych przez bandy, duchowieństwo oraz inne osoby o poglądzie wybitnie reakcyjnym. Kłamstwa te przejawiają się w szerzeniu fałszywej propagandy o trzeciej wojnie, kołchozach, przesunięciu na korzyść ZSRR granicy itp."
Niezależnie od amnestii i poprzednich operacji - meldował z kolei szef sztabu 1 Brygady - teren tych p

owiatów [Węgrów i Sokołów Podlaski] był terenem działania band politycznych i rabunkowych. Ludność cywilna była przesiąknięta w większej części propagandą antyrządową, względnie przez miejscowe elementy reakcyjne. [...] Powyższe fakty stworzyły w terenie dodatnie podłoże dla rozwoju bandytyzmu [sic] jak i też utrudniały w dużym stopniu likwidację podziemia przez aparat bezpieczeństwa, organy MO jak też i wojska KBW
Przez cały czas trwania operacji dowództwo KBW kładło bardzo duży nacisk na zindoktrynowanie biorących udział w obławach żołnierzy. W jednym z meldunków pisano wręcz, iż "żołnierze rozumieją ważność swoich zadań i są przepojeni nienawiścią do band". Pochwalano przypadki bezwzględności takie jak np. wykonanie szczególnie brutalnych, "ponadplanowych" rewizji, czy też celne strzelanie do uciekających mieszkańców - podając je w sprawozdaniach jako prawidłowe zachowanie żołnierzy podczas operacji w terenie. Znamienne w tym kontekście są informacje o stale utrzymującym się, pomimo represji, wrogim stosunku miejscowej ludności do sił komunistycznych: Napotkano tu na bojaźliwy i nieufny stosunek ludności do wojska - napisano w sprawozdaniu z pierwszej fazy operacji - co z kolei należy tłumaczyć tym, że rejony te są ośrodkiem dyspozycyjnym i terytorialnym bandy "Młota". Pomimo zastosowania pokaźnego arsenału środków operacyjnych nie zdołano jeszcze przełamać stosunku mieszkańców do obecnej rzeczywistości. Dlatego też w bieżącym planie działania jednym z zasadniczych celów jest jeszcze głębsze przeoranie tego terenu i zmobilizowanie wszystkich środków zdobytych w początkowej fazie operacji do czynnej walki z bandytyzmem. Analiza postępowania oparta na doświadczeniach wniosła cały szereg nowych momentów jak np.: bardziej dokładnej i bezwzględnej rewizji u osób wytypowanych przez organa UB jak i u tych osób, u których w trakcie prowadzenia operacji znaleziono broń i materiały wojskowe.
Sposób traktowania przez żołnierzy i funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa "zwykłej" ludności cywilnej podczas takich akcji doskonale ilustrują wspomnienia jednej z tysięcy ofiar:
W 1948 roku zostałem znów aresztowany za AK, że wiem, gdzie ukrywają się partyzanci. Zaczęło się śledztwo, rozebrali do naga, bardzo zbili kijami do nieprzytomności i skopali. Jeden z polskich oficerów, a raczej tylko w polskich mundurach, usiadł mi na głowie, a drugi na nogach. [...] 10 kwietnia 1948 r. na rozkaz porucznika Alieksieja KBW rozebrało i zniszczyło wszystkie nasze budynki w Lubowiczu - mieszkanie, oborę, chlew, spichlerz i stodołę. Zostaliśmy pod gołym niebem, sąsiedzi nocami pomagali naprawiać budynki, ale w maju po raz drugi zniszczyli wszystko i przykazali ludności, że jak będą pomagali, to całą wieś zniszczą. Mój ojciec był wspaniałym, lubianym i szanowanym człowiekiem, miał już 85 lat, więc sąsiedzi z całej wsi znów się zebrali i w parę dni naprawili budynki w siedemdziesięciu procentach.


Jednoznacznie wrogie wobec komunistów stanowisko większości społeczeństwa Podlasia sprowokowało władze do powtórzenia pacyfikacji - na jeszcze większą niż dotąd skalę. Przeciwko liczącym już tylko kilkunastu partyzantów patrolom kpt. "Huzara" rzucono w październiku 1951 r. w ramach operacji "Narew" 7 batalionów KBW w sile około 3000 żołnierzy. W czasie trwających rok działań grupy operacyjne KBW, UBP i MO przeprowadziły w sumie ponad 1800 akcji specjalnych, zatrzymały blisko 1000 osób podejrzanych o współpracę z podziemiem niepodległościowym, zabiły w trakcie przypominających "polowania z nagonką" obław blisko 30 ostatnich partyzantów Białostocczyzny i Podlasia.
Na Mazowszu Północnym opór także "tlił się" jeszcze bardzo długo. Po schwytaniu Wiktora Stryjewskiego "Cacki" oraz śmierci Mieczysława Dziemiszkiewicza "Roja", aż do wiosny 1953 r. dotrwał ze swoją siedmioosobową grupą Wacław Grabowski "Puszczyk". Podobnie jak i jego poprzednicy, nie miał jednak żadnych szans w starciu z wysłaną przeciw sobie 1300 osobową obławą I Brygady KBW.

PODLASIE
6 Brygada Wileńska

6 Brygada Wileńska utworzona została zimą 1946 r. na bazie samodzielnego oddziału ppor. Lucjana Minkiewicza "Wiktora", pozostałego po rozwiązanym jeszcze jesienią 1945 r. 1 szwadronie 5 Brygady Wileńskiej. W rozkazie z 26 lutego 1946 r. nadającym wspomnianemu oddziałowi nazwę tej tak zasłużonej dla kresowej konspiracji niepodległościowej jednostki mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" pisał:
Po długich miesiącach zimowych Waszej tułaczki i osamotnienia w terenie przyszedł znowu czas, że przychodzę do Was i dane mi jest dowodzić Wami w dalszym ciągu. /.../ Jesteście teraz 6-ta Brygadą Wileńską pod dowództwem Waszego dotychczasowego dowódcy "Wiktora" /Lucjana Minkiewicza/. /.../ Czekają nas jeszcze ciężkie chwile, ale przetrwamy - wszak przetrwaliśmy już tyle - zwyciężymy, bo jesteśmy żołnierzami 5-ej, a obecnie 6-ej Brygady Wileńskiej.
Ponowne nawiązanie łączności z pozostającym wówczas na Pomorzu Gdańskim dowódcą 5 Brygady Wileńskiej oznaczało w praktyce przejście oddziału ppor. "Wiktora" pod dowództwo eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK, w komendzie którego mjr "Łupaszka" pełnił funkcję dowódcy partyzantki. W ramach tej poakowskiej struktury 6 Brygada Wileńska funkcjonowała aż do lata 1948 r., stając się powoli dominującym oddziałem niepodległościowego podziemia na prawo i lewobrzeżnym Podlasiu.


W 1946 r. tworzyły ją początkowo trzy drużyny, przekształcone następnie w kadrowe szwadrony. Pierwszym z nich dowodził pochodzący z Wileńszczyzny kpr. Janusz Rybicki "Kukułka", drugim b. członek AK z Obwodu Wysokie Mazowieckie st.sierż. Walerian Nowacki "Bartosz", trzecim zaś pochodzący również z kresów północno - wschodnich st.sierż. Józef Babicz "Żwirko". Oprócz tych pododdziałów stale w terenie operował także kilkuosobowy patrol żandarmerii dowodzony najpierw przez sierż./ppor. Władysława Wasilewskiego "Grota", a następnie sierż/ppor. Antoniego Borowika "Lecha", mający za zadanie zwalczanie pospolitego bandytyzmu oraz agentury resortu bezpieczeństwa.


W 1947 r. struktura i obsada 6 Brygady Wileńskiej uległy zasadniczym zmianom związanym przede wszystkim z realizowaną w terenie ustawą amnestyjną. W przeciwieństwie do Komendy Okręgu Białostockiego WiN, na obszarze którego brygada głównie działała, jej dowództwo nie zdecydowało się na ujawnienie. Decydujący wpływ na podjęcie takiej decyzji miała postawa samego mjr Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" oraz dowodzącego od października 1946 r. oddziałem kpt. Władysława Łukasiuka "Młota". Obydwaj oficerowie nie wierzyli w możliwość zalegalizowania siebie oraz swoich podkomendnych w komunistycznej rzeczywistości, słusznie przewidując dalszą eskalację represji. Ostatecznie, na prośbę pierwszego dowódcy 6 Brygady - ppor. "Wiktora", przyjęto rozwiązanie kompromisowe - zezwalające na ujawnienie się szeregowych członków oddziału. Ppor. Lucjan Minkiewicz otrzymał również pozwolenie wysłania do MBP pisma zawierającego warunki na jakich dowództwo partyzantki wileńskiej gotowe było zaprzestać dalszej działalności bojowej.
"Do Ministra Bezpieczeństwa Publicznego. Na propozycję Pana z dn. /fragment nieczytelny - od aut./ 1946 r. odpowiadam, że jestem skłonny ujawnić oddziały Brygad Wileńskich o ile Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zagwarantuje:
* Zwolnienie wszystkich uwięzionych żołnierzy Brygad Wileńskich
* Zabezpieczy zaopatrzenie rodzin po poległych żołnierzach Brygad Wileńskich na równi z rodzinami po poległych żołnierzach WP
* Uznanie stopni i odznaczeń
* Bezwzględne bezpieczeństwo dowódcom i żołnierzom i współpracownikom Brygad Wileńskich
* Zabezpieczenie dostatecznych warunków pracy żołnierzy Brygad Wileńskich
* Uznanie ciężko rannych na prawach inwalidów wojennych
Na propozycje te nie otrzymano żadnej odpowiedzi.
Decydując się na dalsze prowadzenie działalności niepodległościowej dowódca 6 Brygady Wileńskiej kpt. "Młot" starał się maksymalnie poszerzyć rejon działania swojego oddziału, przejmując nieujawnione struktury WiN m.in. na prawy brzegu Bugu. W ten sposób w skład brygady weszli:
* por. Ludwik Małczuk "Brzask" - jako dowódca rezerw w Obwodzie Sokołów Podlaski (wraz z patrolami dywersyjnymi dowodzonymi przez Kazimierza Wyrozębskiego "Sokolika")
* plut. Eugeniusz Korzeniewski "Ryg" - jako dowódca rezerw w Obwodzie Bielsk Podlaski
* ppor. Czesław Skup "Szpieg" - jako dowódca rezerw w powiecie Siedlce
* ppor. Janusz Kotowski "Mściciel" jako dowódca rezerw w pow. Węgrów i Mińsk Mazowiecki
* "resztki" oddziału partyzanckiego WiN por./kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" z Obwodu Wysokie Mazowieckie.
Zmianie uległa również obsada stanowisk dowódczych w zasadniczych pododdziałach brygady. Po śmierci st. sierż. "Żwirki" - 17 lutego 1947 r. w Kiełpińcu, dowództwo 3 szwadronu przejął sierż./ppor. Antoni Borowik "Lech", patrolu żandarmerii natomiast ppor. Antoni Wodyński "Odyniec".
W 1948 r. w skład 2 szwadronu 6 Brygady Wileńskiej wchodzili: ppor. Walerian Nowacki "Bartosz", dowódcy drużyn: 1 - st. sierż. Witold Goldzisz "Radio" (przeszedł do 3 szwadronu), 2 - sierż. Mieczysław Magadzia "Wilan", sierż. Józef Adamowicz "Szpak", plutonowi: NN "Mściciel", Rejtan Mickiewicz "Wichura", Józef Oksiuta "Pomidor", NN Marian "Pogrom" vel "Maniuś", kaprale: Adam Ratyniec "Lampart", Kazimierz Ilczuk "Sęp", Franciszek Biercewicz "Franek Wileńszczak", Stanisław Boś "Skoczek" vel "Młody", Stanisław Kobyliński "Migdał", Marian Giereło "Puszkin" vel "Pszczółka", Jan Czajka "Znicz", Aleksander NN "Marynarz", NN "Antoś", NN "Akacja", NN "Adam", NN "Brzoza", NN "Błyskawica", NN "Michał", NN "Wilja", NN "Żubr", st. strzelcy i strzelcy: Zygmunt Szmurło "Kogut", NN "Jasio", NN "Kazio", NN "Jeleń", NN "Badyl".
W 3 szwadronie służyli: ppor. Antoni Borowik "Lech", kpr. pchor. Stanisław Bogdaniuk "Ostoja", kpr. pchor. Eugeniusz Daniluk "Dąbek", sierż. Kazimierz Szuligowski "Tygrys", plut. Stanisław NN "Wilk", plut. Rajmund Drozd "Mikrus", kpr. Jerzy Ostaszewski "Szarak", kpr. Antoni Plewko vel Stanisław Karpiński "Węgorz" (zdrajca), strzelcy - Józef Klimiuk "Kuba", NN "Orzełek", NN "Śmiały", od marca 1948 r. st. sierż. Witold Goldzisz "Radio" i Czesław Pilecki "Jaskółka", a także NN "Fredek" z oddziału "Huzara". W grupie "sztabowej" znajdowali się kpt. Władysław Łukasiuk "Młot", ppor. Witold Buczak "Wujo", "Ponury" (z oddziału "Huzara"), ppor. Henryk Wieliczko "Lufa", ppor. Antoni Wodyński "Odyniec". Do 2 szwadronu dołączali okresowo por. Józef Ludwik Małczuk "Brzask" oraz plut. Kazimierz Wyrozębski "Sokolik" z kilkoma żołnierzami patroli sokołowskich.
W składzie tym 6 Brygada Wileńska dotrwała do, zorganizowanej wiosną 1948 r. przez dowództwo KBW i kierownictwo MBP, Operacji "Z". W terenie pojawiły się liczne grupy operacyjne KBW z 1, 2 i 3 Brygady poszukujące śladów obecności partyzantów. Atmosferę grozy tamtych dni doskonale ilustrują zapiski z dziennika prowadzonego przez dowódcę 3 szwadronu ppor. "Lecha":
Poniedziałek, 1.03.1948 r. Kolonia Dworaki - Staśki - alarm, wycofanie się oddziału /.../, Wtorek, 2.03.1948 r., Ryzdzie?- Wojtyły - dzień przeszedł bardzo spokojnie. Piątek, 5.03.1948 r. Kolonia Radziszewo - Sieniawa - z samego rana wojsko wlazło na naszą kwaterę, wartownik z rkm-u ostrzelał. Kolonia Spieszyn - alarm po rozejściu. Sobota, 6.03.1948 r. Kolonia Puchały - o godzinie 2:00 alarm, 2-ch wojskowych przyszło na sąsiednią kwaterę, postanowiliśmy ich rozbroić i czekaliśmy na kwaterze. Niedziela, 7.03.1948 r. Kolonia Siekluki - alarm wojsko przejechało tuz koło nas - nie zauważyli".
Wzrastający nacisk sił resortu bezpieczeństwa już zimą 1948 r. potwierdzał również w swoich listach kpt. "Młot":
"Kochany Antosiu /pisał do ppor. Antoniego Borowika "Lecha" 15 marca 1948 r./ Tak dawnośmy się nie widzieli, myślałem, że teraz się spotkamy, lecz jest to niemożliwością obecnie i prawdopodobnie nieprędko się spotkamy. W tych dniach znowu wyjeżdżam i nie wiem kiedy tu wrócę, prawdopodobnie po świętach. [...] Bug obecnie obsadzili, prawdopodobnie po twoich robotach koło Siemiatycz, że dla mnie po prostu jest niemożliwością go przekroczyć w tych miejscach gdzie mnie potrzeba, bardziej ze względu na różnych znajomych aniżeli na wojsko. Za Bugiem w rejonie Mężenina i Tokar jest bardzo źle, ludność sterroryzowana w okropny sposób, wszystkie nasze poruszenia przed rozstaniem się z Waldkiem [ppor. "Bartoszem"] są rozpoznane.


Tam, gdzie mieliśmy świętami się spotkać, spotkania nie będzie. Święta będziesz musiał sam urządzić i spędzić. Staraj się wybrać jakieś spokojne miejsce, kartek do Drohiczyna nie posyłaj, gdyż powsypujesz ludzi. Jak najwięcej z ludźmi załatwiaj sam i w największej tajemnicy. Posługiwanie się ludźmi prowadzi do wsyp, a ludzi do więzienia. Za Bugiem prawie wszyscy ludzie przez to posyłanie powsypywali się i obecnie nie ma prawie człowieka, którym by można było posłużyć się. Naszym zadaniem obecnie jest przechować się i pomóc innym przeczekać ten trudny okres, a nie dawanie powodów do maltretowania i aresztowania ludzi. Dlatego też, według rozkazu Komendy [Wileńskiej] nie można nam obecnie, ani też w razie rozpoczęcia się działań wojennych, prowadzenia jakichkolwiek akcji dywersyjnych. Nasza "robota" się rozpocznie, gdy działania wojenne będą na ukończeniu. W razie ogłoszenia mobilizacji nie możemy nawoływać do niestawienia się i wciąganie ich w swoje szeregi, lecz swoim ludziom można radzić, by jak tylko mogą przechowywali się własnymi możliwościami i do wojska nie stawiali się.
Obecnie jest największe natężenie obław i dlatego należy zachować się jak najspokojniej, by nie dawać im powodów do represji i nie dawać im śladu, gdyż to bardzo im na rękę.


Po udanej akcji ekspropriacyjnej na wagon pocztowy k/ mostu we Fronołowie 24 kwietnia 1948 r. 3 szwadron ukrył się w lasach pomiędzy Siemiatyczami i Mielnikiem. Nacisk sił resortu bezpieczeństwa w terenie był jednak tak silny, że ppor. Antoni Borowik "Lech" 1 maja podjął decyzję o wycofaniu się na lewy brzeg Bugu - na teren powiatu Sokołów Podlaski. Decyzja ta okazała się niestety fatalna w skutkach. Obszar lewobrzeżnego Podlasia był bowiem jeszcze bardziej "nasycony" wojskiem niż część białostocka. Sytuacje tę tak wspominał jeden z partyzantów Rajmund Drozd "Mikrus": "Teren powiatu Sokołów Podlaski zapchany wojskiem. W nocy zasadzki, w dzień penetracja wsi. Dochodząc do wsi Sabnie natknęliśmy się na zasadzkę. Krótka wymiana ognia szperaczy z KBW i odskok szwadronu w podmokły lasek przy torach kolejowych, gdzie przesiedzieliśmy do zmierzchu. Potem kierując się na Wrotnów, dotarliśmy na kolonię w lesie, gdzie posililiśmy się za jednym zamachem śniadaniem, obiadem i kolacją. Po opuszczeniu tej kolonii w odległości około kilometra natknęliśmy się po raz wtóry na okopującą się zasadzkę. Była wielka i chaotyczna strzelanina. Starcia z kolejnymi zasadzkami sprawiły, że ppor. "Lech" zdecydował się na podział 3 szwadronu na szereg kilkuosobowych patroli, które samodzielnie miały przebijać się w rejon miejscowości Stoczek, gdzie zarządzono najbliższą koncentrację. Sam Antoni Borowik podążył na nią w towarzystwie NN "Orzełka" oraz Kazimierza Szuligowskiego "Tygrysa". W tym samym czasie właśnie ze Stoczka wyjechało jednak w teren kilka grup rajdowych KBW, które zorganizowały w okolicznych lasach sieć zasadzek. Na jedną z nich 7 maja 1948 r. natknął się patrol ppor. "Lecha". On sam będąc okrążony zdecydował się na popełnienie samobójstwa - rozrywając się granatem. Rozbitków z 3 szwadronu starał się zorganizować na powrót zastępca ppor. Antoniego Borowika kpr. pchor. Stanisław Bogdaniuk "Ostoja". Już 27 maja 1948 r. jego sześcioosobowa grupa została jednak wykryta przez oddziały KBW w rejonie miejscowości Hołowczyce i rozproszona (sam "Ostoja" według jednej z wersji - kilka dni potem popełnił samobójstwo na jednej z wysp na Bugu).


Szwadronowi ppor. Waleriana Nowackiego "Bartosza" udało się przetrwać pierwsze dwa pierwsze miesiące Operacji "Z" prawie bez strat. Ukrywał się on wówczas głównie na terenach nadbużańskich (w rejonie Mężenina). Do pierwszego z szeregu starć z grupami operacyjnymi KBW i UB doszło dopiero w drugiej połowie czerwca 1948 r. - przede wszystkim za sprawą zdrady jednego z partyzantów - Stanisława Kobylińskiego "Migdała", który dobrowolnie zgłosił się do dowódcy KBW w Sarnakach - oferując pomoc w osaczeniu grupy wileńskiej. "Pokazałem majorowi miejsce postoju bandy na mapie - relacjonował on później w specjalnym raporcie - Major wysłał por[ucznika] ze mną i 35-ciu ludzi na miejsce kwaterunku bandy, a sam udał się z resztą wojska obstawić [las] od strony Rudy Instytutowej. Po dojściu na miejsce wskazałem porucznikowi gdzie to jest i porucznik poszedł ze mną na zwiady, a wojsko szło za nami. Dochodząc do miejsca kwaterunku bandy, zauważyliśmy jak jeden z bandy w koszuli i z pistoletem przy pasie brał wodę z rowu. Myśmy się cofnęli, czekając aż on odejdzie do bandy. Porucznik począł rozstawiać wojsko, 3/4 miejsca zostało obstawione, a [w] nie obstawione miejsce od strony północnej posłał porucznika i 6 żołnierzy w celu obstawy. /.../ Oficer z wojskiem wycofał się biegiem do porucznika d[owód]cy całości, a ten wraz ze mną i jednym żołnierzem udał się do Rudy Instytutowej - do majora. Odchodząc wydał rozkaz do oficera, ażeby uważać na bandę i starać się [jej] nie przepuścić. Major po przybyciu nas zarządził okrążenie i ruszyliśmy w stronę bandy. Po przybyciu na miejsce postoju bandy, bandy już nie było.
Pomimo wyrwania się z okrążenia 2 szwadronowi nie udało się już oderwać od ścigających go - coraz większych sił KBW. Do akcji przeciw niemu weszło w sumie 30 plutonów wojska (tj. 900 żołnierzy). Po kolejnej potyczce - 22 czerwca 1948 r. na terenie gminy Łosice kpt. "Młot" i ppor. "Bartosz" podjęli decyzję o tymczasowym podziale szwadronu na kilka patroli, które miały samodzielnie przedzierać się za Bug. Jednym z nich w składzie: "Mściciel", "Pogrom" vel ""Marian" oraz NN dowodził osobiście ppor. Walerian Nowacki. Dnia 3 lipca 1948 r. został on zlokalizowany przez resort bezpieczeństwa dzięki donosowi Kazimierza K/.../ we wsi Krawce. "Dnia 3.7.1948 r. Sztab GO "A - A-1" otrzymał wiadomość od mieszkanki wsi Krawce, że w w/w miejscowości (kw. 70-80) kwateruje banda uzbrojona w pistolety w nieznanej ilości. Zorganizowano natychmiast akcję, polegającą na okrążeniu m. Krawce w czasie czego grupa została zauważona przez bandytów, którzy rzucili się do ucieczki, lecz dzięki należytemu okrążeniu żaden z nich nie wydostał się na zewnątrz. Po krótkotrwałej walce, którą przyjęli bandyci, wszyscy zostali zabici, którymi okazali się: "Bartosz", "Mściciel", "Marian" z bandy "Młota". W czasie akcji zdobyto: 3 pistolety, 1 granat i torbę polową z dokumentami i fotografiami bandy, oraz ujęto 1-go bandytę o nieustalonym nazwisku i pseudonimie.
Przydzielony w ostatnim czasie do 2 szwadronu ppor. Henryk Wieliczko "Lufa" również nie przetrwał operacji "Z". Dnia 23 czerwca 1948 r. został aresztowany na dworcu w Siedlcach podczas powrotu z wizyty u śmiertelnie chorego ojca w Lublinie. UB nie miało problemu z jego identyfikacją. Dokładny opis jego wyglądu dostarczył resortowi zdrajca z oddziału ppor. "Bartosza", Stanisław Kobyliński "Migdał". Nie był to niestety jedyny przykład zdrady partyzantów 6 Brygady. Już na samym początku operacji do posterunku MO w Platerowie zgłosił się dobrowolnie kpr. Antoni Plewko vel Stanisław Karpiński "Węgorz". W zamian za "cenę życia" dostarczył on resortowi bezpieczeństwa wielu cennych informacji o siatce terenowej 6 Brygady. W późniejszym okresie, już jako funkcjonariusz UB brał udział w działaniach operacyjnych przeciw żołnierzom 6 Brygady, m.in. 16 czerwca 1948 r. w zamordowaniu na kolonii Oleksin Marii Ryczkowskiej oraz plut. Eugeniusza Korzeniewskiego "Ryga".
Struktury sokołowskie: "Brzask", "Sokolik" i inni.
Por. Józef Ludwik Małczuk "Brzask" był kluczową postacią dla konspiracji wileńskiej na lewobrzeżnym Podlasiu. Pochodził z rodziny o silnych patriotycznych tradycjach. Jeden z jego braci poległ w czasie wojny obronnej Polski w 1939 r., drugi Henryk - żołnierz AK WiN, został aresztowany przez UB, a następnie skazany w trybie doraźnym w procesie pokazowym 7 lutego 1946 r. w Sokołowie Podlaskim i nazajutrz stracony. On sam również padł ofiarą represji resortu bezpieczeństwa. Od prawdopodobnej śmierci uratowali go koledzy z partyzantki, organizując 13 kwietnia 1945 r. pod Mołomłotkami zasadzkę na konwój, w którym był przewożony. Doświadczenia te spowodowały, że jako komendant rejonu siatki terenowej WiN nie zdecydował się na ujawnienie w ramach amnestii lutowej 1947 r. Jeszcze w 1946 r. nawiązał kontakt z kpt. Władysławem Łukasiukiem "Młotem", tworząc na jego rozkaz samodzielną strukturę terenową w powiecie sokołowskim. Formalnie podlegały mu także patrole bojowe plut. Kazimierza Wyrozębskiego "Sokolika". W 1947 r. pododdziały te liczyły od 10 - do 12 partyzantów. Służyli w nich m.in.: Tadeusz Domżalski "Rekrut", Józef Oleksiak "Wichura", Arkadiusz Czapski "Arkadek", "Tajfun", "Murat", Józef Rostek "Iskra", Tadeusz Stefaniuk "Stal", Jan Czarnocki "Huragan", Józef Czarnocki "Mlon", Kazimierz Pawluczak "Kruk", Władysław Strzałkowski "Kometa", "Włodek", Antoni Dioniziak "Gołab", Marian Szychta "Szpak", NN "Sten", a w 1948 r. także NN "Pokrzywa" (z okolic Węgrowa). Przez cały okres swojej działalności w ramach 6 Brygady patrole "Sokolika" wykazywały się niezwykłą jak na panujący wówczas terror aktywnością. Jesienią 1947 r. wykonały szereg spektakularnych akcji. Dnia 9.11.1947 r. 3 partyzantów pod dowództwem Józefa Oleksiaka "Wichury" rozbroiło posterunek MO w Chruszczewce, zdobywając 2 rkm, 4 PPSz i 2 pistolety, 20.11.1947 r. patrol "Sokolika" wykonał akcję w gminnym miasteczku Jabłonna Lacka, w trakcie której rozbroił posterunek MO oraz zabrał produkty z miejscowej spółdzielni. W dniu 26.11.1947 r. stoczył w Dzierzbach potyczkę z milicją, zaś 3.12.1947 r. wykonał kolejną akcję w Jabłonnej Lackiej, ostrzeliwując tamtejszy posterunek MO. W dniu 12.12.1947 r. "Sokolik" i "Kruk" zlikwidowali w Kosowie Lackim dwóch funkcjonariuszy PUBP z Sokołowa Podlaskiego - Edwarda Konopkę i Czesława Łopana. W związku z prowadzona działalnością niepodległościową Kazimierz Wyrozębski stał się jedną z najbardziej poszukiwanych osób na lewobrzeżnym Podlasiu. Nie mogąc doprowadzić do jego schwytania, UB poddało represjom jego rodzinę. Brat Mieczysław, nie mający jakichkolwiek związków z partyzantką skazany został już w styczniu 1947 r. przez sąd doraźny na karę śmierci i stracony. Dla celów propagandowych resort bezpieczeństwa starał się powiązać jego sprawę z zabójstwem 8 aktywistów PPR - współpracowników PUBP z Sokołowa Podlaskiego (tzw. robotników z Chodakowa). W rzeczywistości akcję na grupę agitacyjną PPR przeprowadził 12 grudnia 1946 r. 2 szwadron 6 Brygady Wileńskiej dowodzony przez ppor. Waleriana Nowackiego "Bartosza". Dodatkowo, dnia 24 grudnia 1947 r. aresztowana została także na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej matka "Sokolika".
Rozpoczęcie operacji "Z" na terenie powiatu Sokołów Podlaski spowodowało, że plut. Kazimierz Wyrozębski "Sokolik" zdecydował się, podobnie jak i dowódcy szwadronów 6 Brygady Wileńskiej, na rozczłonkowanie swoich niewielkich sił. Podzieleni na dwu - trzyosobowe patrole partyzanci mieli teraz samodzielnie starać się przetrwać niebezpieczny okres. Dwóch z nich nie wytrzymało jednak psychicznie tak dużej presji i zgłosiło się dobrowolnie do lokalnych dowódców grup operacyjnych (byli to Antoni Dioniziak "Gołąb" oraz Marian Szychta "Szpak"). Na samym początku działań resort bezpieczeństwa uzyskał też znaczny zasób informacji o konspiracji "Sokolika" dzięki zeznaniom zatrzymanego 14 maja 1948 r. Tadeusza Stefaniuka "Stala". Spowodowały one znaczne poszerzenie kręgu aresztowanych. Dnia 25 maja UB i KBW zatrzymały w Telakach i Kupiętach 3 osoby, 26 - 27 maja - 12 osób w Rogowie, Stasinie i Tchórznicy, 30 maja - 13 osób w Gródku. Ponadto 14 maja 1948 r. w Wyrozębach aresztowano 6 osób, 16 maja w Błoniu Dużym - 3 osoby, 18 maja w Chmielniku - 3 osoby, 19 maja w Tchórznicy - 1 osobę, 24 maja sołtysa wsi Grodzisk, w dniach 26-27 maja natomiast 12 osób (w Rogowie, Żółkwach i Jasinie). W tej sytuacji natrafienie sił bezpieczeństwa na ukrywających się partyzantów było już tylko kwestią czasu. Dnia 14 maja 1948 r. w miejscowości Wymysły powiat Sokołów Podlaski zlokalizowany został w trzyosobowy patrol Józefa Oleksiaka "Wichury" (poległ wówczas jego dowódca). Niecałe dziesięć dni później (22/23 maja 1948 r.) w miejscowości Garnek powiat Sokołów Podlaski KBW udało się "namierzyć" kolejny pododdział "Sokolika". W trakcie przebijania się z okrążenia zginął Józef Rostek "Iskra", w ręce UB dostał się natomiast Józef Domżalski "Rekrut" (został on niebawem skazany na karę śmierci i stracony). Sam Kazimierz Wyrozębski utrzymał się w terenie do lata 1948 r. Poległ w wyniku strzelaniny z patrolem milicji 5 lipca 1948 r. w miejscowości Chądzyń. Jak wynika z dokumentów resortu bezpieczeństwa starcie, do którego wówczas doszło miało charakter przypadkowy, a uczestniczący w nim funkcjonariusze nie zdawali sobie początkowo sprawy kto był ich przeciwnikiem, a następnie ofiarą. Po identyfikacji zwłoki "Sokolika" zostały wyrzucone przez milicjantów na widok publiczny przed budynkiem szkolnym w Sterdyni. W jednym z okólników zastępca Komendanta Powiatowego MO w Sokołowie Podlaskim ds. polityczno - wychowawczych ppor. Czesław Kołodziejczyk napisał wówczas: Zabicie "Sokolika" jest obowiązkiem każdego milicjanta, niezależnie od nagrody.
Po rozbiciu w trakcie operacji "Z" większości sił 6 Brygady, por. "Brzask" podporządkował się bezpośrednio kpt. Kazimierzowi Kamieńskiemu "Huzarowi" odtwarzając już jesienią 1948 r. na lewobrzeżnym Podlasiu patrole bojowe dowodzone przez Józefa Oksiutę "Pomidora", Arkadiusza Czapskiego "Arkadka" vel "Tajfuna", "Murata", Jana Czarnockiego "Huragana". Na ślad ostatniego z nich UB i KBW natrafiło dopiero w końcu 1949 r. Dnia 30 grudnia został on zlokalizowany w miejscowości Buczyn - Dworski. Na szczęście dla partyzantów dowodzący operacją wykazał się wyjątkową niekompetencją, dopuszczając do przedarcia się: Adama Ratyńca "Lamparta", Stanisława Łapińskiego "Orzełka" oraz Arkadiusza Czapskiego "Arkadka" (poległ tylko Jan Czarnocki "Huragan"). W sprawozdaniu z działań dowódca brygady KBW pisał: Ogień grupy szturmowej był nieskuteczny ponieważ obstawa MO Sokołów na odgłos strzałów grupy szturmowej, nie przestrzegając dyscypliny ognia, zaczęła prowadzić w kierunku domu, a zarazem przyciskając do ziemi swoim ogniem grupę szturmową, uniemożliwiając jej swobodę ruchów.
Do kolejnego starcia pododdziałów por. Józefa Ludwika Małczuka doszło pół roku później. Dnia 7-8 kwietnia 1950 r. dowodzony przez niego patrol otoczony został na skutek zdrady jednego z konspiratorów w rejonie wsi Toczyski k/ Jabłonny. Biorąc pod uwagę stosunek sił KBW, biorących udział w obławie do liczebności grupy "Brzaska" - 50:1, akcja ta stanowiła klasyczny przykład "polowania", jakie na ostatnich partyzantów urządzały na przełomie lat 40/50-tych formacje resortu bezpieczeństwa. Według zeznań schwytanego później przez UB członka patrolu Witolda Białowąsa "Litwina" wydarzenia, które rozegrały się wieczorem w pobliskim lesie miały następujący przebieg: Zostaliśmy w lesie kurowickim okrążeni przez wojsko. Zaczęło się ono (to znaczy okrążenie) przed zachodem. W czasie zorientowania się przez nas, że w lesie znajduje się wojsko, był wtedy z nami mój kolega z Jabłonny, Heniek Cichocki, któremu "Brzask" kazał, żeby poszedł do domu. My zaś, patrol "Brzaska", chodziliśmy z miejsca na miejsce, czekając aż się ściemni, a gdy to nastąpiło wyszliśmy z lasu na pole i odszedłszy znaczny kawałek od lasu, zaczęliśmy być ostrzeliwani ze wszystkich stron i oświetlani rakietami. Zauważyliśmy wówczas, że na pewno jesteśmy okrążeni. Wówczas "Brzask" stwierdził, że trzeba przejść przez linię okrążenia. Moment przebiegania przez linię trudno mi określić, pamiętam, że tylko biegłem i że w tym czasie padł "Brzask", a na polu spostrzegłem, że znajdujemy się już poza okrążeniem i zauważyłem, że jest nas tylko czterech, nie licząc "Brzaska" żony, którzy wyszli cało. [...] A "Sępa" nieobecność zauważyliśmy będąc jeszcze w okrążeniu. Po wyjściu z okrążenia "Lampart", ja, "Wiewiórka" i "Orzełek" nie wiedzieliśmy w ogóle, gdzie się znajdujemy, więc "Lampart" prowadził nas podług kompasu. W trakcie przebijania się przez pierścień okrążenia polegli: por. "Brzask", Kazimierz Ilczuk "Sęp" oraz nieznany partyzant mylnie zidentyfikowany przez resort jako Arkadiusz Czapski "Arkadek" (ten ostatni mimo wezwań żołnierzy do poddania się wolał popełnić samobójstwo). Z okrążenia przebili się natomiast: Adam Ratyniec "Lampart", Stanisław Łapiński "Orzełek", Witold Białowąs "Litwin", "Arkadek" - "Murat", "Wiewiórka" oraz żona "Brzaska" Irena.
Dnia 30 września 1950 r. grupie operacyjnej resortu bezpieczeństwa udało się w miejscowości Borychów zaskoczyć patrole Arkadiusza Czapskiego "Arkadka", "Tajfuna", "Murata" oraz Józefa Oksiuty "Pomidora". W trakcie nierównej walki czterej żołnierze KBW obsługujący 4 rkm wystrzelali wszystkich ogarniętych przez obławę partyzantów: "Arkadka", "Pomidora", "Władka" oraz nieznanego partyzanta mylnie zidentyfikowanego przez resort bezpieczeństwa jako Stanisław Łapiński "Orzełek", uzyskując za swój "wyczyn" pochwałę dowódcy.

"Huzar"
Kazimierz Kamieński "Gryf", "Huzar" działalność niepodległościową rozpoczął już jesienią 1939 r. w ramach lokalnej organizacji konspiracyjnej Podlaski Batalion Śmierci. W strukturach AK pełnił początkowo funkcję dowódcy plutonu, referenta broni, a następnie adiutanta Komendanta Obwodu Wysokie Mazowieckie. Od końca 1943 r. brał udział w walkach partyzanckich przeciwko Niemcom, od jesieni 1944 r. natomiast, jako obwodowy szef samoobrony (dawny Kedyw), dowodził już własnym oddziałem leśnym, walczącym z polskim i sowieckim resortem bezpieczeństwa. Działalność tę prowadził nieprzerwanie w ramach AKO, WiN aż do akcji ujawnieniowej Okręgu Białostockiego w ramach amnestii 1947 r. W okresie tym wykonał kilkadziesiąt akcji: m.in. zlikwidował 12 czerwca 1945 r. zastępcę szefa PUBP w Wysokiem Mazowieckiem - Bałkasa oraz 25 listopada 1945 r. - Komendanta Powiatowego MO por. Kanię. Wiosną 1945 r. rozbroił posterunki MO w Łapach, Poświętnem, Czyżewie, Szulborzu oraz w maju 1945 r. w zasadzce pod Łapami rozbił grupę operacyjną UBP i MO. Jako jeden z kilku biorących udział w naradzie sztabu białostockiej organizacji WiN oficerów nie zdecydował się na ujawnienie. Zgodnie z przyjętymi uzgodnieniami rozwiązał jednak swój oddział, pozostając w polu jedynie z trzema żołnierzami: por. Witoldem Buczakiem "Wujem", "Ponurym", Franciszkiem Łapińskim "Szwedem" oraz Wacławem Zalewskim "Zbyszkiem". W lecie 1947 r. nawiązał bliski kontakt z kpt. Władysławem Łukasiukiem "Młotem", a następnie wszedł w skład dowodzonej przez niego 6 Brygady Wileńskiej (od 1948 r. pełnił funkcję zastępcy dowódcy). Stopniowo rozbudował swoją grupę do stanu kilkunastu żołnierzy, głównie w oparciu o ujawnionych członków organizacji, którzy z obawy przed aresztowaniem zmuszeni zostali do powrotu do pracy konspiracyjnej. Pod walkach grudniowych pod Łapami, stan oddziału spadł z powrotem do trzech partyzantów, jednak już 1948 r. liczył ponad 10 ludzi. W jego skład wchodzili wówczas: st. sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus", sierż. Eugeniusz Tymiński "Ryś", sierż. Kazimierz Parzonko "Wichura", "Zygmunt", Jan Wyszyński "Jędruś", Franciszek Danieluk "Gryf", Stanisław Łapiński "Orzeł", bracia Mieczysław i Zygmunt Szulborscy "Jurek" i "Wicher", Stanisław Gontarczuk "Rekin", Tadeusz Żochowski "Karol", Jan Krasowski "Orzech", bracia Ryszard, Czesław i Leopold Dybowscy "Markos", "Rejtan" i "Rymsza", oraz NN "Fredek". Po śmierci kpt. "Młota" w czerwcu 1949 r. Kazimierz Kamieński przejął dowództwo nad pozostałymi jeszcze na wolności żołnierzami 6 Brygady Wileńskiej. Zorganizował ich, tworząc nowy oddział składający się początkowo z czterech, a następnie trzech patroli:
* sztabowego: w składzie: sierż. Adam Ratyniec "Lampart", plut. Kazimierz Parzonko "Zygmunt" i plut. Eugeniusz Tymiński "Ryś".
* patrolu sierż. Lucjana Niemyjskiego "Krakusa" w składzie: Mieczysław Grodzki "Żubryd", Tadeusz Żochowski "Marek", Józef Gontarczuk "Jurek" - "Korsarz".
* patrolu ppor. Witolda Buczaka "Ponurego" w składzie: Wacław Zalewski "Zbyszek", Stanisław Gontarczuk "Rekin", Jan Brzozowski "Hanka" - "Zbir", Witold Białowąs "Litwin", Tadeusz Kryński "Rokita".
Obejmowały one swoim zasięgiem bardzo rozległe obszary prawo i lewobrzeżnego Podlasia, dysponując stale, pomimo wieloletnich represji, wsparciem blisko kilkusetosobowej grupy sympatyków oraz członków terenowej siatki konspiracyjnej.
Po likwidacji patroli "Brzaska", "Arkadka" oraz "Huragana" główny nacisk sił bezpieczeństwa skierowany został przeciwko trzem pozostałym patrolom kpt. "Huzara". Wykorzystując ciężkie warunki zimowe oddziały KBW starały się osaczyć partyzantów - dzięki informacjom od stale poszerzanej agentury. W grudniu 1950 r. do akcji w rejonie lasów Wyliny - Ruś weszły pododdziały 2 i 10 pułk KBW, wydzielone jednostki 1 Brygady KBW oraz 15 samodzielnego batalionu KBW - w sile 975 żołnierzy. Pomimo wykorzystania psów tropiących oraz przeczesania olbrzymiego obszaru - żadnych efektów - poza sterroryzowaniem ludności - nie osiągnięto. Miejscowa społeczność nadal udzielała oddziałom podziemia poparcia, informując w porę o nadciągających obławach. Jeden z członków siatki wspominał: po 1947 roku, pomaganie im [partyzantom] stało się bardzo niebezpieczne. Ludzie bali się. Oddziały też już nie były takie duże, ale grupki po pięciu, sześciu. [...] "Huzar" był zawsze spokojny, flegmatyczny, powoli mówił, wyjaśniał. Był bardzo opanowany. A chłopcy - weseli, przyjemni i religijni, rano zawsze modlili się, mieli swoją pieśń. Wódki nie pili, a jeśli - to bardzo mało. Nasz dom był ostatni we wsi, pod lasem. [...] Psy zupełnie inaczej szczekały na nich - delikatnie, piskliwie, przyjaźnie. Wtedy mówiliśmy: "partyzanci idą, bo psy tak szczekają". [...] A jak przyjeżdżało wojsko czy milicja, to psy ujadały, ze mało łańcuchów nie pozrywały. My wstawaliśmy rano, a oni kładli się w nasze łóżko, bo zwykle nad ranem przychodzili. Dzień przesiedzą, zjedzą obiad i kolację, na wieczór wychodzą. Zimą nocowali w domu, latem w stodole. Często opowiadali, jak walczyli z UB. [...] U nas we wsi generalnie społeczeństwo było za partyzantami. Chłopi uważali ich za swych obrońców. [...] Chłopcy zawsze mówili, że prędzej sobie w łeb strzelą, niż dadzą się wziąć żywcem, ale oczywiście nikt nie wierzył, że do tego dojdzie".
Brak wymiernych efektów dotychczasowych operacji przeciwko "Huzarowi" skłoniły dowództwo KBW i MBP do zorganizowania nowej operacji o kryptonimie "Narew", w skład której weszło 7 batalionów KBW. Tylko w ciągu listopada 1951 r. przeprowadziły one 6 wielkich, zmasowanych operacji przeciw oddziałowi "Huzara" oraz grupom "Głuszca" i "Wiarusa". Ponadto 5 akcji "operacyjnych" i 13 akcji przeciw innym grupom, jak również 20 zasadzek, w tym 3 przeciw "Huzarowi". Podczas operacji żołnierze KBW działali tak brutalnie i dopuścili się tak rażących - nawet jak na ówczesne warunki - nadużyć, że w wyniku skarg ludności sprawą zainteresowało się nawet Ministerstwo Sprawiedliwości (m.in. doszło wówczas do wymuszania biciem zeznań od dzieci).Zaangażowanie tak ogromnych sił przyniosło resortowi bezpieczeństwa pierwsze sukcesy. Dnia 28 maja 1951 r. w miejscowości Płonka - Strumianka zastrzelony został por. Józef Buczak "Ponury". Jan Rzepecki, żołnierz, który go zabił, otrzymał za swój "wyczyn" zegarek marki Doxa, pozostali - Pankrus, Jędrzejewski, Monkowski i Fidejek - za "bohaterską" postawę różne przedmioty wartościowe. Dwa dni później (30 maja 1951 r.) w miejscowości Żochy Nowe okrążony został patrol sierż. Eugeniusza Tymińskiego "Rysia". W trakcie rozwijania się plutonu /zauważono/- meldował dowodzący operacją kpt. Morozowski - jak ze skrajnego zabudowania (dom sołtysa) wyszła kobieta i na widok wojska szybko weszła do zabudowań. Po krótkiej chwili ze stodoły wybiegło 5-ciu bandytów (3-ch bandytów nie zdążyło włożyć butów) i z odległości 70 m bandyci otworzyli ogień z broni maszynowej w kierunku żołnierzy, dążąc do przerwania się w kierunku rzeki Tłoczewka i wsi Żoch Stare (5612). Na silny ogień RKM-ów plutonu z prawego skrzydła bandyci rozbili się na 2 grupy - jedna w sile 2 bandytów (uzbrojonych w LKM) skierowała się do lasu na południe (5513c), druga w sile 3-ch bandytów - w dalszym ciągu kontynuowała ucieczkę w kierunku rzeki Tłoczewka. Na skraju lasu (5513c) RKM-sta plutonu strz. Bienias zlikwidował RKM-stę bandy ps. "Ryś" (w stopniu plutonowego) osłaniającego ogniem 2-go bandytę, który zdołał zbiec do lasu i ukryć się w gęstwinie. Za 3-ma bandytami, którzy ostrzeliwując się uciekali w kierunku rzeki Tłoczewka - prawe skrzydło plutonu z inicjatywy d-cy plutonu kpr. Stanisz Józefa wszczęło natychmiastowy pościg, odcięło bandytom drogę ucieczki do Żochy Stare i zmusiło do ucieczki wyłącznie w kierunku błot, bandyta "Boberek" został zlikwidowany w rejonie zabudowań przez kpt. Morozowskiego i strz. Trzonkowskiego, bandyta "Rekin" ostrzelany przez kpt. Morozowskiego, st. strz. Uniejewskiego i strz. Borzeckiego został ranny, lecz zdołał wraz z rannym bandytą "Naspiukiem" (w stopniu st. sierżanta) zbiec za rzekę Tłoczewka i do lasu w kierunku folwarku Wyliny-Ruś (5413); w wyniku intensywnego pościgu ranny bandyta "Naspiuk", który ostrzeliwał się - został zlikwidowany przez kpr. Kobus Zygmunta, st. strz. Szymańczyka i strz. Czechowski Zygmunta. Patrol został całkowicie rozbity, w nierównej walce polegli plut. E. Tymiński "Ryś", Tadeusz Porowski "Boberek", K. Radziszewski "Marynarz" i Antoni Żochowski "Mars" ("Naspiuk"). Przez pierścień okrążenia udało się przebić tylko rannemu sierż. S. Gontarczukowi "Rekinowi". Nie był to jednak koniec pościgu i walki. Do akcji wkroczyła bowiem następna kompania KBW pod dowództwem por. Cygana, która wykorzystując psy, tropiła dalej uciekającego partyzanta. Zwiadowcy KBW zauważyli go w końcu w lesie pod folwarkiem Wyliny-Ruś. Doszło wówczas do kolejnego starcia, w efekcie którego zginął żołnierz KBW nazwiskiem Kruk. Sierż. "Rekin" zdołał ujść i tym razem, lecz wkrótce został ponownie osaczony w ogrodach pobliskiego majątku. W trakcie strzelaniny, jaka się wówczas wywiązała został śmiertelnie ranny.
Rok 1952 r. przyniósł pododdziałom kpt. "Huzara" kolejne straty. Dnia 22 sierpnia otoczony przez UB w Łapach-Witach popełnił samobójstwo "Krakus". Wydarzenia tak wspominała właścicielka gospodarstwa, w którym się ukrywał: Już dniało, jak prowadzili mnie do domu. Dookoła zabudowań karabiny maszynowe ponastawiali. Podeszłam pod chlew i mówię: - Panie Lutku, proszę wyjść, bo wojsko wie, że pan u nas jest. Po chwili usłyszałam szelest słomy. Schodził na dół. Odsunęłam się więc na bok od drzwi. Nagle padł strzał. Podbiegłam do chlewa, otworzyłam drzwi. Na ziemi leżał "Krakus" - jeszcze drgał. Był ubrany w wojskowe spodnie i białą koszulę. Obok odrzuconej na bok ręki leżał pistolet. Strzelił sobie w usta. Nie chciał oddać się w ich ręce, bo wiedział, co go czeka. Opowiadał nam kiedyś, że już po ujawnieniu [w 1947 roku] był aresztowany i tak bity, ze w stawie go cucili. Potem uciekł z tego aresztu. Teraz wolał odebrać sobie życie niż pozwolić drugi raz się złapać. Miał może trzydzieści lat. Dnia 10 maja 1952 r. na lewobrzeżnym Podlasiu otoczony został przez KBW trzyosobowy patrol Kazimierza Jakubiaka "Tygrysa". Była to jedna z niewielu operacji, w trakcie której żołnierze KBW (łącznie 112) wyraźnie starali się pojmać żywcem partyzantów. W efekcie tych działań zatrzymani zostali: Henryk Ostapski "Poleszuk" oraz Władysław Kapłon "Krakowiak". Ciężko ranny "Tygrys", nie widząc możliwości ucieczki, popełnił samobójstwo. Zatrzymani pod Chłopkowem "Krakowiak" oraz "Poleszuk" poddani na miejscu intensywnemu śledztwu dostarczyli resortowi bezpieczeństwa wielu cennych informacji na temat siatki terenowej oddziału st.sierż. Adama Ratyńca "Lamparta" na lewobrzeżnym Podlasiu. Już następnego dnia wskazali też resortowi bezpieczeństwa miejsce stacjonowania reszty grupy. Spowodowało to uruchomienie 11 maja 1952 r. obławy z udziałem 2 batalionu 8 pułku KBW, pododdziałów 1 batalionu 2 pułku KBW, 1 batalionu III Brygady KBW oraz kompanii 4 i 10 pułku KBW. Las Sokole, w którym obozowali partyzanci został całkowicie okrążony. Początkową fazę walki tak przedstawiał jeden z jej uczestników Witold Biasłowąs "Litwin": "Jedenastego maja, gdy spałem w szałasie, zbudził mnie "Lampart", każąc się natychmiast ubierać, mówiąc że w lesie podobno jest wojsko. Natychmiast to miejsce, w którym mieliśmy szałasy, opuściliśmy kierując się bardziej w głąb lasu. Przeszliśmy [...] około pół kilometra, przechodząc jakąś duktę, zbliżyliśmy się do jakiejś ścieżki, nagle "Sokół" odskoczył, ja również, ale nic nie zauważyłem i w tym czasie otrzymałem postrzał w łopatkę, poprzez ramię, "Sokół" padł na miejscu, nie wiem czy ranny, a reszta wszyscy my wróciliśmy z powrotem, biegiem tej ścieżki, niektórzy ostrzeliwując się. Od ramienia po którym kula poszła do łopatki, palce lewej ręki zaczęły mi momentalnie drętwieć. Zrozumieliśmy, że jesteśmy otoczeni. Wojsko następnie nas zaczęło zachodzić z różnych stron i w czasie strzelaniny "Ryś" został zabity otrzymując postrzał w głowę. Wojsko wzywało nas do poddania się. Gdy zaczęliśmy się cofać do lasu, wtedy zostałem ranny w miednicę i rękę. Od razu padłem, "Romek" to widząc zawrócił i zabrał ode mnie pepechę, i wszyscy trzej, to jest "Lampart", ""Ryszard" i "Roman" zostawili mnie, nie robiąc nawet opatrunku dla mnie i straciłem ich z oczu. W trakcie walki cały patrol został rozbity. Polegli: st.sierż. Adam Ratyniec "Lampart", por. Konstanty Maksymow "Ryszard", Andrzej Jakubiak "Ryś" oraz NN "Romek". W ręce UB wpadł ciężko ranny Witold Białowąs "Litwin". Z okrążenia udało się przebić jedynie Kazimierzowi Ilczukowi "Sępowi".
Równolegle do działań pacyfikacyjnych MBP podjęło jeszcze w 1951 r. przeciw kpt. Kazimierzowi Kamieńskiemu grę operacyjną, w ramach fikcyjnej - utworzonej przez resort V Komendy WiN. Jej najważniejszymi elementami było dotarcie do oddziału "Huzara", podporządkowanie go V Komendzie, "namierzenie" ludzi związanych z oddziałem i w efekcie likwidacja całej struktury konspiracyjnej. Do pierwszego kontaktu Jana Terlikowskiego - jednego z agentów UB grających rolę członka sztabu WiN -z kpt. Kazimierzem Kamieńskim doszło w październiku 1951 r. Kilka tygodni później otrzymał on z "centrali" nominacje na Komendanta Okręgu Białostockiego WiN kryptonim "Bursa" oraz rozkazy rozbudowy struktur terenowych i objęcia dowództwa nad działającymi jeszcze oddziałami NZW (w tym Kazimierza Krasowskiego "Głuszca"). Jednocześnie stale zwiększano nacisk grup operacyjnych w terenie, starając się w ten sposób nakłonić "Huzara" i jego ludzi do przyjęcia oferty przerzutu na zachód. Po likwidacji "Krakusa" i "Ponurego", w październiku 1952 r. Kazimierz Kamieński podjął wreszcie decyzję wyjazdu wraz ze swoimi ośmioma podkomendnymi do Warszawy, gdzie miał oczekiwać na dalszą drogę. Od tej chwili wszyscy partyzanci pozostawali już pod całkowitą kontrolą MBP. Aresztowano ich 29 października 1952 r. - ze względów propagandowych - tuż przed wyborami do Sejmu.
Bilans blisko 6 lat walk 6 Brygady Wileńskiej - to około: 250 akcji, w tym m.in. 50 walk i potyczek z siłami bezpieczeństwa, 35 różnego rodzaju zasadzek, 26 rozbitych posterunków MO i placówek UBP, 6 akcji na pociągi, 15 akcji na urzędy gminne, 55 akcji na spółdzielnie, 10 akcji "rozbrojeniowych", blisko 20 akcji "przeciwbandyckich", ponad 80 zlikwidowanych współpracowników "resortu bezpieczeństwa" i około 20 bandytów. Podczas walk z oddziałami 6 Brygady zginęło także około 70 funkcjonariuszy UBP i MO, kilkudziesięciu funkcjonariuszy NKWD, a także blisko 100 żołnierzy KBW. W toku sześciu lat walk, a także w "katowniach" UB zginęło i zostało zamordowanych około 120 partyzantów ze zgrupowania ppor. "Wiktora", kpt. "Młota", kpt. "Huzara".

MAZOWSZE
16 Okręg NZW

W 1945 r. na terenie Północnego Mazowsza utworzony został na bazie struktur NOW, NSZ oraz lokalnych struktur poakowskich Okręg Warszawski NZW oznaczony kryptonimem "Mazowsze", "Orzeł". Składał się on z siedmiu komend powiatowych, które obejmowały swoim zasięgiem obszar powiatów: przasnyskiego, ciechanowskiego, ostrołęckiego, makowskiego oraz części łomżyńskiego i szczytnieńskiego. Do amnestii lutowej 1947 r. okręg skupiał w swoich szeregach kilka tysięcy konspiratorów, w następnych latach zaś prawdopodobnie nie więcej niż około tysiąca. Komendantem Okręgu przez pierwsze dwa lata pozostawał kpt. Zbigniew Kulesza "Młot II", później zaś - do czerwca 1948 r. por. Jan Kozłowski "Las", "Vis", w końcowym zaś okresie - do lata 1949 r. - chor. Witold Borucki "Babinicz", "Dąb". Okręgowi podlegały liczące w różnych latach, w sumie od 200 do 50 żołnierzy patrole Pogotowia Akcji Specjalnej dowodzone przez: Mieczysława Dziemiszkiewicza "Roja", Witolda Boruckiego "Dęba", Henryka Skoniecznego "Romana", Henryka Pyska "Dęba II", Edwarda Dobrzyńskiego "Orzyca", Eugeniusza Lipińskiego "Mrówki", Władysława Grudzińskiego "Pilota", Stanisława Suchotniaka "Szarego" i Wacława Mówińskiego "Szczygła". Prowadziły one stałą walkę z komunistycznym reżimem, likwidując szczególnie szkodliwych dla miejscowego społeczeństwa funkcjonariuszy UB i MO oraz stanowiących podstawowe zagrożenie dla działalności niepodległościowej agentów "resortu". Pomimo decyzji o ujawnieniu się - w ramach amnestii 1947 r. - pierwszego Komendanta Okręgu kpt. Z. Kuleszy, większość jego podkomendnych nie zdecydowała się na podobny krok, podejmując decyzję o pozostaniu w konspiracji. Jako spójna struktura Okręg "Orzeł" przetrwał do czerwca 1948 r. Dnia 25 tego miesiąca UB udało się zlokalizować bunkry grupy sztabowej Okręgu Warszawskiego NZW kryptonim "Mazowsze" dowodzonej przez por. Józefa Kozłowskiego "Lasa". W akcji przeciwko 15 osobowemu oddziałowi osłonowemu wzięło udział ponad 50 plutonów 1 i 2 Brygady KBW - tj. około 1500 żołnierzy. W trakcie trwającej kilka godzin walce polegli: "Tur", "Bohun", "Das"? i "Wiatr". W ręce resortu bezpieczeństwa wpadli: Komendant Okręgu: por. J. Kozłowski "Las", jego zastępca st.sierż. Piotr Macuk "Sęp", szef sztabu sierż. Bolesław Szyszko "Klon" oraz szef pionu propagandy ppor. Czesław Kania "Witold", sekretarz KO Henryk Tkaczyk "Sęk", stanowiący osłonę KO "Buber", "Ster", "Sokół", "Lew" oraz żony "Lasa" i "Klona". W odkrytych bunkrach poza całym archiwum okręgu, władze bezpieczeństwa skonfiskowały ponad 100 jednostek broni oraz duże zapasy amunicji.
Po rozbiciu przez KBW i UB komendy, dalszą działalność w ramach Okręgu o kryptonimie "Tęcza" starał się kontynuować W. Borucki "Babinicz". Rok później (19 sierpnia 1949 r.) poległ on w walce z grupą operacyjną KBW, UB pod wsią Amelino w powiecie Maków Mazowiecki. Dnia 2 marca 1949 r. w rejonie miejscowości Gostkowo w powiecie przasnyskim osaczony został przez KBW oddział Edwarda Dobrzyńskiego "Orzyca". W wyniku trwającej blisko cztery godziny walki, liczącej blisko 1000 żołnierzy grupie operacyjnej udało się w całości zlikwidować ośmioosobowy patrol NZW. O zaciętości i determinacji broniących się partyzantów świadczy fakt i czterech spośród nich wolało śmierć w płomieniach niż poddanie się resortowi bezpieczeństwa.
Ostatnie, ocalałe struktury NZW z powiatów: Ciechanów, Pułtusk, Maków Mazowiecki, Przasnysz skupił pod swoim dowództwem Mieczysław Dziemiszkiewicz "Rój". Jeszcze w 1948 - 1949 r. podlegało mu kilka samodzielnych patroli bojowych dowodzonych m.in. przez: Ildefonsa Żbikowskiego "Tygrysa", Władysława Grudzińskiego "Pilota", czy Stanisława Kakowskiego "Kazimierczaka", liczących w sumie około 40 partyzantów. Pierwsze straty poniosły one już w ramach operacji "P" w 1948 r. Dnia 12 lipca w walce z UB polegli NN "Orzeł" i NN "Lew", w sierpniu oraz listopadzie tego roku doszło do kolejnych walk. W ich wyniku, otoczeni przez wojsko zginęli śmiercią samobójczą: NN "Kmicic" oraz Józef Maruszewski "Sęp". Determinacja w walce z komunistycznym reżimem, jaka towarzyszyła członkom patroli "Roja" widoczna była także i w następnych potyczkach. Dnia 25 lutego 1950 r., na skutek donosu, otoczony został przez UB i KBW patrol "Tygrysa". W nierównej walce zginęli: Ildefons Żbikowski "Tygrys", Józef Niski "Brzoza", Henryk Niedziałkowski "Huragan" oraz Władysław Bukowski "Zapora". Cztery miesiące dłużej przetrwał w terenie kolejny pododdział podległy "Rojowi" dowodzony przez Władysława Grudzińskiego "Pilota". Otoczony 23 czerwca 1950 r. przez obławę w miejscowości Popowo Borowe w powiecie pułtuskim poległ on wraz z trzema swoimi podkomendnymi: Czesławem Wilskim "Brzozą", Hieronimem Żbikowskim "Gwiazdą" oraz Kazimierzem Chrzanowskim "Wilkiem" (w akcji tej, obok 500 żołnierzy wyposażonych w 25 samochodów i 9 psów tropiących użyto także kilku samolotów). Samego "Roja" UB udało się zlokalizować i osaczyć dopiero 14 kwietnia 1951 r. na kolonii Szyszki w powiecie przasnyskim. W trakcie akcji, w której wzięło udział 266 żołnierzy dwuosobowy patrol M. Dziemiszkiewicza został całkowicie "wystrzelany". Najdłużej w terenie utrzymał się trzyosobowy pododdział Stanisława Kakowskiego "Kazimierczaka". Został rozbity już po śmierci "Roja" 14 października 1951 r. we wsi Kadzielnia w powiecie przasnyskim. "W wyniku przeprowadzonych działań operacyjnych w dniu 14.10.51 r. 3-ci pluton 1-ej kompanii Specjalnego Baonu por. Ciukszo zlikwidował /.../ 3-ch bandytów, t.j. dowódcę bandy ps. "Kaźmierczuk, syna "Kaźmierczuka" ps. Henryk i "Bohuna". Dowódca bandy "Kaźmierczuk" raniony przez żołnierza podpalił stodołę, a następnie popełnił samobójstwo".
Nie był to jednak koniec walki. Blisko rok dłużej przetrwał patrol Komendanta Powiatu NZW Kolno Hieronima Rogińskiego "Roga" (został zlikwidowany przez UB i KBW 17 kwietnia 1952 r.). Ocaleli z obławy członkowie jego grupy w dalszym ciągu prowadzili działalność w kilkuosobowych zespołach. Dnia 11 listopada 1953 r. w miejscowości Dudy Puszczańskie resortowi bezpieczeństwa udało się osaczyć patrol Stanisława Grajko "Mazura", ponad półtora roku później (15 sierpnia 1955 r.) zniszczyć zaś ostatnią już grupę zbrojną wywodzącą się z 16 Okręgu NZW (poległ wówczas Jan Rogiński).

23 Okręg NZW
23 okręg NZW utworzony został latem 1946 r. przez byłych żołnierzy Kedywu Inspektoratu Płocko- Sierpeckiego Armii Krajowej i 11 Grupy Operacyjnej Narodowych Sił Zbrojnych. W pierwszym okresie działalności obejmował swoim zasięgiem pogranicze województw, warszawskiego i bydgoskiego (powiaty: sierpecki, mławski, lipnowski i rypiński) a następnie także powiaty włocławski, płocki, płoński oraz częściowo działdowski i ciechanowski. Komendantem Okręgu był por. Stefan Bronarski, Liść", "Roman", członkami sztabu: por. Jan Przybyłowski "Onufry" - szef wywiadu, por. Stefan Majewski "Szczepan", "Ekscelencja" - szef pionu informacji i propagandy, por. Józef Boguszewski "Lew" - dowódca oddziału bojowego oraz por. Jerzy Wierzbicki "Dodek" i Stanisław Lewandowski "Ogrodnik".
W początkowym okresie, działalność organizacyjna Okręgu skoncentrowana była przede wszystkim na akcjach wywiadowczych i porządkowych, m.in. utworzone przy 11 Grupie Operacyjnej NSZ, Patrole do Walki z Bezprawiem, prowadziły intensywne akcje przeciw grupom bandyckim ochranianym niejednokrotnie przez część funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa. W ramach amnestii 1947 r., w kwietniu nastąpiła częściowa demobilizacja Okręgu. Rozkazem 131 z dnia 18 marca 1947 r. Stefan Bronarski "Roman" polecił rozwiązanie oddziału dywersyjno - sabotażowego: "ludzi, których nie można zalegalizować w inny sposób zrehabilitować przed Komisją Rehabilitacyjną w Warszawie, broń najmniej zdatną do naszych akcji przekazać władzom UB, cenniejszą zostawić na przechowanie (...) majątek organizacyjny spieniężyć i podzielić między wszystkich żołnierzy oddziału w równym stopniu szeregowym jak i podoficerom. (...) Wszystkim żołnierzom podziękować w imieniu POLSKI za dotychczasową walkę, która trwa i zakończy się naszym zwycięstwem. Uwaga: akcję ujawnienia się traktować jako manewr taktyczny celem przechowania żywotnych sił Narodu, przy czym żołnierze są faktycznie "urlopowani na czas nieokreślony".
Szanse na autentyczną "legalizację" żołnierzy 23 Okręgu NZW w "nowej rzeczywistości" okazały się jednak niewielkie. Już w kilka tygodni po wygaśnięciu terminu amnestii rozpoczęły się ich aresztowania, co skłoniło wielu z ujawnionych do powrotu do działalności konspiracyjnej lub też do wyjazdu na tzw. Ziemie Odzyskane.
Równolegle z powrotem do lasu, wobec narastającego zagrożenia, następował proces jednoczenia pozostałych jeszcze struktur różnych organizacji niepodległościowych działających dotąd na terenie Mazowsza Zachodniego. W dniu 19 listopada 1947 r. we wsi Polesie, gm. Baboszewo, pow. Płońsk, nastąpiło np. oficjalne podporządkowanie oddziału ROAK kierowanego przez por. Franciszka Majewskiego "Słonego" 23 Okręgowi NZW. W ramach nowej struktury dokonał on podziału terenu na rejony, którym przypisał poszczególne patrole bojowe.
Rejonem I, obejmującym powiaty płocki i płoński, dowodził Wiktora Stryjewskiego "Cacko". W skład oddziału wchodzili: Stanisław Derkus "Śmiały" (zastępca dowódcy), Władysław Peczyński "Władek", Zygfryd Kuliński "Albin", Wacław Michalak "Gałązka", Szczepan Stryjewski "Józef", Janina Samoraj "Celinka", Elżbieta Kozanecka "Basia".
Rejonem II, obejmującym powiaty sierpecki i wschodnią część powiatu mławskiego dowodził Tadeusz Kossobucki "Czarny", a po jego śmierci w Wigilię Bożego Narodzenia 1947 r. Władysław Kwiatkowski "Jerzy". W skład oddziału wchodzili:, Kazimierz Dyksiński "Kruczek" (zastępca dowódcy), Zdzisław Derkus "Urkes", Stanisław Pospisiel "Leszek", Henryk Dąbrowski "Wnuk".
Rejonem III, obejmującym powiat Rypiński i zachodnią część powiatu mławskiego dowodził Jan Malinowski "Stryj". W skład oddziału wchodzili: Jan Wiśniewski "Czarny II", Karol Rakoczy "Bystry", Seweryn Oryl "Kanciasty", Antoni Dobrzeniecki "Bogdan", Stanisław Konczyński "Stary", Jan Jaraczewski "Młody", Wiesław Pużycki "Ojciec", Stanisław Żurawski "Madej".
Rok 1948 przyniósł największy wzrost działalności bojowej i propagandowej NZW na Mazowszu Zachodnim. Przeprowadzono szereg akcji bojowych ( m.in. we wsiach Nowy Świat pow. Brodnica, Kamień Kotowy pow. Lipno, Praga pow. Płock, Kaczorowy pow. Płońsk) oraz likwidacyjnych i zaopatrzeniowych (m.in. w Staroźrebach pow. Płock, Tłuchowie i Mokowie pow. Lipno, Strzegowie pow. Mława). Drukowano i kolportowano także redagowany przez Stefana Majewskiego "Szczepana" Mazowiecki Biuletyn Informacyjny oraz wiele druków ulotnych i wydawnictw. Patrole bojowe 23 Okręgu NZW stoczyły szereg walk z grupami operacyjnymi MO i UB oraz KBW - m.in. 28 maja 1948 r. w Łukoszynie gm. Brudzeń pow. Płock i 20 sierpnia 1948 r. w Kamieniu Kotowym gm. Tłuchowo pow. Lipno (kwaterujący wówczas w zabudowaniach gospodarzy Różańskiego i Plety patrol Wiktora Stryjewskiego "Cacko" zaatakowany został przez grupę operacyjną PUBP i KPMO z Płocka; po blisko półtoragodzinnej walce przebił się z okrążenia, zabijając dwóch funkcjonariuszy MO i UBP). W trakcie odwrotu w kierunku kompleksu lasów w okolicach Skąpego pow. Lipno poległ Szczepan Stryjowski "Józef", ranni zostali Wiktor Stryjowski "Cacko", Stanisław Derkus "Śmiały" i Seweryn Oryl "Kanciasty".
Wzrost aktywności bojowej i propagandowej 23 Okręgu NZW spowodował kontrakcje ze strony aparatu bezpieczeństwa, który w ramach zorganizowanej wiosną 1948 r. operacji "P" skierował na Mazowsze Północne znaczne siły KBW. Współpracując z miejscowymi placówkami UB i MO, dosyć szybko osiągnęły one znaczące sukcesy. Dnia 26 września 1948 r. zginął w walce z jedną z grup operacyjnych por. Franciszek Majewski ps. "Słony" (otoczony w zabudowaniach Jadwigi Banaszkiewicz w Węgrzynowie, ostrzeliwując się z bunkra zrobionego pod podłogą kuchni, ranny, popełnił samobójstwo).
Tego samego dnia WUBP w Warszawie rozpoczęło akcję rozbicia sztabu 23 Okręgu NZW, organizując "kotły" w lokalach kontaktowych. W czasie trwającej ponad tydzień operacji, zatrzymanych zostało kilkudziesięciu członków i współpracowników organizacji. W lokalu przy ul. Stalowej aresztowani zostali m.in. Stefan Bronarski "Roman", Jan Przybyłowski "Onufry", Romualda Przybyłowska "Amerykanka", Stanisław Lewandowski "Ogrodnik". W kilka dni później UB aresztowało w Krakowie Stefana Majewskiego "Szczepana", a we Wrocławiu Informacja Wojskowa Jerzego Wierzbickiego "Dodka".
Na wolności pozostał, ostrzeżony w porę przed aresztowaniem, Józef Boguszewski "Lew", który po kilkukrotnych nieudanych próbach nawiązania kontaktu z patrolami w terenie, wyjechał do Łodzi, gdzie ukrywał się do 11 czerwca 1950 r. Aresztowany, sądzony wspólnie z Tadeuszem Przybylskim, Januszem Gadomskim, Lucjanem Maciakiewiczem i Stanisławem Ptaszyńskim, w dniu 7 maja 1951 r. został skazany na karę śmierci, a następnie zamordowany razem z Tadeuszem Przybylskim w Warszawie 1 grudnia 1951 r.
Śmierć Franciszka Majewskiego "Słonego" oraz likwidacja Sztabu w znacznym stopniu skomplikowała sytuację w terenie. Dowódcą patroli został sierż. Wiktor Stryjewski "Cacko". Zachował on dokonany wcześniej przez "Słonego" podział terenu na trzy rejony działania, którym przypisane były patrole bojowe (faktyczne w terenie działały jednak już tylko dwa oddziały dowodzone osobiście przez "Cackę" oraz "Śmiałego"). Były one stale tropione przez znaczne siły KBW, UB i MO. Dnia 8 lutego 1949r., kwaterujący u sołtysa wsi Gałki gm. Mała Wieś Urbańskiego i jego sąsiada Kowalskiego, patrol Wiktora Stryjewskiego "Cacki", na skutek donosu mieszkańca wsi Reczyn gm. Bodzanów, otoczony został przez grupę operacyjna KPMO i PUBP z Płocka, Sierpca i Płońska oraz 262 żołnierzy. W walce zginęli: Elżbieta Kozanecka "Basia", Jan Kłobukowski "Janek", Ludomir Peczyński "Władek". Aresztowano: ciężko ranną Janinę Samoraj "Celinkę", Wiktora Stryjewskiego "Cackę", Wacława Michalskiego "Gałązkę", Zygfryda Kulińskiego "Albina". U zatrzymanych i zabitych znaleziono: 3 automaty MP 44, 2 automaty PM 41, 1 karabin KBK, 1 pistolet P 38, 2 pistolety "Parabellum", 1 pistolet cal. 7,65 mm, 2 granaty i kilkadziesiąt sztuk rożnej amunicji. Wszyscy schwytani partyzanci zostali natychmiast przewiezieni do Warszawy i poddani intensywnemu śledztwu, prowadzonemu przez znanego z okrucieństwa funkcjonariusza UB Bronisława Szczerbakowskiego, w czasie którego ujawnili rejon kwaterowania patrolu Stanisława Derkusa "Śmiałego". W południe 11 lutego 1949r. Bunkier, w którym przebywał oddział, zaatakowany został przez 1053 żołnierzy KBW i kilkudziesięciu funkcjonariuszy UB, MO i ORMO. W walce zginęli: Jan Malinowski "Stryj", Stanisław Pospisiel "Leszek", Zdzisław Derkus "Urkes", Jan Jaraczewski "Młody", Stanisław Michalak "Kozak", Jan Wiśniewski "Czarny II", Wiesław Pużycki "Ojciec". Aresztowano Seweryna Oryla "Kanciastego", Henryka Dąbrowskiego "Wnuka", Stanisława Konczyńskiego "Kunda" i ciężko rannego Karola Rakoczego "Bystrego". Podczas akcji pod Sinogóra, Karol Rakoczy otrzymał postrzał w plecy w części kręgosłupa, który spowodował całkowity paraliż kończyn dolnych. Przewieziony został do szpitala św. Trójcy w Sierpcu; pomimo ciężkiego stanu zdrowia już następnego dnia poddany został przez funkcjonariuszy UB z Sierpca intensywnemu śledztwu. Wacław Michalski "Gałązka", Zygfryd Kuliński "Albin", Seweryn Oryl "Kanciasty", Stanisław Konczyński "Kunda" i ciężko ranny Karol Rakoczy "Bystry"- sądzeni przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, zostali skazani na karę śmierci i zamordowani w Warszawie 29 marca 1950 r.
O ogromnym szczęściu mógł mówić sam Stanisław Derkus "Śmiały". Wraz z członkami swojego patrolu: Kazimierzem Dyksińskim "Kruczkiem", Stanisławem Żurawskim "Madejem" i Antonim Dobrzenieckim "Bogdanem" po kilku dniach pobytu w bunkrze, wieczorem 9 lutego 1949 r. udali się do krawca Krzyżanowskiego we wsi Dziwy gm. Lubowidz, który miał dokonać przeróbek w odzieży partyzantów, a następnie przeszli na kwaterę do Kolonii Bendzemin. Wracając do bunkra, usłyszeli odgłosy walki i wycofali się w bezpieczny teren. Niestety kilka miesięcy później wszyscy zginęli w walce lub zostali zamordowani w więzieniu. Stanisław Derkus "Śmiały" był sądzony przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, wspólnie z Henrykiem Gosikiem "Heńkiem", Władysławem Kwiatkowskim "Jerzym". Wszystkich skazano na karę śmierci i zamordowano w Warszawie 20 września 1951 r.
Po rozbiciu przez KBW i grupy operacyjne MO i UB patroli Wiktora Stryjewskiego "Cacki" i Stanisława Derkusa "Śmiałego", rozpoczęły się na terenie powiatów płockiego, płońskiego i sierpeckiego masowe aresztowania współpracowników podziemia. Jedną z osób zagrożonych represjami był pracownik urzędu Gminy w Staroźrebach Edward Szałański "Tygrys", prowadzący od ponad roku działalność wywiadowczą dla niepodległościowego podziemia. Zagrożony aresztowaniem, po nieudanej próbie ucieczki za granicę, w lipcu 1949 r., wspólnie z bratem Władysławem Szałańskim "Żbikiem", zorganizował oddział NZW, w skład którego weszli: Julian Grabowski, Stanisław Babecki (ówczesny wójt gm. Staroźreby, który m.in. zaopatrzył Edwarda Szałańskiego w fałszywe dokumenty), Józef Kowalski, Stefan Kiciński, Antoni Glonek, Adam Kowalski, Henryk Rejowski. Dowodzona przez "Tygrysa" grupa przeprowadziła szereg akcji propagandowych i zaopatrzeniowych na terenie gm. Staroźreby, rozbijając m.in. spółdzielnię gminną w Rogowie. Została rozbita w połowie października 1951 r. Sam Edward Szałański został aresztowany 12 października 1951 r., podczas obławy prowadzonej przez wojska KBW. Ukrywał się wówczas w bunkrze znajdującym się pod stodołą Juliana Grabowskiego. Skazany w pokazowym procesie w Staroźrebach na karę śmierci, został zamordowany więzieniu w Płocku, 22 grudnia 1951 r. Równie okrutny los spotkał jego najbliższego współpracownika i przyjaciela Juliana Grabowskiego. Odbywający długoletni wyrok w płockim więzieniu, został zamordowany. Według relacji zięcia, który wykopał trumnę z ciałem Juliana Grabowskiego na cmentarzu w Płocku, ciało było zmasakrowane a drelichowe ubranie zbroczone krwią. Ukrywający się przed aresztowaniem Władysław Szałański "Żbik", został aresztowany przez żołnierzy KBW w miejscowości Promieszyn Nowy gm. Staroźreby pow. Płock dopiero 23 kwietnia 1952 r. Przy aresztowanym znaleziono 1 pistolet, 1 KB, 18 sztuk amunicji. Rozbicie oddziału Edwarda Szałańskiego ps. "Tygrysa" zakończyło działalność podziemia zbrojnego na Mazowszu Zachodnim.

"Ostatni leśny" - "Puszczyk"
Ostatnim oddziałem niepodległościowego podziemia zlikwidowanym przez resort bezpieczeństwa na Mazowszu Północnym była grupa por. Witolda Grabowskiego "Puszczyka". W okresie okupacji niemieckiej był on żołnierzem Kedywu AK w Obwodzie Mława. Służbę w oddziałach partyzanckich rozpoczął już w 1943 r. Po wyzwoleniu działał w strukturze Ruchu Oporu Armii Krajowej (ROAK) w ramach batalionu "Znicz" dowodzonego przez kpt. Pawła Nowakowskiego "Łysego" (uczestniczył m.in. w udanej akcji 6 czerwca 1945 r. na PUBP w Mławie, w wyniku której uwolnionych zostało 32 więźniów oraz zastrzelonych 4 funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa). Po akcji ujawnieniowej w 1947 r. dowodził samodzielnym oddziałem wchodzącym prawdopodobnie w skład 16 Okręgu NZW. Po jego likwidacji nawiązał kontakt z Mieczysławem Dziemiszkiewiczem "Rojem". Od jesieni 1951 r. kilkuosobowy oddział W. Grabowskiego nie prowadził już w zasadzie żadnych działań dywersyjnych, będąc typową "grupą przetrwania". Do jesieni 1952 r. ukrywał się w przygotowanym uprzednio bunkrze w powiecie działdowskim, a po jego zlokalizowaniu przez resort bezpieczeństwa przeszedł w okolice Mławy, gdzie do lata 1953 r. "melinował" w kolonijnych gospodarstwach miejscowości Niedziałki (u rodzin: Marianny Jeziorowskiej, Stanisława Adamczyka i Zygmunta Klimaszewskiego). Tam też 5 lipca 1953 r. otoczyła go 1300 osobowa grupa operacyjna KBW. Zgodnie z planem w dniu 5.VII.1953 r. o godz. 15.00 przystąpiono do operacji okrążając - informował w sprawozdaniu dowodzący operacja oficer KBW - /..../ zabudowania w momencie nawiązywania styków 2/ch kompanii zamykający pierścień /..../ banda w sile 7-miu ludzi podjęła ucieczkę w kierunku lasu, gdzie nie widoczna była obstawa dla niej. W tym czasie została nakryta silnym krzyżowym ogniem z broni maszynowej i obstawy i banda widząc, że jest okrążona zajęła stanowiska w życie, przyjmując obronę, jednocześnie wycofując się w kierunku lasu.. W wyniku półtoragodzinnej walki banda została całkowicie zlikwidowana. Polegli wówczas: Henryk Barwiński, Kazimierz Żmijewski, Antoni Tomczyk "Malutki", Feliks Gutowski, Piotr Grzybowski "Jastrząb", Wacław Grabowski "Puszczyk" i Lucjan Krępski "Rekin".

PROCESY
"Huzar" i inni
Śledztwo kpt. Kazimierza Kamieńskiego - jednego z ostatnich dowódców powojennego podziemia trwało cztery miesiące. Zostało zakończone 11.03.1953 r. Proces, pomimo właściwości terytorialnej Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie przeniesiony został ze względów propagandowych do Łap - tj. na obszar będący jeszcze do niedawna "ostoją" patroli kpt. "Huzara". Po trwającej trzy dni rozprawie, 26.03.1953 r. sąd pod przewodnictwem ppłk Mieczysława Widaja ogłosił wyrok. Jego sentencja, tak jak i akt oskarżenia, obfitowała w pełne nienawiści, uwłaczające godności oskarżonych sformułowania. Na czele tej bandy stanęli: syn kułacki, płód sanacyjnego faszystowskiego wójta Kazimierz Kamieński, wyrafinowany zbrodniarz i zdrajca, który w okresie okupacji występując jako dowódca plutonu AK faktycznie współdziałał z hitlerowskim najeźdźcą. /.../ Cała ta zgraja bandycka składała się z kułackich zapleczników, wyrzutków bez sumienia i skrupułów, których łączyło jedno: nienawiść do pracującego chłopstwa, do tych jego warstw, które pragnęły się wyzwolić z odwiecznej niewoli obszarniczo - kapitalistycznej i zrzucić z siebie wyzysk kułacki.
Dnia 31 marca 1953 r. na sesji wyjazdowej w Ciechanowcu zapadł wyrok w sprawie czterech kolejnych konspiratorów: Kazimierza Parzonki "Zygmunta", Kazimierza Radziszewskiego "Marynarza", Józefa Mościckiego "Pantery" oraz Józefa Kostro "Pawła".
"Huzar" - 12-krotna kara śmierci, "Żubryd" - 7-krotna kara śmierci, "Zbyszek" - 4-krotna kara śmierci, "Zygmunt" - 8-krotna kara śmierci, "Marynarz" - 4-krotna kara śmierci, "Paweł" - 3-krotna kara śmierci, "Pantera" - 4-krotna kara śmierci
Wobec z góry ustalonych wyroków opinie składów sędziowskich w sprawie ułaskawienia były tylko formalnością. Z uwagi na wszechstronną działalność kontrrewolucyjną typu faszystowskiego po stronie wszystkich wyżej wymienionych skazanych, wysokie napięcie złej woli uwydatnione w bestialskim sposobie dokonywania mordów. Sąd jest zdania, że żaden ze skazanych na karę śmierci w tej sprawie nie zasługuje na ułaskawienie". /.../ skazani sami wykluczyli się ze społeczeństwa ludowego i nie można liczyć na ich reedukację, a więc na łaskę nie zasługują. /.../ Mimo szeregów aktów łaski władzy ludowej w postaci ustaw amnestyjnych 1945 r. i 1947 r. z okazji do powrotu na drogę normalnego życia nie skorzystali, w dalszym ciągu podnosząc bandycką łapę na tą władzę, aż do ich ujęcia w końcu listopada 1952 r. Mając powyższe na uwadze skład sądzący staje na stanowisku, że skazani sami wykluczyli się ze społeczeństwa ludowego i nie można liczyć na ich reedukację, a więc na łaskę nie zasługują.
Po odmowie Rady Państwa skorzystania z prawa łaski 22 września oraz 11 października 1953 r. zastrzeleni zostali w białostockim więzieniu: kpt. "Huzar", "Żubryd", "Zbyszek", "Zygmunt", "Marynarz" oraz "Pantera".

Komenda 16 Okręgu NZW
Rozpoczęte już w dniu rozbicia komendy śledztwo trwało blisko rok (zamknięto je 1 kwietnia 1949 r.). Zatrzymani członkowie sztabu Okręgu znajdowali się w szczególnie ciężkiej sytuacji, z uwagi na przejęte przez resort bezpieczeństwa kompletne archiwum organizacji NZW - zawierające się aż w 10 teczkach. W tej sytuacji możliwości prowadzenia jakiejkolwiek "gry ze śledczymi" były mocno ograniczone, a większość przesłuchań sprowadzała się przede wszystkim do wymuszania na oskarżonych rozszyfrowywania widniejących w dokumentach kryptonimów, pseudonimów, czy też lokalizacji kolejnych struktur terenowych.
Rozprawa przed WSR w Warszawie, podobnie jak to miało miejsce w przypadku "Huzara" i jego ludzi, przeniesiona została, ze względów propagandowych, w rejon dotychczasowego działania organizacji - tj. do Ostrołęki. Podczas trwających cztery dni posiedzeń, Sąd pod przewodnictwem mjr Mieczysława Widaja: uznał, że do oskarżonych, jako do przestępców zawodowych /.../ nie może być zastosowane dobrodziejstwo amnestii. Co do oskarżonych pierwszych siedmiu, sąd uznał, że oni nie rokują żadnej nadziei poprawy, jako zagorzali przeciwnicy demokratycznego ustroju Państwa Polskiego i jako długoletni zawodowi przestępcy i dlatego sąd uznał, że tylko wyeliminowanie ich zupełnie ze społeczeństwa może być z jednej strony zabezpieczeniem obywateli przed tego rodzaju przestępczością, z drugiej zaś strony może zadośćuczynić urażonemu poczuciu praworządności demokratycznej. Dnia 29 kwietnia 1949 r. zapadł wyrok: Józef Kozłowski "Las" - 6-krotna kara śmierci, Piotr Macuk "Sęp" - 4-krotna kara śmierci, Bolesław Szyszko "Klon" - 5-krotna kara śmierci, Czesław Kania "Witold" - 4-krotna kara śmierci, Henryk Tkaczyk "Sęk" - 4-krotna kara śmierci, Józef Bączek "Lew" - kara śmierci, Apolinary Samsel "Sokół" - kara śmierci, Darmofał Piotr "Ster"- 5-krotna kara śmierci, Stanisław Ałaj "Grzegrzółka" - 4-krotna kara śmierci. Opinia składu sędziowskiego w sprawie ułaskawienia nie pozostawiała wątpliwości, co do "finału" całej sprawy: Wobec ogromu zbrodni, zawodowości i popełnienia przez wszystkich skazanych ich przestępczej działalności w przeciągu paru lat, bez względu na ilość ofiar obciążających danego skazanego, czy to bezpośrednio jako wykonawcy zabójstwa, czy też pośrednio, jako podżegacza lub przekaziciela rozkazu zabicia - Sąd jest zdania, że żaden ze skazanych nie zasługuje na ułaskawienie. Po odmowie Bolesława Bieruta skorzystania z prawa łaski 12 sierpnia 1949 r. w więzieniu na Mokotowie, późnym wieczorem zastrzeleni zostali: "Las", "Sęp", "Klon" i "Witold" (pozostałym trzem skazanym zamieniono karę na dożywotnie więzienie).

Komenda 23 Okręgu NZW
Rozpoczęte 28 września 1948 r., w dniu aresztowania por. Stefana Bronarskiego "Romana", niezwykle okrutne śledztwo, trwało blisko półtora roku.. Więziony wówczas w tym samym areszcie żołnierz NZW Witold Teske wspominał: "Począwszy od zmroku, całą noc do rana odbywały się przeważnie śledztwa, którym towarzyszyły bezustanne krzyki mordowanych. Nikt nie spał, a nawet odważnych ludzi ogarniał strach. Wycia były nieustanne, ludzie krzyczeli z bólu. Słychać było charczenie ludzi duszonych. Szczególnie przykre były krzyki i płacz katowanych kobiet. Będąc w celi gdzie były szczeliny przy futrynie, widziałem jak funkcjonariusze trzymali leżącego i rozkrzyżowanego Stefana Majewskiego. Był obecny lekarz ze strzykawką a śledczy Bronisław Szczerbakowski początkowo straszył a w końcu polecił dokonać leżącemu zastrzyku, co nastąpiło, czemu towarzyszyło nieludzkie wycie torturowanego". W dniu 19 czerwca 1950 r. na ławie oskarżonych zasiedli niemal wszyscy żyjący członkowie sztabu Okręgu: por. Stefan Bronarski "Roman", por. Stefan Majewski "Szczepan", por. Jerzy Wierzbicki "Dodek", por. Jan Przybyłowski "Onufry", plut. Stanisław Lewandowski "Ogrodnik", dowódca oddziałów bojowych Okręgu sierż. Wiktor Stryjewski "Cacko" oraz nie będący członkiem Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, ostatni komendant Okręgu Płockiego Armii Krajowej por. Jan Nowak "Korab".
Przygotowany w oparciu o wymuszone zeznania (które podczas rozprawy w większości zostały przez oskarżonych odwołane) akt oskarżenia, poza zarzutami dotyczącymi walki z przedstawicielami nowej władzy "w przestępczych konspiracyjnych resztkach AK, później zaś przestępczej organizacji poczuwającej się do przynależności do NZW a występującej jako 11 Grupa Operacyjna 23 Okręgu NSZ obejmującej zasięgiem działalności powiaty Płock, Płońsk, Sierpc, Mława, Rypin, Lipno i Włocławek po 1945 r., w sposób szczególny eksponował rzekomą współpracę żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych z hitlerowcami w czasie okupacji niemieckiej. Zarzucano m.in. walkę z patriotyczne nastawionymi partyzantami z GL i AL., a nie z okupantem.
Ogłoszony, po blisko dwutygodniowym procesie (w obszernych fragmentach transmitowanym przez radio), w dniu 3 lipca 1950 r. wyrok brzmiał: Stefan Bronarski "Roman" - 5-krotna kara śmierci, Stefan Majewski "Szczepan" - 6-krotna kara śmierci, Jan Przybyłowski "Onufry" - 3-krotna kara śmierci, Jerzy Wierzbicki "Dodek" - 4-krotna kara śmierci, Wiktor Stryjewski "Cacko" - 38-krotna kara śmierci, Jan Nowak - 2-krotna kara śmierci, Stanisław Lewandowski - dożywotnie więzienie.
Opinia składu sędziowskiego na temat oskarżonych brzmiała: "W sprawie Bronarskiego Stefana i wspólników, oskarżonych o przestępstwa z Dekretu o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy, winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną oraz dla zdrajców Narodu Polskiego, z Dekretu o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa, z ustaw ogólnych o zbrodnie stanu i przestępstwa pospolite - jako naczelne zjawisko wystąpił udowodniony w toku przewodu sądowego fakt, że dowództwa Armii Krajowej na różnych szczeblach, od najwyższych począwszy aż do Komendy Obwodu włącznie, nie tylko w myśl reakcyjnej teorii "dwu wrogów" powstrzymywały szeregowych żołnierzy AK od czynnej walki z Niemcami, propagując hasła "stania z bronią u nogi", lecz nadto czynnie współdziałały z polityczną policją niemiecką Gestapo w gnębieniu ruchu lewicowego w Polsce, w hamowaniu wszelkiej walki rzeczywiście przynoszącej szkodę hitlerowskim okupantom, walki podejmowanej z uporem i wytrwale kontynuowanej przez Polską Partię Robotniczą, Gwardię Ludową i Armię Ludową.(...)Przy wymiarze kary oskarżonym Sąd miał na uwadze, że oni jako przestępcy zawodowi działający z nienawiści do ustroju oraz z chęci zysku i łatwych zarobków nie rokują nadziei poprawy i dlatego uznał za stosowne zupełne wyeliminowanie ich ze zdrowego społeczeństwa".
Decyzją z dnia 17 stycznia 1951 r. Bolesław Bierut skorzystał z prawa łaski i zamienił orzeczony w stosunku do Jana Nowaka wyrok na "karę dożywotniego więzienia z utrzymaniem w mocy kar dodatkowych". Pozostali skazani na karę śmierci, w dniu 18 stycznia 1951 r. zostali zamordowani w więzieniu na Mokotowie w Warszawie.