Co? Gdzie? Kiedy?


Twoje skróty

Dodaj link

Oddziały Armii Czerwonej w oczekiwaniu na rozpoczęcie defilady w Białymstoku, wrzesień 1939

Miniaturka


Rafał Wnuk, IPN Lublin

„ZA PIERWSZEGO SOWIETA”. POLSKA KONSPIRACJA NA KRESACH WSCHODNICH II RP
(WRZESIEŃ 1939 – CZERWIEC 1941)
fragmenty książki, która wkrótce ukaże się nakładem IPN


Z rozdziału I

[...] W końcu lat trzydziestych konflikty etniczne, społeczne, religijne i polityczne na Kresach Wschodnich wzajemnie się podsycały, a perspektywa rozwiązania choćby części z nich wydawała się wciąż odległa. Dwaj agresywni i wielokrotnie od II RP silniejsi sąsiedzi: Niemcy i Związek Sowiecki, podziały te zaogniali, a niezadowolenie mniejszości narodowych starali się wykorzystać w celu destabilizacji państwa polskiego.

O przyszłości tych ziem nie zdecydowały jednak skomplikowane procesy narodowościowe, lecz arbitralne decyzje Hitlera i Stalina. Podpisane 23 sierpnia 1939 r. przez Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa porozumienie zakładało podział Europy Środkowej pomiędzy III Rzeszę a Związek Sowiecki. Państwo polskie miało zostać zlikwidowane, a jego ziemie włączone w orbitę wpływów umawiających się stron. Linię podziału miały wyznaczać rzeki Pisa, Narew, Wisła i San [1]. W ciągu dwóch pierwszych tygodni wojny siły niemieckie systematycznie spychały armię polską na wschód. W połowie września 1939 r. główne działania na froncie polsko-niemieckim koncentrowały się na dwóch obszarach: w centralnej części kraju pomiędzy doliną Bzury, Puszczą Kampinoską, Warszawą i Modlinem oraz na południowym wschodzie w pasie Zamość–Tomaszów–Lwów–górny Dniestr. Silny opór w centralnej Polsce stanowił dla Niemców pewne zaskoczenie i zmusił ich do przerzucenia części sił z południowego wschodu. Przyhamowało to impet uderzenia na południu. Wówczas też dowództwo polskie zaczęło wdrażać w życie plan gen. Kazimierza Sosnkowskiego polegający na utworzeniu tzw. przedmościa rumuńskiego. Na obszarze obejmującym nieco ponad połowę województwa stanisławowskiego, w sprzyjających prowadzeniu działań obronnych Karpatach, miał powstać umocniony przyczółek umożliwiający długotrwałą obronę. Tam miały spływać wycofujące się z centrum i południa kraju jednostki Wojska Polskiego. Według Czesława Grzelaka, sytuacja militarna Polski: „w szesnastym dniu wojny była zła, ale nie beznadziejna” [2]. Przy zachowaniu przez Sowietów neutralności i otrzymaniu wsparcia w sprzęcie ze strony Wielkiej Brytanii i Francji Wojsko Polskie mogłoby stawiać opór jeszcze przez wiele miesięcy.

Realizację tego scenariusza uniemożliwiło uderzenie sowieckie. Po przekroczeniu o świcie 17 września, bez wymówienia paktu o nieagresji, granicy z Polską przez oddziały Armii Czerwonej polskie działania obronne nie miały już szans powodzenia. Tego samego dnia w godzinach popołudniowych marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał rozkaz wycofania oddziałów WP najkrótszymi drogami do Rumunii i na Węgry. Zastrzegał przy tym: „Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów” [3]. Dyrektywa ta dawała dowódcom jednostek WP, które jeszcze nie weszły w styczność z oddziałami Armii Czerwonej, wolną rękę. Ze względu na trudności komunikacyjne część dowódców nie otrzymała tego rozkazu. Oddziały, które wcześniej starły się z Sowietami, oraz część tych, do których rozkazy nie dotarły, prowadziły walkę. W nocy z 17 na 18 września 1939 r. prezydent, Sztab Główny i rząd przekroczyły granicę z Rumunią.

Pierwsze w bój z wkraczającymi oddziałami sowieckimi weszły obsady strażnic Korpusu Ochrony Pogranicza. Jednostki Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej uderzyły w czterech kierunkach, na północy posuwały się w kierunku Wilna, które po krótkotrwałej obronie zostało zajęte 19 września wieczorem. W środkowej części frontu Sowieci posuwali się na Grodno i Białystok, trzeci klin wojsk sowieckich kierował się przez Baranowicze na Brześć, czwarty zaś, wysunięty najbardziej na południe, uderzał w kierunku Pińska i w kierunku Włodawy. Jednostki Frontu Ukraińskiego posuwały się w dwóch kolumnach: północna przez Wołyń szła w kierunku Lubelszczyzny, a najsilniejszy i najbardziej mobilny związek operacyjny działał na południu. Jego zadaniem było odcięcie jednostek polskich od granicy z Rumunią i Węgrami i równoczesne zajęcie Tarnopola i Lwowa. Wobec stosunkowo słabej, dopiero improwizowanej polskiej obrony Sowieci w ciągu trzech dni zajęli pas terytorium szerokości ok. 170 km. Ponieważ oddziały niemieckie operowały głęboko na wschód od strefy wpływów wyznaczonej paktem Ribbentrop–Mołotow, 20 września 1939 r. w wielu miejscach oddziały obu agresorów znalazły się blisko siebie. Tego dnia w Berlinie doszło do spotkania delegacji sowieckiej i niemieckiej. Uzgodniono wówczas, że wojska umawiających się stron przejdą na uzgodnioną 23 sierpnia linię. Podczas operacji jednostki Wehrmachtu i Armii Czerwonej miał oddzielać 25-kilometrowy pas ziemi niczyjej.

W trakcie tej operacji doszło do kilku poważnych starć pomiędzy oddziałami WP a Sowietami. Do najbardziej znanych należy trwająca od 20 do 22 września obrona Grodna. Wymienić tu jednak trzeba też walki w Puszczy Augustowskiej, bitwę o Szack czy bitwę pod Wytycznem. Jako ostatnie 5 października 1939 r. Sowietom poddały się wycofujące się po tzw. drugiej bitwie tomaszowskiej jednostki płk. Tadeusza Zieleniewskiego [4].

W momencie zakończenia działań wojennych na terytorium zajętym przez Sowietów przebywało ok. 500–750 tys. żołnierzy Armii Czerwonej i NKWD. Stracili oni 2500–3000 zabitych i od 8000 do 10 000 rannych, ok. 150 wozów bojowych i 15–20 samolotów. Straty polskie były znacznie wyższe i mogły sięgać 6000–7000 ludzi poległych w walce oraz ok. 10 000 rannych. Dodać do tego trzeba nieustaloną liczbę żołnierzy i oficerów WP wziętych do niewoli, a następnie zamordowanych przez czerwonoarmistów oraz członków różnego rodzaju milicji. W rezultacie działań wojennych w sowieckich obozach jenieckich znalazło się kilkanaście tysięcy żołnierzy WP i policjantów. Na mocy decyzji Stalina, zaaprobowanej przez Biuro Polityczne KC WKP(b), zostali oni rozstrzelani w kwietniu 1940 r. [5].

W pierwszej połowie września 1939 r. służący w szeregach WP żołnierze narodowości ukraińskiej, białoruskiej czy żydowskiej walczyli nie gorzej od Polaków, nie odnotowano też nasilenia wystąpień przeciwko Polakom ze strony tych mniejszości [6]. Po sowieckim uderzeniu z 17 września 1939 r., gdy klęska armii polskiej była już jedynie kwestią czasu, sytuacja ta uległa zmianie. Wycofywaniu się jednostek WP na wschód towarzyszyły coraz liczniejsze dezercje. Dowodzący Frontem Południowym gen. Sosnkowski, pisząc o Ukraińcach, zauważył: „Przechodząc przez miejscowości zamieszkane przez większość ruską, nie mogli się oni oprzeć pokusie opuszczenia szeregów z myślą o przedostaniu się do swych rodzinnych a względnie już niedalekich okolic” [7]. Gdy przegrana stała się oczywista, tendencje takie pojawiały się u wszystkich mieszkańców Kresów, w tym Polaków. Możemy się domyślać, że wśród przedstawicieli mniejszości narodowych czujących słabą więź z Polską występowały one odpowiednio częściej.

Od połowy września nasilały się wystąpienia miejscowej ludności przeciwko Polakom. W łagodniejszej formie objawiały się one odmową nakarmienia żołnierzy WP czy uciekinierów z Polski centralnej. W drastyczniejszej – były to ataki zbrojne przybierające niekiedy charakter zorganizowanej akcji dywersyjnej. 11 września, po wkroczeniu oddziałów Wehrmachtu na teren Galicji Wschodniej, grupy zbrojne OUN rozpoczęły szeroko zakrojoną antypolską akcję. Ofiarami agresji padło kilka tysięcy osób cywilnych, głównie uchodźców i osadników wojskowych, atakowano też mniejsze grupki żołnierzy [8]. Po 17 września do działań przystąpiły bojówki Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Po tej dacie trudno oddzielić, które ataki inicjowane były przez nacjonalistów, które zaś przez komunistów [9]. Stan ówczesny oddaje relacja opublikowana przez Jana Tomasza Grossa i Irenę Grudzińską. W powiecie Brody w Tarnopolskiem cieszący się z wejścia Sowietów Ukraińcy „tydzień po wkroczeniu napadli z drugiej wioski na naszą kolonię. Szła ich masa, dzieci, kobiety, mężczyźni. Idąc, krzyczeli: Już skończyło się wasze panowanie, my was utopimy w rzece. Od rana zabierali [dobytek] z domów i ładowali na wozy i wywozili do swojej wioski” [10]. Nie ma wątpliwości, że działania bojówek OUN były elementem przygotowanej dzięki pomocy Abwehry szeroko zakrojonej akcji dywersyjnej [11]. W ocenie Torzeckiego, choć liderzy OUN nie ulegli co prawda naciskom Niemców i nie zorganizowali powstania: „to jednak nakazano pogotowie, rzekomo w celach obrony przed ewentualnymi polskim represjami czy wystąpieniami przeciwko Ukraińcom. W niektórych miejscowościach przybrało to charakter pogotowia bojowego. Do napadów na pojedyncze, cofające się oddziały doszło prawie w każdym powiecie, lecz nie miało to charakteru powstania” [12].

Na Kresach Północno-Wschodnich do prowadzonych na szeroką skalę antypolskich działań doszło bezpośrednio po sowieckiej agresji. Np. 18 września 1939 r. uzbrojone bojówki, złożone głównie z Białorusinów i Żydów, opanowały Skidel w powiecie grodzieńskim. Dopiero przysłana następnego dnia ekspedycja karna z Grodna po stoczeniu regularnej bitwy wyparła rebeliantów z miasteczka. Do ataków podejmowanych przez „milicje”, „grupy samoobrony” czy tzw. opaskowców (nazywanych tak od noszonych na rękawie czerwonych opasek), w których skład wchodzili głównie przedstawiciele mniejszości narodowych, doszło w dziesiątkach miasteczek i osad północno-wschodniej Polski [13]. Działania te organizowała i koordynowała sieć konspiracyjna złożona z członków Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi i Komunistycznej Partii Polski, wsparta przerzucanymi z terenu ZSRS grupami dywersyjnymi [14].

Dla Polaków szczególnie bolesny był fakt radosnego witania wkraczających Sowietów przez przedstawicieli mniejszości narodowych. Wokół zachowań Żydów koncentrują się gorące spory historyków. Część badaczy, takich jak Marek Wierzbicki, Ben-Cion Pinchuk, Andrzej L. Sowa, Dov Levin czy Wojciech Śleszyński, uważa, że mniej lub bardziej manifestacyjne wyrażanie przez nich radości miało charakter powszechny. Inni, jak Krzysztof Jasiewicz czy Andrzej Żbikowski, wyrażają pogląd, że przypisywanie mniejszościom, szczególnie żydowskiej, sympatii komunistycznych wynikało z rozpowszechnionych stereotypów i nie odpowiadało faktycznemu stanowi rzeczy [15]. Jak się wydaje, w Galicji wśród witających dominowała ludność żydowska. W północnej części Kresów z kwiatami, chlebem i solą występowali przede wszystkim miejscowi Białorusini i Żydzi, w południowej części Polesia i na Wołyniu Żydzi i Ukraińcy. W wielu miejscach znaczny odsetek wśród witających stanowili etniczni Polacy.

25 września 1939 r. na Kremlu Stalin i Mołotow przeprowadzili z ambasadorem niemieckim rozmowę dotyczącą podziału terytorium II RP. Stalin zaproponował wówczas, by w zamian za Lubelszczyznę i wschodnie Mazowsze Związek Sowiecki otrzymał Litwę. Pomiędzy 27 a 29 września w Moskwie przebywał Ribbentrop. Ostatecznie w wyniku negocjacji jako linię podziału wyznaczono linię Sanu, Bugu oraz środkowej Narwi. 28 września agresorzy podpisali układ o przyjaźni i granicy między ZSRS a Niemcami, 4 października zaś protokół dodatkowy, precyzujący przebieg linii granicznej. 10 października 1939 r., jeszcze przed formalną aneksją ziem okupowanych, Związek Sowiecki wymusił na Litwie układ, w którego myśl w zamian za przekazanie Wilna i tzw. obwodu wileńskiego Armia Czerwona miała prawo utrzymywać na terytorium tego państwa własne bazy wojskowe [16].

W wyniku tych ustaleń blisko 52 proc. ziem II RP znalazło się ostatecznie pod okupacją sowiecką. Do Białoruskiej SRS, jako tzw. Zachodnia Białoruś, przyłączone zostały w całości województwa poleskie i nowogródzkie, województwo wileńskie bez powiatu wileńskiego i trockiego, województwo białostockie bez włączonego do III Rzeszy powiatu suwalskiego, w całości powiat łomżyński oraz częściowo powiaty ostrołęcki i ostrowski z województwa warszawskiego. 23 października 1939 r. oddziały litewskie zajęły przekazane im przez Sowietów Wilno wraz z powiatami wileńskim i trockim. Po zajęciu Litwy 15 czerwca 1940 r. przez Armię Czerwoną ziemie te weszły do Litewskiej SRS. Do Ukraińskiej SRS, jako tzw. Zachodnia Ukraina, przyłączone zostały w całości województwa wołyńskie, stanisławowskie i tarnopolskie oraz centralna i wschodnia część województwa lwowskiego [17]. Rządy Wielkiej Brytanii i Francji wybrały rolę obserwatora, wstrzymały ograniczone działania wojenne na froncie zachodnim i nie potępiły jednoznaczne agresji sowieckiej. Co gorsza, z ust niektórych decydentów padły sugestie, by przyszłą granicą polsko-sowiecką była linia Curzona [18].

Po ustaleniu linii granicznej z Niemcami władze sowieckie przystąpiły do przebudowy struktur administracyjnych i systemu społeczno-gospodarczego zajętych terytoriów. Jej celem było trwałe połączenie tych obszarów z ZSRS. Wstępnym etapem tego procesu było wspomniane powyżej – wyprzedzające wkroczenie jednostek Armii Czerwonej – powstanie działających w imieniu Związku Sowieckiego komitetów rewolucyjnych i bojówek, określanych w terminologii sowieckiej Milicją Robotniczo-Chłopską (RKM – Rabocze-Kriestjanskaja Milicyja). Ich działalności towarzyszyły grabieże i mordy dokonywane głównie na pracownikach polskiej administracji, ziemiaństwie i inteligencji. Proceder ten trwał również w pierwszym okresie po wejściu Sowietów. Jak zauważył Krzysztof Jasiewicz, ów „rewolucyjny ład” spełniał istotną rolę, spajając część kresowego chłopstwa i lumpenproletariatu z nowym ustrojem. Akceptowane przez władzę sowiecką napady wiązały bowiem ich uczestników z nową władzą. Rozkradanie majątku miejscowych elit w jej interpretacji nosiło znamiona „rewolucyjnej redystrybucji dóbr”, ponieważ pokrzywdzone warstwy odbierały „burżujom” bogactwo powstałe w wyniku „kapitalistycznego ucisku”. Przy okazji następowało błyskawiczne niszczenie infrastruktury gospodarczej i dotychczasowego ładu społecznego. To zaś tworzyło pustą przestrzeń, możliwą do wypełnienia przez nowe, „sprawiedliwe” porządki [19].

W propagandowej wersji we wrześniu 1939 r. dokonywała się klasyczna rewolucja, w której trakcie masy ludu pracującego wyzwalały się od ucisku polskich obszarników i kapitalistów. W rzeczywistości był to proces starannie wyreżyserowany i od początku sterowany przez Sowietów. Wkraczające do Polski oddziały Armii Czerwonej otrzymały instrukcje, zgodnie z którymi bezpośrednio po wkroczeniu do miasta miały powoływać „tymczasowy zarząd” z udziałem przedstawiciela armii, funkcjonariusza NKWD, przedstawiciela robotników i reprezentanta lewicowej inteligencji. Ciało to miało za zadanie sformować gwardię robotniczą, zorganizować wydawanie gazety, a w gminach utworzyć komitety włościańskie w celu odebrania ziemi obszarniczej i przekazania jej „biedniakom” i „średniakom”. Jednocześnie zakazywano zakładania na razie kołchozów czy nawet agitowania na ich rzecz [20].

Kolejnym etapem formalizującym procedurę aneksyjną było podjęcie przez Biuro Polityczne KC WKP(b) 1 października 1939 r. decyzji o zwołaniu zgromadzeń ludowych – ukraińskiego we Lwowie i białoruskiego w Białymstoku. Pierwotnie istniał plan utworzenia również Polskiego Zgromadzenia Ludowego. Zrezygnowano jednak z tego pomysłu, gdyż Lubelszczyzna i wschodnie Mazowsze, które w myśl paktu Ribbentrop–Mołotow miały przypaść Związkowi Sowieckiemu, na skutek wejścia w życie układu granicznego, zmieniającego ustalenia tego paktu, znalazły się po stronie niemieckiej.
Poprzedzone zmasowaną agitacją wybory odbyły się 22 października 1939 r. W USRS wzięło w nich rzekomo udział 92,83 proc., zaś w BSRS 96,7 proc. uprawnionych. W obu przypadkach na kandydatów promowanych przez władze paść miało ponad 90 proc. głosów. Tak „wybrani” deputowani weszli do Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Ukrainy, które obradowało we Lwowie od 26 do 28 października 1939 r., oraz do Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi, zwołanego w Białymstoku w dniach 28–30 października. Gremia te najpierw, w rozpisanej na głosy krytyce „eksterminacyjnej polityki białopolskich okupantów, krwiopijców i jaśniewielmożnych panów” wobec „mas ukraińskich i białoruskich”, uchwaliły ustanowienie na okupowanych obszarach władzy sowieckiej, którą sprawować będą rady delegatów. Następnie przyjęto deklarację zawierającą „prośbę” do Rady Najwyższej ZSRS o włączenie tych ziem do „siostrzanych republik” USRS i BSRS. Kolejne uchwały dotyczyły problematyki gospodarczej. Trzecia proklamowała konfiskatę bez wykupu ziem, budynków i inwentarza należących do „obszarników”, kościołów oraz urzędników państwowych i przekazanie ich w użytkowanie (a nie na własność) chłopom małorolnym i bezrolnym. Czwarta uchwała nacjonalizowała banki i większe zakłady przemysłowe. Na koniec obrad Zgromadzenie Ludowe Zachodniej Białorusi zdecydowało o ustanowieniu 17 września ogólnonarodowym świętem. W dniach 1–2 listopada RN ZSRS uchwaliła ustawy włączające tzw. Zachodnią Białoruś i Zachodnią Ukrainę do ZSRS. Ostatnim etapem spektaklu była akceptacja decyzji RN ZSRS przez Rady Najwyższe BSRS i USRS, co się stało 14 i 15 listopada 1939 r. Postanowienia zgromadzeń narodowych i następujące po nich procedury miały nadać pozory legalizmu niezgodnej z prawem międzynarodowym aneksji okupowanych ziem i już w ramach sowieckiej państwowości legitymizowały „rewolucyjne przemiany”, rozpoczęte sowiecką agresją na Polskę [21].

Konsekwencją procedury aneksyjnej była konieczność uregulowania statusu obywatelskiego mieszkańców przyłączanych ziem. 29 listopada 1939 r. Prezydium RN ZSRS przyjęło dekret, w którego myśl obywatele polscy zamieszkujący „zachodnie obwody Ukrainy i Białorusi” automatycznie stawali się obywatelami ZSRS. Natomiast przebywający na tych ziemiach bieżeńcy [22] musieli się ubiegać o obywatelstwo w specjalnym trybie. Oznaczało to wprowadzenie obowiązku paszportowego dla wszystkich mieszkańców pasa nadgranicznego – wszystkich miast, osiedli robotniczych i miejscowości będących siedzibami MTS (maszynno-traktornaja stancyja – stacja maszynowo-traktorowa). Według Albina Głowackiego: „Przymus ubiegania się o paszport okazał się zakamuflowaną akcją represyjną. Umożliwił niemal powszechne »sprawdzenie« obywateli. Oznaczał bezpośredni kontakt z nową władzą, która (poprzez przesłuchania, dochodzenia, studiowanie bardzo szczegółowego kwestionariusza osobowego) starała się zebrać możliwie dużo i dokładnych informacji – o przebiegu pracy zawodowej, o politycznej postawie i poglądach petenta (i rodziny) oraz jego stosunku do ZSRS. Równocześnie różnymi metodami próbowano zacierać polskość [...]. Oporni narażali się na represje” [23]. Narzucenie sowieckiego obywatelstwa mieszkańcom okupowanych ziem dla młodych mężczyzn oznaczało przymus odbycia służby wojskowej w szeregach Armii Czerwonej. Trafiło tam ponad 210 tys. obywateli II RP urodzonych pomiędzy 1917 a 1919 r.

W grudniu wprowadzono wzorowany na systemie sowieckim nowy podział administracyjny. Wyższy jego szczebel stanowiły obwody, niższy – rejony. Miasta będące siedzibami obwodów podzielono na rejony miejskie. W styczniu 1940 r. pełniące dotychczas funkcję władz najniższego szczebla komitety włościańskie zastąpiono sielsowietami – radami wiejskimi. Powołane jednostki terytorialne miały obszar znacznie mniejszy niż ich polskie odpowiedniki. Duże nasycenie terenu reprezentantami nowej administracji ułatwiało kontrolowanie mieszkańców. Rozbudowa lokalnego aparatu pozwoliła na wciągnięcie w jego strukturę dużej liczby ludzi miejscowych, najczęściej z nizin społecznych, w wyniku czego wiązali się oni z państwem sowieckim. Pracownicy przedwojennej administracji polskiej, jako element klasowo niepewny, z reguły nie byli zatrudniani w nowych jednostkach organizacyjnych. Dostępne dane statystyczne pokazują, że w lokalnych władzach dominowali Ukraińcy, Białorusini i Żydzi. Polacy w gremiach tych byli reprezentowani w stopniu niższym, niż wynikałoby to z ich liczebności. Podobna rotacja kadr miała miejsce w niemal wszystkich instytucjach państwowych. Nie oznacza to wszakże, że mniejszości narodowe II RP otrzymały rzeczywistą władzę. Ta znalazła się w rękach piastujących wszystkie kierownicze stanowiska tzw. wastoczników, czyli sprawdzonych kadr przysłanych ze Związku Sowieckiego [24].

Ważną rolę w procesie unifikacji odgrywała organizacja partyjna. Biuro Polityczne KC WKP(b) już 1 października 1939 r. zleciło niezwłoczne jej stworzenie. Pierwszeństwo w przyjmowaniu do partii otrzymali robotnicy, „postępowi” chłopi i inteligenci, którzy pomagali Armii Czerwonej w walce o ustanowienie sowieckiej władzy. Co ciekawe, członkowie KPZU, KPZB oraz KPP nie zostali przyjęci jako grupa. Musieli składać akces indywidualnie, a ich podania długo i szczegółowo sprawdzano. Do tworzenia komórek partyjnych oraz organizacji komsomolskiej oddelegowano ok. 6 tys. członków WKP(b) i komsomolców.
Kolejnym krokiem procedury aneksyjnej były wybory do ustawodawczych gremiów obu republik i Związku Sowieckiego. Przed wyznaczonymi na 24 marca 1940 r. połączonymi wyborami uzupełniającymi do RN ZSRS, RN USRS i RN BSRS miejscowa ludność ponownie została poddana totalnej kampanii propagandowej. W atmosferze walki z „wrogimi elementami” komórki partyjne starannie wyselekcjonowały zarówno kandydatów na deputowanych, jak i skład komisji wyborczych. Samym wyborom nadano charakter festynu. W lokalach wyborczych na głosujących czekał poczęstunek i przygrywały im orkiestry. Osoby uchylające się od udziału w wyborach na miejsce doprowadzali funkcjonariusze Robotniczo-Chłopskiej Milicji i NKWD, po chorych wysyłano podwody. Według oficjalnych wyników, wybory zakończyły się niebywałym sukcesem. Do urn poszło 99 proc. głosujących, a kandydatów partii poparło ponad 98 proc. spośród nich [25].
Proces integracji zamknęły wybory do obwodowych, rejonowych, miejskich, wiejskich i osiedlowych rad na tzw. Zachodniej Ukrainie i Zachodniej Białorusi z 15 grudnia 1940 r. Po raz trzeci w ciągu czternastu miesięcy przeprowadzono nachalną, wszechobecną kampanię propagandową. Po tych wyborach, w których tradycyjnie już frekwencja przekroczyła 99 proc., a poparcie dla kandydatów partii wyniosło ponad 98 proc., w warstwie administracyjno-prawnej tzw. Zachodnia Ukraina i Zachodnia Białoruś zostały w pełni połączone z USRS i BSRS. Po aneksji przez Związek Sowiecki państw bałtyckich w czerwcu 1940 r. podobny schemat działań zastosowano wobec Litwy, a co za tym idzie, wobec obywateli II RP mieszkających w Wilnie i tzw. obwodzie wileńskim.
Zrytualizowane, powtarzające się wybory pełniły ważną funkcję wychowawczą. Towarzyszący im olbrzymi nacisk propagandowy w połączeniu z cichym przymusem wywoływały poczucie braku alternatywy, w konsekwencji służyły zatem zniewoleniu. Wątpiący lub niepokorni mieli się przekonać, iż ich wola, poglądy i wyznawane wartości nie mają żadnego znaczenia. Był to więc rodzaj lekcji sowieckiego „wychowania obywatelskiego” czy raczej tresury, uczącej posłuszeństwa wobec wszechmocnego państwa. Wypada się zgodzić z Grzegorzem Hryciukiem, który zauważył: „Publiczne upokorzenie, jakim było uczestnictwo w wyborach, czyniło z każdego już nie tylko ofiarę, ale wręcz wspólnika okupantów. [...] Sens tego cyklicznie odgrywanego widowiska być może najlepiej oddał pewien dozorca lwowski [...]: »to nie jest żadna komedia [...]. To są obrzędy. W procesji na Boże Ciało także z góry wiadomo, jak się ona odbędzie, ale procesja jest procesją, nabożeństwo, nabożeństwem«” [26].

Olbrzymie znaczenie miała prowadzona w ekspresowym tempie przebudowa systemu gospodarczego. Jej początkiem były grabieże bogatszych majątków, dokonywane przez „rewolucjonistów”, kryminalistów i miejscową biedotę we wrześniu 1939 r. Docelowo na anektowanych terytoriach sektor rolniczy zamierzano dostosować do wzorów sowieckich. Komuniści mieli świadomość, że hasła kolektywizacyjne wywołają wśród chłopów, także małorolnych, silny sprzeciw, a może nawet czynny opór. Z tego powodu początkowo władze sowieckie z premedytacją unikały wszelkich haseł negatywnie odnoszących się do prywatnych gospodarstw rolnych.

Uchwały obu zgromadzeń ludowych likwidowały większe prywatne gospodarstwa rolne oraz majątki Kościołów i związków wyznaniowych. Do końca 1939 r. pracujące pod kierownictwem komitetów partyjnych komitety gminne rozparcelowały należące do nich grunty rolne i inwentarz. Odgórnie ograniczono wielkość gospodarstw rolnych – w zależności od regionu miała ona wynosić od 5 do 15 ha. Tym samym problem międzywojennej wsi, jakim było zbytnie rozdrobnienie gruntów rolnych, uległ pogłębieniu. Niszczona przy okazji infrastruktura skazywała nowo utworzone gospodarstwa na zależność od pomocy państwowej.
W styczniu 1940 r. władze sowieckie dokonały radykalnego zwrotu. Zmieniły politykę zdobywania poparcia w zamian za ziemię na program kolektywizacji rolnictwa. W celu nałożenia obciążeń podatkowych zarządziły spis inwentarza żywego i wprowadziły obowiązek dostaw obowiązkowych produktów rolnych, mleka, drobiu i żywca po cenach wielokrotnie niższych niż ceny rynkowe. Egzekwowaniu narzuconych powinności towarzyszyła rekwizycja zwierząt i płodów rolnych. W miejscowościach, w których okolicy istniały rzeźnie, obowiązywał zakaz prywatnego uboju. Równocześnie utrudniano rolnikom sprzedaż produktów na wolnym rynku. W najlepsze, wysoko wyspecjalizowane gospodarstwa uderzał zakaz zatrudniania siły najemnej. Zmiany te, propagandowo przedstawiane jako uzdrowienie sektora rolnego, podcinały podstawy racjonalnej gospodarki, tym sposobem przygotowując grunt pod kołchozy i sowchozy. Chłopi, zmuszeni do oddawania produktów za bezcen, pomimo oficjalnych zakazów zaczęli masowo wybijać bydło i trzodę chlewną. W niektórych wsiach obsiewali wyłącznie niezbędną dla domu część posiadanego areału, resztę pozostawiając odłogiem.

Rozpoczęto też tworzenie państwowych stacji maszynowo-traktorowych, wykorzystując maszyny przejęte z dużych gospodarstw, a następnie także sprzęt przysyłany ze wschodu. Miały one służyć jako zaplecze państwowego i uspołecznionego rolnictwa. W lutym 1940 r. na obszarze tzw. Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi powstały pierwsze kołchozy i sowchozy. Pomimo nacisków administracyjnych i agresywnej propagandy kolektywizacja przebiegała z dużymi oporami. Do czerwca 1941 r. kołchozy objęły niecałe 7 proc. gospodarstw w zachodnich obwodach BSRS i 13 proc. w zachodnich obwodach USRS [27]. Liczba powstałych sowchozów jest nieznana. Ich udział w strukturze własności ziemi okupowanych obszarów nie przekraczał kilku promili. Z ustaleń Marka Wierzbickiego wynika, że ludność białoruska chętniej wstępowała do kołchozów niż polska. Ustalił on, że w kilku powiatach, w których istniała polsko-białoruska równowaga etniczna, 90 proc. kołchoźników stanowili Białorusini, a 10 proc. Polacy. Autor ten w odniesieniu do terenu tzw. zachodniej Białorusi napisał: „Władza radziecka przez cały okres kolektywizacji wspierała i faworyzowała ekonomicznie biedotę: biedniejszym rolnikom sprzedawano narzędzia rolne, nawozy sztuczne po niższych cenach, nakładano na nich stosunkowo niewielkie podatki oraz zwalniano z obowiązku uiszczania części innych świadczeń, małe gospodarstwa rolne otrzymywały po jednej krowie. […] W związku z tym władza radziecka miała wśród biednych warstw ludności białoruskiej wielu zwolenników, którzy wspierali ją do końca” [28]. Według Albina Głowackiego, o stosunku do kolektywizacji decydował status ekonomiczny i nie dostrzega on związku pomiędzy przynależnością narodową a akcesem do kołchozu: „Zamożni chłopi czuli […] zagrożenie postępującą kolektywizacją, nie byli dopuszczani do stanowisk na wsi, szykanowani podatkami. Natomiast los chłopów małorolnych i bezrolnych uległ – mimo nacisku kolektywizacyjnego – pewnej poprawie w porównaniu z czasem polskim. W sumie jednak forsowanie kolektywizacji wzmocniło niechęć chłopstwa do nowych władz i przyczyniło się do ogólnego zubożenia” [29].

W błyskawicznym tempie następowały też przekształcenia własnościowe w przemyśle, systemie bankowym i spółdzielczości. Nacjonalizujące przemysł październikowe uchwały zgromadzeń ludowych w wielu przypadkach „uprawomocniały” jedynie już istniejący stan rzeczy. Wiele zakładów zostało zajętych przez komunistów we wrześniu 1939 r., a 1 października tr. BP KC WKP(b) zadecydowało, iż zakłady, których właściciele zbiegli lub sabotują produkcję, należy znacjonalizować. Posługując się zarzutem sabotażu, można było odebrać dotychczasowym posiadaczom każdy zakład produkcyjny lub usługowy. W październiku na własność państwa przeszły wszystkie większe przedsiębiorstwa, fabryki, kopalnie itp. Do końca grudnia znacjonalizowano wszystkie przedsiębiorstwa, szkoły, muzea, szpitale, apteki, łaźnie, baseny, nieruchomości należące do przedsiębiorstw, których centrale znajdowały się pod okupacją niemiecką, budynki będące własnością organizacji społecznych, mieszkania komunalne itd.

Nacjonalizacji towarzyszyła budowa sowieckiej spółdzielczości. W końcu 1939 r. zmuszono niezależne centrale spółdzielcze do zjednoczenia. Techniczną stroną fuzji zajęli się działacze ze wschodu. Zabieg ten był równoznaczny z likwidacją rzeczywistej spółdzielczości. Podobnemu „dobrowolnemu” scentralizowaniu poddano drobne zakłady rzemieślnicze, które zmuszono do wejścia w skład branżowych „arteli”. Te zaś zostały poddane centralnemu zarządzaniu.
Od 7 października 1939 r. przejętymi bankami polskimi zarządzali przysłani z Moskwy ekonomiści. Wstrzymali oni operacje z bankami zagranicznymi. Żadna transakcja nie mogła się odbyć bez zgody sowieckich komisarzy. Zamrożono oszczędności prywatne, a ich właściciele mogli, po akceptacji komisarza, wypłacić nie więcej niż 300 rubli miesięcznie. Trzeba dodać, że w związku z przelicznikiem przyjętym przy wymianie złotych na ruble przeprowadzanej w końcu 1939 r. według kursu 1 rubel – 1 zł, podczas gdy przed wojną przelicznik ten wynosił 3,20 rubla za 1 zł, większość oszczędności stracili wszyscy, którzy trzymali je w bankach. Ponieważ nie wprowadzono wymiany pieniędzy przechowywanych w domach, całość oszczędności stracili ci, którzy w obawie przed ich zajęciem wcześniej podjęli złotówkowe lokaty. Efektem wprowadzenia rubla była więc konfiskata olbrzymiej większości zasobów finansowych polskich obywateli, co boleśnie odczuli zarówno przemysłowcy i kupcy, jak też drobni ciułacze [30]. W wyniku nacjonalizacji przemysłu, zmian własnościowych w rolnictwie, nacjonalizacji usług, handlu i banków obywatele polscy zostali ograbieni z majątku, którego wartość jest obecnie niemożliwa do oszacowania.

Okupant prowadził politykę kulturalną, kierując się dogmatem o klasowym charakterze kultury, stąd zideologizowanie życia kulturalnego na każdym poziomie, od kultury wysokiej po masową. Sowieci, w celu pozyskania przychylności Białorusinów i Ukraińców, odwołali się do ich kultur narodowych. Polityka białorutenizacji i ukrainizacji zakładała włączenie kultur narodowych w nurt tzw. kultury ogólnosowieckiej. Ciekawe wydaje się spostrzeżenie Grzegorza Hryciuka, że był to pierwszy krok wieloetapowego procesu, w którego ramach pozornie internacjonalistyczna kultura sowiecka miała służyć stopniowemu wynaradawianiu nierosyjskiej ludności i w istocie kryła dążenia rusyfikacyjne [31]. Według Mieczysława Inglota, Sowieci sprytnie posłużyli się hasłem rozkwitu kultur dla realizacji bardziej dalekosiężnych celów: „Uruchomiono zręczną propagandowo, populistyczną formułę o tworzeniu dostępnej dla mas kultury – narodowej w formie, a socjalistycznej w treści. Szermowano hasłami o nawiązaniu do tradycji literackiej całej postępowej ludzkości” [32].
Skutkowało to wypieraniem języka polskiego z życia publicznego, gdzie zastępowano go rosyjskim, białoruskim i ukraińskim. Największe niezadowolenie Polaków wywołała jednak reforma systemu oświaty, gdy zlikwidowano większość szkół, w których prowadzono nauczanie w języku polskim. Co istotne, pozwolenia na działalność nie otrzymały szkoły prowadzone przez Kościoły i związki wyznaniowe. Decyzja ta uderzała szczególnie w szkolnictwo gmin żydowskich. Ponieważ język hebrajski zakwalifikowano jako „nacjonalistyczny”, zamknięto wszystkie szkoły prowadzące naukę w tym języku. Za proletariacki uznano jedynie jidysz, i żydowskie szkoły mogły prowadzić zajęcia w tym języku.

Symbolem postępu miała być możliwość powszechnej, bezpłatnej edukacji na wszystkich poziomach. Konieczne było zatem stworzenie nowych miejsc w istniejących już szkołach i uczelniach oraz powstanie nowych. Plan ów zrealizowano przez otwarcie kilkumiesięcznych seminariów nauczycielskich, po których ukończeniu młodzi pedagodzy kierowani byli do szkół, oraz przez ściągnięcie ludzi z USRS i BSRS. W efekcie upowszechnieniu dostępu do oświaty towarzyszyło często obniżenie jakości nauczania, a szkoła przekształciła się w miejsce intensywnej indoktrynacji komunistycznej. Podstawowym celem szkolnego procesu wychowawczego stało się uformowanie człowieka sowieckiego [33].

Prominentny członek najwyższych organów ZSRS Michaił Kalinin w 1929 r., podczas II Kongresu Związku Bezbożników, wyraził przekonanie, że „Walka przeciwko religii jest środkiem koniecznym i najbardziej skutecznym dla utorowania drogi komunistom” [34]. Ton tej wypowiedzi oddaje stosunek władz sowieckich do religii. Ludność mieszkająca na ziemiach wschodnich II RP, niezależnie od narodowości czy wyznania, charakteryzowała się wysokim zaangażowaniem w życie religijne. Jednocześnie występowała ścisła korelacja pomiędzy wyznawaną religią a samookreśleniem narodowym. Rzymski katolicyzm był silnie związany z polskością, Kościół greckokatolicki utożsamiano z ukraińskością i uważany był wręcz za Kościół narodowy, dla stanowiących znakomitą większość kresowych Żydów ortodoksyjnych wyznawców judaizmu religia stanowiła fundament ich wspólnotowej tożsamości. Najbardziej złożony był przypadek prawosławia. Wyznawcy tego Kościoła na Nowogródczyźnie, Wileńszczyźnie i Białostocczyźnie najczęściej deklarowali narodowość białoruską, na Polesiu białoruską i ukraińską, na Wołyniu – ukraińską. We wszystkich tych regionach kilkuprocentowy odsetek stanowili prawosławni uważający się za Polaków. Dla wielu prawosławnych tożsamość narodowa nie miała znaczenia, a ich samoidentyfikacja miała charakter wyłącznie wyznaniowy.
W perspektywie religijnych mieszkańców wielokulturowej społeczności okupowanych terenów (a ci stanowili zdecydowaną większość) nie była to wyłącznie walka z religią, lecz walka z wartościami leżącymi u podstaw ich duchowej i kulturowej tożsamości wspólnotowej. Zachwianiu fundamentów instytucjonalnych Kościołów i związków wyznaniowych służyło odebranie im części budynków i rozparcelowanie majątków, a następnie nałożenie na parafie, kaplice, domy modlitwy i księży absurdalnie wysokich podatków. Nieuregulowanie ich mogło spowodować konfiskatę budynków. W szczególnie trudnym położeniu znalazły się wspólnoty żydowskie. Narzucona likwidacja gmin religijnych doprowadziła do rozpadu całego systemu organizacyjnego. To gminy finansowały utrzymanie domów modlitwy i synagog. Na to nałożyła się nacjonalizacja majątków rozwiązanych gmin. Wysokie podatki błyskawicznie doprowadziły do przejęcia większości żydowskich bóżnic przez państwo [35]. Utrzymywane bezpośrednio z datków wiernych Kościoły chrześcijańskie okazały się bardziej odporne na naciski administracyjne i manipulacje podatkowe.
Likwidacja seminariów i jesziw uniemożliwiała kształcenie przyszłych duchownych i rabinów, co w dłuższej perspektywie miało doprowadzić do zniknięcia duchowieństwa jako grupy. Zamknięcie szkół i zakładów opiekuńczych prowadzonych przez Kościoły i związki wyznaniowe oraz usunięcie z programów szkolnych religii służyło odcięciu duchowieństwa, rabinów i przywódców religijnych od wpływu na młodzież.
Do propagandowej walki z religią partia komunistyczna zaangażowała cały arsenał środków, od ataków aktywistów po prasę, radio i film, w których religię przedstawiano jako narzędzie zniewolenia mas przez kapitalistów. Ateizm zaś prezentowano jako jedyną postępową postawę godną nowoczesnego człowieka [36].

Kluczową rolę w procesie budowania sowieckiego systemu na ziemiach okupowanych odgrywał aparat bezpieczeństwa i stworzony przez jego funkcjonariuszy system represji. 2 listopada 1939 r. komisarz spraw wewnętrznych ZSRS Ławrentij Beria wydał rozkaz w sprawie organizacji organów NKWD na tzw. Zachodniej Białorusi, a 6 listopada podpisał analogiczny dokument dotyczący tzw. Zachodniej Ukrainy. Na cały ten obszar przewidziano 2785 etatów. Rozkazy te w dużym stopniu sankcjonowały już istniejący stan rzeczy. We wszystkich miastach obwodowych i rejonowych powstały urzędy NKWD. Po aneksji Litwy w 1940 r. struktury NKWD powstały w części Wileńszczyny włączonej do Litewskiej SRS. Liczbę funkcjonariuszy NKWD pracujących na terenach anektowanych przez ZSRS należy więc szacować na ok. 3 tys. ludzi. Nie znamy struktury narodowościowej tej grupy. Bez wątpienia wśród enkawudzistów większość stanowili doświadczeni funkcjonariusze ze wschodu, oni też z zasady obejmowali wszystkie stanowiska kierownicze. Na niższych szczeblach zatrudniano również godnych zaufania przedstawicieli miejscowej ludności, w tym Polaków. Na opisywanym tu terenowym aparacie NKWD, a w głównej mierze na funkcjonariuszach Wydziału Walki z Bandytyzmem NKWD, spoczywał obowiązek walki z podziemiem.
Oprócz terenowych urzędów NKWD wzdłuż granicy z Generalnym Gubernatorstwem, Węgrami i Rumunią rozmieszczone zostały Wojska Pograniczne NKWD. Nie znamy ich liczebności; biorąc pod uwagę rodzaj stawianych im zadań, musiała ona być znaczna. Żołnierze służący w jednostkach NKWD nie tylko patrolowali granicę, lecz w pasie przygranicznym o głębokości ok. 30 km utrzymywali sieć konfidentów meldujących pogranicznikom o pojawieniu się osób nieznanych miejscowej ludności. Przy okazji deportacji oraz przewożenia transportów więźniów do akcji włączano jednostki Wojsk Konwojowych NKWD [37]. Walką z „wrogiem wewnętrznym” zajmował się też kontrwywiad wojskowy (Wydział Specjalny).
Ważną rolę odgrywała funkcjonująca w strukturze NKWD Robotniczo-Chłopska Milicja (RKM). Urzędy RKM powstały we wszystkich miastach obwodowych, a podlegały im rejonowe i miejskie wydziały RKM. Równolegle funkcjonowała usytuowana w strukturze okręgów kolejowych milicja kolejowa. Inaczej niż w przypadku NKWD, większość jej funkcjonariuszy wywodziła się spośród ludności miejscowej. Jednak i tu wyższe stanowiska objęli milicjanci oddelegowani ze wschodnich obwodów ZSRS. Szeregi RKM zasilili członkowie istniejących już formacji milicyjnych, powstających od 17 września 1939 r. W ocenie Marka Wierzbickiego, w momencie tworzenia tej formacji władze sowieckie za podstawowe kryterium przyjęły pełną lojalność i oddanie, a w rezultacie – wrogość wobec państwa polskiego. Pisze on: „Odbycie kary przed wojną, w polskim więzieniu, stawało się więc niejako przepustką dla tych, którzy pragnęli złączyć swój los z władzą radziecką. Dostępne świadectwa z niemal wszystkich powiatów analizowanego obszaru w sposób zaskakująco zgodny wyodrębniają kilka kategorii miejscowej ludności przyjętej do służby […]. Byli to przede wszystkim: b. więźniowie polityczni; […], b. więźniowie kryminalni; uczestnicy antypolskich działań dywersyjnych: »partyzanci białoruscy«, członkowie komitetów rewolucyjnych i uzbrojonych bojówek; osoby z tzw. »marginesu społecznego« […], młodzież białoruska i żydowska, miejscowi biedni chłopi białoruscy” [38]. Jak zauważył Albin Głowacki, milicjanci miejscowego pochodzenia – najlepiej znający lokalne uwarunkowania – odegrali zasadniczą rolę w aresztowaniu ludzi najbardziej niebezpiecznych dla władzy sowieckiej oraz w rozbudowie sieci agenturalnej [39]. Niestety, na obecnym etapie badań nie można odpowiedzieć na pytania, jak wielu funkcjonariuszy NKWD i RKM pracowało na obszarze II RP anektowanym przez ZSRS ani jaki odsetek w stworzonym tam aparacie bezpieczeństwa stanowili obywatele polscy poszczególnych narodowości.
Wewnętrzna struktura aparatu bezpieczeństwa na zaanektowanym terytorium była identyczna z rozwiązaniami przyjętymi w całym ZSRS [40]. Zgodnie z tym modelem obowiązywała pełna centralizacja decyzji, zadaniem podstawowym było zaś poddanie ludności możliwie najszczelniejszej kontroli, przy wykorzystaniu wszelkich możliwych metod, od inwigilacji agenturalnej po zastraszenie terrorem. Mieszkańcy Kresów Wschodnich byli zmuszeni w błyskawicznym tempie poznać pełen wachlarz metod NKWD. W pierwszej fazie okupacji były to głównie rewizje w domach, prowadzone najczęściej pod pozorem poszukiwania ukrytej broni. Często towarzyszyło im bicie, straszenie bronią, z reguły dochodziło do grabieży co cenniejszych rzeczy. Powodem rewizji mógł być zwykły donos, raport agenturalny bądź też wskazanie danej osoby przez „komitet rewolucyjny” czy inne tego rodzaju ciało. Rewizje najczęściej kończyły się aresztowaniem właściciela przeszukiwanego mieszkania pod byle pretekstem. W pierwszych miesiącach okupacji aresztowania, choć liczne, miały charakter indywidualny. Dotyczyły one przede wszystkim kategorii osób określanych mianem „elementów społecznie niebezpiecznych” (socyalno-opasnyj elemient, SOE), a więc działaczy społecznych, politycznych, ludzi piastujących wysokie stanowiska w administracji państwowej oraz przedsiębiorców. Z czasem wzrósł odsetek osób aresztowanych za działalność w podziemiu. Niemniej najliczniejszą, 40-procentową grupę spośród ponad 100 tys. aresztowanych stanowili tzw. pogranicznicy, czyli ludzie złapani podczas próby przekroczenia granicy [41].

Przełomem było zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej, w postaci deportacji, wobec środowisk, które zostały zakwalifikowane jako wrogowie proletariatu. Podczas pierwszej, przeprowadzonej 10 lutego 1940 r., wywózki wysiedlono polskich osadników wojskowych i cywilnych oraz pracowników Służby Ochrony Lasów. Druga, z 13 kwietnia 1940 r., objęła ludzi pracujących na wyższych stanowiskach administracji państwowej II RP, członków organizacji politycznych i społecznych, ziemian, fabrykatów, oficerów WP, policjantów i osoby ukrywające się. Podczas tej deportacji wywożono członków wymienionych grup społecznych wraz z rodzinami. Istnieje bezpośredni związek pomiędzy kwietniowymi wywózkami a decyzją Komitetu Centralnego WKP(b) z 5 marca 1940 r. o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych oraz osób zamkniętych w więzieniach tzw. Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy. Opróżnione więzienia i obozy mogły przyjąć kolejnych aresztowanych. Co istotne, wywieziono wówczas rodziny rozstrzeliwanych jeńców i więźniów [42]. Trzecia deportacja dotknęła głównie bieżeńców, którzy odmówili przyjęcia sowieckiego paszportu. Czwarta deportacja, przeprowadzona w trzech turach, zgodnie z uchwałą KC WKP(b) z 14 maja 1941 r. miała na celu „oczyszczenie” obszarów inkorporowanych przez ZSRS w latach 1939–1940. Podlegali jej członkowie organizacji uznanych za kontrrewolucyjne i ich rodziny, byli żandarmi, strażnicy więzienni, obszarnicy, kupcy, przemysłowcy, wyżsi urzędnicy państwowi i samorządowi oraz członkowie ich rodzin, byli oficerowie, członkowie rodzin osób skazanych za przestępstwa kontrrewolucyjne oraz ukrywających się, a także osoby podejrzewane o działalność kryminalną. Ponieważ objęła ona całe terytorium Litwy, w odróżnieniu od trzech poprzednich, podlegali jej również mieszkańcy Wilna i tzw. okręgu wileńskiego. W sumie wywózki dotknęły 330–340 tys. obywateli polskich. Wśród deportowanych znaleźli się ludzie wszystkich zamieszkujących okupowane ziemie nacji. Polacy i Żydzi padali ofiarą represji relatywnie częściej niż przedstawiciele innych narodowości. Polacy – ponieważ stanowili elitę państwową II RP, duży wśród wywiezionych odsetek Żydów był zaś efektem trzeciej deportacji, gdyż wśród bieżeńców to oni stanowili zdecydowaną większość [43].
Terror, choć powszechny, nie był „ślepy”. Dotykał on tych grup społecznych, na których opierał się polski system państwowy lub wokół których mógłby krystalizować się opór społeczny. Komuniści dążyli więc do wyeliminowania nie tylko „wrogów ludu”, lecz także obdarzonych autorytetem liderów oraz całych środowisk potencjalnie dla komunistów niebezpiecznych (np. leśników czy osadników wojskowych). Masowe represje w połączeniu z wszechobecnym donosicielstwem prowadziły do rozbicia starych więzi społecznych, a jednocześnie nie pozwalały na tworzenie nowych. Wyalienowane jednostki nie były w stanie przeciwstawić się sowieckiej machinie państwowej. Ludzie bezwolni, zastraszeni stawali się zdecydowanie bardziej podatni na skomunizowanie. Trafnie stan ten ujął Jan Kott: „Był jakiś lęk w powietrzu, który jakby wszystkich powoli zarażał, i przekonanie o wszechwiedzy i wszechobecności NKWD” [44]. W ocenie Albina Głowackiego: „Bolszewicy byli mistrzami terroru. Skoncentrowali się głównie na tych grupach społecznych, które reprezentowały narodowe aspiracje i kultywowały najcenniejsze dla Polaków wartości” [45]. Jak się wydaje, konstatację tę należałoby rozszerzyć na wszystkie zamieszkujące ziemie okupowane grupy narodowościowe.

Polacy jako pierwsi zostali dotknięci masowymi aresztowaniami i głównie w nich uderzyły dwie pierwsze wywózki. W pierwszych miesiącach okupacji wśród Polaków ukształtowało się więc przekonanie, że głównym celem okupanta jest likwidacja polskości. Analiza polityki represyjnej Sowietów wobec mniejszości narodowych pokazuje, że terror dotykał również elit ukraińskich, żydowskich i białoruskich. Początkowa fala represji uderzyła w Polaków, gdyż to oni tworzyli kadrę administracyjną, wojskową, do nich należała większa własność ziemska, oni odgrywali główną rolę w życiu naukowym i kulturalnym W pierwszych miesiącach okupacji najważniejszym zadaniem sowieckiego aparatu bezpieczeństwa była likwidacja wszelkich form polskiej państwowości, reprezentowanej najczęściej przez etnicznych Polaków. Gdy cel ten osiągnięto, z czasem wśród represjonowanych częściej pojawiali się przedstawiciele mniejszości narodowych. Jak już wspomniałem, np. przy okazji trzeciej deportacji, wymierzonej w bieżeńców, wśród wywiezionych zdecydowaną większość stanowili uciekający przez Niemcami Żydzi z Polski centralnej. Wschodni okupant nie walczył z polskością jako taką, lecz z państwem polskim oraz z wszelkimi znajdującymi się poza kontrolą sowieckiego systemu przejawami polskiego życia. W równym stopniu zwalczał niesowiecką lub antysowiecką aktywność wszystkich tamtejszych grup narodowościowych.

Analizując sowiecką politykę wobec Polaków we Lwowie w latach 1939–1941, Grzegorz Hryciuk podkreślił, że nie była ona niezmienna i wraz z upływem czasu ewoluowała. Wyodrębnił w związku z tym trzy fazy tego procesu. Do listopada 1939 r. obowiązywał relatywnie łagodny kurs. W publikowanych wówczas tekstach propagandowych odwoływano się do argumentacji społecznej. Podkreślano wspólnotę losów mas pracujących, bez względu na narodowość. Na przełomie listopada i grudnia 1939 r., w momencie wprowadzenia zmian własnościowych, nastąpił zwrot, w którego efekcie sytuacja poszczególnych grup narodowościowych zaczęła się różnicować. Usuwanie języka polskiego z życia publicznego połączone z zastępowaniem polskich kadr przedstawicielami mniejszości narodowych wywoływało u Polaków poczucie krzywdy. Na to nałożyły się pierwsze dwie deportacje oraz nasilające się od marca 1940 r. aresztowania osób podejrzewanych o współpracę z polskim podziemiem. Nowy kurs władze przyjęły w drugiej połowie 1940 r. Zmiana ta wynikała z przewartościowania całej dotychczasowej polityki sowieckiej związanego z nieoczekiwanie łatwym zwycięstwem Niemiec nad Francją. Liczący na powtórzenie scenariusza z I wojny światowej Stalin został zaskoczony efektami Blitzkriegu z wiosny 1940 r., ponieważ na kontynencie Niemcy nie mieli wówczas potencjalnych przeciwników i mogli pozwolić sobie na otwarcie frontu wschodniego. Tak więc upadek Francji burzył podwaliny niemiecko-sowieckiego zbliżenia z 1939 r. [46] Wobec perspektywy wojny z Niemcami Stalin zdecydował się na użycie polskiej karty. W czerwcu 1940 r. Sowieci zaczęli sondować możliwość użycia rządu RP w Londynie do budowy antyniemieckich i prosowieckich sił zbrojnych na terenie ZSRS przy jednoczesnym zagwarantowaniu sobie większości zdobyczy terytorialnych z 1939 r. Po negatywnej reakcji polskiej prób tych zaniechano [47]. W związku z tym Stalin zaczął wcielać w życie alternatywny plan polegający na zdobyciu przychylności Polaków. Temu celowi służyć miało poprawienie ich sytuacji na terenach tzw. Zachodnich Obwodów Ukrainy i Białorusi oraz stworzenie perspektywy na jakąś formę polskiej państwowości.

W lipcu 1940 r., po spotkaniu z Wandą Wasilewską, Stalin, odnosząc się do sytuacji na tzw. Zachodniej Ukrainie, potępił „przegięcia w stosunku do ludności polskiej” i nakazał zastosowanie środków „w celu ustanowienia braterskich stosunków między ukraińskimi i polskimi pracującymi” [48]. Dotychczasowe wypieranie zamieniono na pozyskiwanie społeczności polskiej. We Lwowie pojawiły się np. polskojęzyczne sowieckie gazety, do pracy ponownie przyjęto część polskich urzędników i nauczycieli. Symbolem nowego podejścia stały się uroczystości mickiewiczowskie z 25 i 26 listopada 1940 r., w których wzięli udział wszyscy miejscowi notable partyjni. W powstałych kilka lat po tych wydarzeniach wspomnieniach Jan Rogowski napisał: „Uroczystości mickiewiczowskie miały wybitne cele polityczne i były skierowane przeciwko Niemcom. Bolszewicy, zdając sobie jasno sprawę z tego, że do wojny z Niemcami dojdzie, chcieli tą drogą pozyskać sobie sympatię narodu polskiego” [49]. Dalej stwierdził on, że dalekosiężnym celem tych zabiegów było stworzenie polskiej republiki sowieckiej. Również w BSRS nastąpił odwrót od polityki białorutenizacyjnej, a władze zaczęły zabiegać o szersze poparcie wśród Polaków [50].
Krzysztof Jasiewicz dostrzega zarówno krótkoterminowy, czysto praktyczny związek pomiędzy zmianą kursu a sowieckimi przygotowaniami do wojny z Niemcami, jak też nieco dalszy plan polityczny. Według niego, Kreml starał się dbać o nastroje ludności mieszkającej na bezpośrednim zapleczu frontu, by mieć zapewniony spokój na tym obszarze. W dłuższej perspektywie czasowej brano pod uwagę aneksję ziem polskich pozostających pod okupacją niemiecką. Jasiewicz ustalił też, że kierownictwo NKWD czyniło daleko idące przygotowania w celu stworzenia polskich jednostek wojskowych u boku Armii Czerwonej. Działania te nadzorował osobiście Józef Stalin [51]. Jak się możemy domyślać, sowieckie „polskie wojsko” miało w przyszłości wystąpić w roli „wyzwoliciela” ziem polskich okupowanych przez Niemców.

Sowieci w pierwszych miesiącach okupacji doprowadzili do pogłębienia antagonizmów narodowych. W kolejnych zaś, drogą aresztowań i wywózek, wyeliminowali znaczną część elit wszystkich zamieszkujących Kresy narodowości. Skłócone, pozbawione liderów i lokalnych autorytetów, zatomizowane społeczności stawały się mniej odporne na sowietyzację. Wśród Polaków, podobnie jak też Ukraińców z Galicji, od 1939 r. dominowały postawy zdecydowanie niechętne Związkowi Sowieckiemu. Nastroje Białorusinów, Żydów i Ukraińców z Wołynia i Polesia, początkowo przyjazne Sowietom, z czasem ewoluowały. Radość przechodziła w rozczarowanie, a niekiedy we wrogość. Nacjonalizacja zakładów przemysłowych, handlu i rzemiosła wywołała niezadowolenie właścicieli nawet bardzo drobnych warsztatów czy sklepików, niezależnie od ich narodowości. Reforma rolna uderzyła początkowo w dużych i średnich właścicieli gospodarstw rolnych, późniejsze obciążenia podatkowe i naciski kolektywizacyjne dotknęły większość mieszkańców wsi i wywołały ich niepokój. Niezadowolenie to pogłębiała walka nowych władz z religią. Od wiosny 1940 r. przedstawiciele mniejszości narodowych coraz częściej wyrażali swój negatywny stosunek do władz sowieckich [52]. Określenie skali tej zmiany jest jednak po tylu latach niemożliwe. Co istotne, zniechęcenie do bolszewików nie oznaczało zbliżenia pomiędzy poszczególnymi narodami. Wyrażana niekiedy tęsknota za „polskimi czasami” wydaje się oznaczać raczej rozczarowanie Związkiem Sowieckim niż akceptację II RP. Wkroczenie Niemców na Kresy pokazało, że konflikty nie tylko przetrwały, lecz po okresie pozornego, trwającego dziewiętnaście miesięcy zamrożenia, wybuchły na niespotykaną wcześniej skalę [53]. [...]


Przypisy:

[1] Więcej na temat okoliczności podpisania paktu Ribbentrop–Mołotow w: W. Materski, Na widecie. II Rzeczpospolita wobec Sowietów 1918–1943, Warszawa 2005, s. 533–546. [2] C.K. Grzelak, Kresy w czerwieni. Agresja Związku Sowieckiego na Polskę w 1939 roku, Warszawa 1998, s. 195. [3] Polskie Siły Zbrojne w II wojnie światowej, t. 1: Kampania wrześniowa, Londyn 1959, s. 521. [4] Więcej na ten temat zob.: C.K. Grzelak, Kresy w czerwieni…, Warszawa 1998; W.K. Cygan, Kresy w ogniu. Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1990; K. Liszewski [R. Szawłowski], Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1995; M.I. Mieltiuchow, Sowietsko-polskije wojny. Wojenno-politiczeskoje protiwostojanije 1918–1939 gg., Moskwa 2000. [5] 5 III 1940 r. ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRS Ławrientij Beria skierował do Józefa Stalina notatkę 794/G, w której napisał, że polscy jeńcy wojenni i więźniowie przetrzymywani w więzieniach zachodniej Białorusi i Ukrainy są „zatwardziałymi i nierokującymi nadziei poprawy wrogami władzy radzieckiej”, i zaproponował, by ich sprawy „rozpatrzyć bez wzywania skazanych, bez przedstawiania zarzutów, bez decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia”, co oznaczało fizyczną likwidację. Propozycję tę zatwierdzili: Stalin, Kliment Woroszyłow, Mołotow, Anastas Mikojan, Michaił Kalinin oraz Łazar Kaganowicz, w związku z czym rozstrzelanych zostało 14 700 jeńców i 11 000 więźniów. Zob.: Notatka szefa NKWD ZSSR Ł. Berii dla J. Stalina (marzec 1940) [w:] Katyń – dokumenty ludobójstwa. Dokumenty i materiały archiwalne przekazane Polsce 14 października 1992 r., tłum. W. Materski, Warszawa 1992, s. 35–39. [6] A.L. Sowa, Stosunki polsko-ukraińskie 1939–1947, Kraków 1998, s. 74–76; M. Langer, Lasy i ludzie. Wspomnienia z lasów starachowickich 1939–1945, Warszawa 1993, s. 34. [7] K. Sosnkowski, Wyciąg z pamiętników z kampanii wrześniowej, „Niepodległość”, t. XIV, Nowy Jork – Londyn 1981, s. 145. [8] G. Hryciuk, Zmiany ludnościowe i narodowościowe w Galicji Wschodniej i na Wołyniu w latach 1939–1948 [w:] Przemiany narodowościowe na Kresach Wschodnich II Rzeczpospolitej 1931–1948, red. S. Ciesielski, Toruń 2003, s. 149–150. [9] Do ataków doszło m.in. w Przemyślu, Stryju, Drohobyczu, Podhorcach, Borysławiu, Truskawcu, okolicach Żydaczowa, Mikołajewie, Dolinie, Kałuszu, okolicach Worochty i Żabiego. Zob.: A.L. Sowa, Stosunki polsko-ukraińskie…, s. 80–96. [10] J.T. Gross, I. Grudzińska-Gross, „W czterdziestym nas Matko na Sibir zesłali...”. Polska a Rosja 1939–1942, Londyn 1983, s. 161. [11] R. Torzecki, Polacy i Ukraińcy. Sprawa ukraińska w czasie II wojny światowej na terenie II Rzeczypospolitej, Warszawa 1993, s. 27–29. Problem stosunku kierownictwa OUN do wojny polsko-niemieckiej nie jest do końca wyjaśniony. W sierpniu 1939 r. emigracyjny Prowid OUN z płk. Andrijem Melnykiem na czele porozumiał się z Niemcami i nakazał przygotowanie powstania. Na wprowadzenie planu w życie nie zgodziła się Krajowa Egzekutywa OUN. Jej członkowie obawiali się, że Niemcy nie zgodzą się na powstanie państwa ukraińskiego i anektują zajęte tereny. Według innej wersji, na decyzję KE OUN decydujący wpływ miało negatywne stanowisko metropolity Andreja Szeptyćkiego. [12] R. Torzecki, Ukraińcy we wrześniu 1939, „Zastriczi” 1990, nr 1, s. 111. [13] Na tzw. Zachodniej Białorusi zdarzenia takie miały miejsce m.in. w Grodnie, Jeziorach, Indurze, Wiercieliszkach, Wilejce, Wołpie, Sopoćkiniach, Zelwie, Wołkowysku, Ostrynie, Zdzięciole, Dereczynie, Janowie Poleskim, Horodcu, Drohiczynie Poleskim i Pińsku. Więcej zob.: M. Wierzbicki, Polacy i Białorusini w zaborze sowieckim. Stosunki polsko-białoruskie na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecką 1939–1941, Warszawa 2000, s. 129–190. [14] C.K. Grzelak, Kresy w czerwieni..., s. 211–213. [15] Więcej na ten temat zob.: B.-C. Pinchuk, Shtetl Jews under Soviet Rule. Eastern Poland on the Eve of the Holocaust, Oxford 1990, s. 119–122; A.L. Sowa, Stosunki polsko-ukraińskie…, s. 89–104; J.T. Gross, I. Grudzińska-Gross, „W czterdziestym nas Matko na Sibir zesłali...”, s. 45–57, 141–143; M. Wierzbicki, Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim. Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach północno-wschodnich II RP pod okupacją sowiecką (1939–1941), Warszawa 2001, s. 23–35; idem, Polacy i Białorusini w zaborze sowieckim…, s. 315–316; J.J. Milewski, Polacy i Żydzi w Jedwabnem i okolicy przed 22 czerwca 1941 [w:] Wokół Jedwabnego, t. 1: Studia, red. P. Machcewicz, K. Persak, Warszawa 2002, s. 73–75; idem, Okupacja sowiecka w Białostockiem (1939–1941). Próba charakterystyki [w:] Okupacja sowiecka ziem polskich 1939–1941..., s. 201–202; A. Żbikowski, U genezy Jedwabnego. Żydzi na Kresach Północno-Wschodnich II Rzeczypospolitej, wrzesień 1939 – lipiec 1941, Warszawa 2006, s. 88–97, 143–144; D. Levin, Żydzi wschodnioeuropejscy podczas II wojny światowej, Warszawa 2005, s. 16–19, 52; W. Śleszyński, Okupacja sowiecka na Białostocczyźnie 1939–1941. Propaganda i indoktrynacja, Białystok 2001, s. 49–57. [16] A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939–1941, Łódź 1998, s. 32–39. [17] Po stronie sowieckiej w całości znalazły się powiaty: Drohobycz, Bóbrka, Lwów powiat, Lwów miasto, Żółkiew, Gródek Jagielloński, Jaworów, Rudki, Sambor i Dobromil. Po stronie niemieckiej powiaty: Tarnobrzeg, Kolbuszowa, Łańcut, Nisko, Przeworsk, Rzeszów, Strzyżów, Krosno. Pomiędzy okupantów podzielone zostały powiaty: Lesko, Sanok, Brzozów, Przemyśl, Jarosław, Lubaczów, Rawa Ruska i Sokal. [18] M. Kornat, Polska 1939 roku wobec paktu Ribbentrop–Mołotow. Problem zbliżenia niemiecko-sowieckiego w polityce zagranicznej II Rzeczypospolitej, Warszawa 2002, s. 479. [19] K. Jasiewicz, Zagłada polskich Kresów. Ziemiaństwo polskie na Kresach Północno-Wschodnich Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecką 1939–1941, Warszawa 1997, s. 85–92. [20] M. Wierzbicki, Polacy i Białorusini w zaborze sowieckim…, s. 219–220. [21] A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s. 32–69. [22] Chodzi o uchodźców z Polski centralnej, których liczbę szacuje się na ok. 300 tys. ludzi. [23] A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s. 86–89. [24] D. Boćkowski, Na zawsze razem. Białostocczyzna i Łomżyńskie w polityce radzieckiej w czasie II wojny światowej (IX 1939–VIII 1944), Warszawa 2005, s. 80, 103–112; M. Wierzbicki, Polacy i Białorusini w zaborze sowieckim…, s. 230–238; idem, Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim…, s. 125–128, 176–179; D. Levin, The Lesser of Two Evils: Eastern European Jewry Under the Soviet Rule 1939–1941, Philadelphia 1995, s. 41–44; G. Motyka, R. Wnuk, Żydzi w Galicji Wschodniej i na Wołyniu w latach 1939–1941 [w:] Europa nieprowincjonalna. Przemiany na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej (Białoruś, Litwa, Łotwa, Ukraina, wschodnie pogranicze III Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1772–1999), red. K. Jasiewicz, Warszawa 1999, s. 580–583; A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s. 86–89. [25] A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s. 104–105. [26] G. Hryciuk, Polacy we Lwowie 1939–1944. Życie codzienne, Warszawa 2000, s. 26. [27] A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s. 130–133. [28] M. Wierzbicki, Białorusini polscy w okresie przełomu (1939–1945), „Pamięć i Sprawiedliwość” 2004, nr 2, s. 91. [29] A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s. 134. [30] Ibidem, s. 140–143. [31] G. Hryciuk, Polacy we Lwowie…, s. 98–99. [32] M. Inglot, Polska kultura literacka Lwowa lat 1939–1941. Ze Lwowa i o Lwowie. Lata sowieckiej okupacji w poezji polskiej. Antologia utworów poetyckich w wyborze, Wrocław 1995, s. 153. [33] M. Wierzbicki, Stosunki polsko-białoruskie w okresie okupacji sowieckiej ziem północno-wschodnich II Rzeczypospolitej (1939–1941) [w:] Studia z dziejów okupacji sowieckiej (1939–1941). Obywatele polscy na kresach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecką w latach 1939–1941, red. T. Strzembosz, Warszawa 1997, s. 21–30; B.-C. Pinchuk, Shtetl Jews under Soviet Rule…, s. 59; A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s. 411–473. [34] Cyt. za: R. Dzwonkowski SAC, Losy duchowieństwa katolickiego w ZSSR 1917–1939. Martyrologium, Lublin 1998, s. 72. [35] A. Żbikowski, U genezy Jedwabnego…, Warszawa 2006, s. 56–57. [36] Więcej na ten temat zob.: K. Sword, Polityka wyznaniowa władz sowieckich na terenie Białorusi Zachodniej w latach 1939–1941 [w:] Społeczeństwo białoruskie, litewskie i polskie na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej (Białoruś Zachodnia i Litwa Wschodnia) w latach 1939–1941, red. M. Giżejewska, T. Strzembosz, Warszawa 1995, s. 142–160. [37] P. Kołakowski, NKWD i GRU na ziemiach polskich 1939–1945, Warszawa 2002, s. 85, 93. [38] M. Wierzbicki, Białorusini polscy w okresie przełomu…, s. 91. [39] A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s. 270. [40] Więcej na ten temat w: P. Kołakowski, NKWD i GRU…, s. 69–73; A.I. Kokurin, N.W. Pietrow, Łubianka. WCZK-OGPU-NKWD-NKGB-MWD-KGB 1917–1960. Sprawocznik, Moskwa 1997, s. 25–26, 245–258. [41] S. Kalbarczyk, Zbrodnie sowieckie na obywatelach polskich w okresie wrzesień 1939–sierpień 1941. Próba oceny skali zjawiska oraz szacunku strat ludzkich, „Pamięć i Sprawiedliwość” 1996, nr 39, s. 13–35; K. Jasiewicz, Obywatele polscy aresztowani na terytorium tzw. Zachodniej Białorusi w latach 1939–1941 w świetle dokumentacji NKWD/KGB, „Kwartalnik Historyczny” 1994, nr 1, s. 115–130. [42] P. Kołakowski, NKWD i GRU…, s. 86–88. [43] W lutym 1940 r. deportowano 139–141 tys. osób, z tego 88–89 tys. z tzw. Zachodniej Ukrainy oraz ok. 51 tys. z tzw. Zachodniej Białorusi. Polacy stanowili 81,7 proc., Ukraińcy 8,8 proc., Białorusini 8,1 proc., reprezentanci innych narodowości 1,4 proc. wywiezionych. Wśród wysiedlonych było 27,7 proc. mężczyzn (powyżej 16. roku życia), 28,7 proc. kobiet, 8,6 proc. dzieci w wieku 14–16 lat i 35 proc. dzieci do 14 lat. W kwietniu 1940 r. do Kazachstanu zostało przesiedlonych ok. 61 tys. osób. W odniesieniu do deportacji czerwcowej w dokumentacji sowieckiej występują poważnie różniące się informacje. Wedle jednych źródeł, wysiedlono 75 267 osób (w tym 51 503 z tzw. Zachodniej Ukrainy i 23 764 z tzw. Zachodniej Białorusi), ale inne dokumenty mówią o deportacji 22 879 osób z Białorusi i 57 774 z Ukrainy, a więc łącznie 80 653 osób. 84,6 proc. deportowanych stanowili Żydzi, 11 proc. Polacy, 2,3 proc. Ukraińcy, 0,2 proc. Białorusini. Według danych z 1 IV 1941 r., było wśród nich 38,7 proc. mężczyzn, 34,8 proc. kobiet i 26,5 proc. dzieci. Według dokumentów NKWD, w 1941 r. z tzw. Zachodniej Ukrainy wywieziono 11 093 osoby, a z Litwy 12 838 (wedle innych danych 13 170) osób, a nadto do obozów pracy skierowano dalsze 4663 osoby. Dane dotyczące deportowanych z Białorusi w dokumentacji NKWD są niespójne i zamykają się w granicach 20,3–24,3 tys. osób. Nie wiadomo, jaką część deportowanych z Litwy stanowili obywatele polscy, trudno precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, ilu ich deportowano ogółem w 1941 r. Obliczenia uwzględniające powyższe dane pozwalają przypuszczać, że było ich zapewne 34–44 tys. Na podstawie ujawnionych dotąd źródeł sowieckich można uznać, iż w latach 1940–1941 w głąb ZSRS w ramach masowych operacji deportowano 330–340 tys. obywateli polskich. Więcej zob.: M. Giżejewska, Deportacje obywateli polskich z ziem północno-wschodnich II Rzeczypospolitej w latach 1939–1941 [w:] Studia z dziejów okupacji sowieckiej…, s. 89–96; S. Kalbarczyk, Zbrodnie sowieckie na obywatelach polskich…, s. 13–35; A. Gurjanow, Cztery deportacje, „Karta” 1994, nr 12, s. 125. [44] J. Kott, Przyczynek do biografii. Zawał serca, Kraków 1995, s. 46. [45] A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s. 408. [46] S. Dębski, Między Berlinem a Moskwą. Stosunki niemiecko-sowieckie 1939–1941, Warszawa 2003, s. 363–357. [47] D. Boćkowski, Na zawsze razem…, s. 143–144; J. Tebinka, Polityka brytyjska wobec problemu granicy polsko-radzieckiej 1939–1945, Warszawa 1998, s. 107–108. [48] Cyt. za: G. Hryciuk, Polacy we Lwowie…, s. 45. [49] Ibidem, s. 49. [50] W. Śleszyński, Polacy wobec władzy sowieckiej i Białorusinów w latach 1939–1941 [w:] Stosunki polsko-białoruskie w województwie białostockim w latach 1939–1956, red. J.J. Milewski, A. Pyżewska, Warszawa 2005, s. 38; M. Gnatowski, Radziecka polityka okupacyjna na Białostocczyźnie w latach 1939–1941. Zarys tematu i problemy badawcze [w:] Społeczeństwo białoruskie, litewskie i polskie…, s. 142–160; D. Boćkowski, Na zawsze razem…, s. 281. [51] K. Jasiewicz, Zagłada polskich Kresów…, s. 161–162. [52] E. Mironowicz, Ludność białoruska Białostocczyzny wobec władzy radzieckiej w latach 1939–1941 [w:] Społeczeństwo białoruskie, litewskie i polskie…, s. 251–253; M. Wierzbicki, Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim…, s. 189; A.L. Sowa, Stosunki polsko-ukraińskie…, s. 123. [53] Chodzi tu głównie o mordy i pogromy ludności żydowskiej z czerwca i lipca 1940 r., w których uczestniczyli Ukraińcy, Łotysze, Estończycy, Litwini, Polacy i Białorusini. Miały one miejsce na obszarze Kresów II RP oraz na terytoriach państw nadbałtyckich. Czystki etniczne przeprowadziła następnie UPA w latach 1943–1944. O mordach na terytorium II RP zob. m.in.: J.T. Gross, Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka, Sejny 2000; Wokół Jedwabnego, t. 1: Studia...; B. Musiał, Rozstrzelać elementy kontrrewolucyjne! Brutalizacja wojny niemiecko-sowieckiej latem 1941 roku, Warszawa 2001, s. 155–180. O mordach na Polakach zob. m.in.: E. Siemaszko, W. Siemaszko, Terror ukraiński i zbrodnie przeciwko ludności dokonane przez OUN-UPA na ludności polskiej w latach 1939–1945, Warszawa 1994; W. Filar, Wołyń 1939–1945. Eksterminacja czy walki polsko-ukraińskie, Toruń 2003; Antypolska akcja OUN-UPA. Fakty i interpretacje, red. G. Motyka, Warszawa 2002.


Z zakończenia

[...] Analiza konspiracji pod okupacją niemiecką i sowiecką zmusza badacza do próby odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy systemy totalitarne, jakich Polacy doświadczyli już w 1939 r., są porównywalne? Część elit zachodnioeuropejskich stoi na stanowisku, że jedynie nazizm miał charakter antyhumanitarny, antywolnościowy i ludobójczy, komunizm natomiast narodził się jako wielki projekt społeczny, który miał stanowić ważny etap w dziejach ludzkości. W tej perspektywie zasługi komunistów w pokonaniu nazizmu, ich zaangażowanie w walkę z imperializmem i kolonializmem w pełni rehabilitują „wypaczenia” epoki stalinowskiej. Komunizm stanowić też ma element wielkiego obozu lewicy, którego pozytywnego wpływu na kształtowanie się demokratycznego ładu europejskiego nie da się przecenić.
Używany przez komunistycznych przywódców język odwoływał się do katalogu takich wartości, jak postęp, demokracja, walka o wolność i równość. Wiele osób, które nie doświadczyły życia w Związku Sowieckim lub innym kraju „demokracji ludowej”, nie dostrzegało, że używanie tych haseł jest jedynie zabiegiem socjotechnicznym, i przyjmowało je za dobrą monetę. Związek Sowiecki od 1941 r. pozostawał aliantem państw zachodnich w wojnie z Niemcami i walnie przyczynił się do pokonania III Rzeszy. Wywarło to ogromny wpływ na pozytywną recepcję komunizmu w świecie. W tym kontekście zrównywanie nazistowskich Niemiec z komunistycznym Związkiem Sowieckim dla ludzi o przekonaniach lewicowych zdawało się wyrazem antykomunistycznych prawicowych obsesji, mimo że już w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ukazywały się książki przenikliwie analizujące zjawisko totalitaryzmu, których autorzy udowadniali, że komunizm i nazizm są w istocie swej niezwykle sobie bliskie. Hannah Arendt w 1950 r. trafnie zauważyła: „Niezależnie od specyficznych tradycji narodowych albo szczególnych duchowych źródeł swej ideologii, totalitarny rząd zawsze przekształcał klasy w masy, zastępował system partyjny nie jednopartyjną dyktaturą, lecz masowym ruchem, przesuwał centrum władzy z wojska ku policji i obierał politykę zagraniczną dążącą otwarcie do władzy nad światem” [1]. Wpływ Arendt i piszących podobnie autorów na świadomość społeczną pozostał jednak znikomy.
Trwanie komunizmu blokowało przepływ informacji i uniemożliwiało weryfikację płynących na Zachód wiadomości. Dodać do tego należy komunistyczną kampanię propagandową adresowaną do zachodnich odbiorców. Brak wolności słowa w państwach „demokracji ludowej” w połączeniu z dość szczelną, dzielącą oba bloki żelazną kurtyną sprawił, że informacje o zbrodniach komunizmu przyjmowane były z dużą rezerwą i niedowierzaniem. Świat otrzymywał wyidealizowany obraz państw bloku wschodniego i dopiero upadek Związku Sowieckiego doprowadził do częściowej zmiany tego stanu.
Jednym z efektów uzyskania niepodległości przez państwa Europy Środkowej i ich integracji ze strukturami europejskimi było wniesienie przez nie do Europy własnego, jakże odmiennego od zachodniego, doświadczenia historycznego. Polacy, Bałtowie, Ukraińcy, Węgrzy czy Czesi doznali obu dwudziestowiecznych totalitaryzmów i porównywanie ich uważali za rzecz naturalną. W Europie Zachodniej część środowisk nie zaakceptowała takiego podejścia. Wydanie w 1999 r. Czarnej księgi komunizmu wywołało gorące spory zarówno w gronie badaczy, jak i polityków. Wśród słów krytyki kierowanych pod adresem autorów pojawiły się zarzuty, że przez porównywanie zbrodni obu totalitaryzmów umniejszają zbrodnie nazistowskie i banalizują Holokaust. Elity europejskie wciąż sprzeciwiają się stawianiu znaku równości między komunizmem a nazizmem. Świadczy o tym decyzja Rady Europy ze stycznia 2006 r., która potępiła zbrodnie komunizmu, pod presją europejskiej lewicy członkowie Rady zrezygnowali jednak z omawiania w trakcie jednej sesji masowych mordów dokonanych przez funkcjonariuszy państw komunistycznych i nazistowskich. Przeciwnicy jednoczesnej krytyki obu totalitaryzmów używali m.in. argumentu o nieporównywalności obu systemów i twierdzili, że porównania takie mają charakter politycznej manipulacji, której celem jest walka z lewicą. Pokazuje to, jak trudnym zadaniem jest zaprezentowanie XX-wiecznej historii Europy Środkowej w formie zrozumiałej dla odbiorcy spoza tego kręgu geopolitycznego.
W tym kontekście dzieje Polski w okresie II wojny światowej wydają się szczególnie dogodnym obiektem badawczym. Obywatele polscy pomiędzy 1939 a 1941 r. jako jedyni w Europie doświadczyli obu okupacji jednocześnie. W podzielonym na dwie – terytorialnie niemal równe – części kraju Sowieci i Niemcy równolegle dokonywali eksperymentu polegającego na zniszczeniu dotychczasowego ładu państwowego i wprowadzeniu własnej odmiany totalitaryzmu. W przeciągu 21 miesięcy zastosowali wachlarz działań mających na celu złamanie woli oporu i wymuszenie pełnego posłuszeństwa ze strony mieszkańców podbitych terytoriów. Na polskim przykładzie, niemal w laboratoryjnych warunkach, można więc analizować podobieństwa i różnice między obydwoma systemami, co pozwala nie tyle stwierdzić, który z dwóch „izmów” był gorszy, ile odkryć ich istotę.
Nazizm i komunizm to systemy oparte na poddaniu jednostki pełnej kontroli władzy, na uczynieniu z niej trybika w machinie totalitarnego państwa. Pomimo użycia wszelkich środków, od terroru po wszechogarniającą agresywną propagandę, oba upadły, pierwszy na skutek przegranej wojny, drugi z powodu narastającego oporu społecznego i niewydolności gospodarczej. Stało się tak w dużej mierze dzięki temu, że znaleźli się ludzie dość odważni, by stawić im czoła. Polskie podziemie pod okupacją sowiecką doznało olbrzymich strat, a za sukces można uznać jedynie fakt, że części kadr udało się dotrwać do wkroczenia Niemców. Mimo to, w dłuższej perspektywie historycznej walka konspiracyjna nabiera głębszego sensu. Alan Bullock w zakończeniu książki analizującej oba totalitaryzmy przez pryzmat życia ich twórców napisał: „Dzieje opisanych lat ukazują całą głębię zła, jakie zdolny jest wyrządzić człowiek drugiemu człowiekowi. A jednak, jak świadczy historia, nawet w najstraszniejszych chwilach, nie tylko na polu bitwy, lecz również w przepełnionych więzieniach i obozach, w izbach tortur, w obliczu pewnej śmierci, we wszystkich krajach znajdowali się ludzie, którzy pokazali, na jakie wyżyny poświęcenia potrafią się wznieść mężczyźni i kobiety” [2]. To właśnie opłacona najwyższą ceną, wypływająca z niezgody na zniewolenie postawa oporu doprowadziła do upadku systemów totalitarnych.

Przypisy:

[1] H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 1993, s. 494. Więcej o wczesnych sporach dotyczących oceny nazizmu i komunizmu zob.: K. Kersten, Wstęp do polskiego wydania [w:] S. Courtois, N. Werth, J.-L. Panné, A. Paczkowski, K. Bartosek, J.-L. Margolin, Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, Warszawa 1999, s. 9–20. [2] A. Bullock, Hitler i Stalin. Żywoty równoległe, Warszawa 1994, s. 446.